Heather poznała Brennę całkiem niedawno. Miała jednak wrażenie, że dzień, kiedy ich drogi się spotkały odmienił jej życie. Nie spodziewała się, że w BUMie tak jej się spodoba, uważała, że jest to zasługa Brenny. Kto inny wziąłby ją pod swoje skrzydła i traktował w ten sposób? Chętnie uczył, pokazywał różne, ciekawe sztuczki, był otwarty na dyskusje. No, nie mogła lepiej trafić. W te kilka miesięcy w BUMie nauczyła się naprawdę wiele, a liczyła, że to dopiero początek. Poza tym ich znajomość nie kończyła się tylko i wyłącznie na pracy, co dla młodej czarodziejki też było istotne. Wydawało jej się dzięki temu, że może Longbottom faktycznie ją lubi.
- Naprawdę tak myślisz? - Słowa Erika spowodowały, że zamyśliła się na chwilę. Sama miała sobie wiele do zarzucenia, w końcu w Beltane poległa, gdyby nie jej mentorka, to pewnie zginęłaby tej nocy. To Brenna walczyła o jej życie, gdy była nieprzytomna, a wiatr szalał ze wszystkich stron, to ona spowodowała, że nie została zakopana żywcem, znaczy została zakopana, ale i tak przeżyła, bo dzielnie walczyła o ich życia. Była jej za to ogromnie wdzięczna, chciała jej udowodnić, że faktycznie jest czegoś warta, bo czasem miała wrażenie, że nie jest wystarczająca. - Bałam się trochę, że ją rozczarowuję. - Bo nie wszystko wychodziło jej za pierwszym razem, czasem za szybko reagowała, nie umiała panować nad swoimi emocjami, ale próbowała to zmienić. Szło to różnie, jednak chciała być jak najlepszą wersją siebie, aby kiedyć dorównać swojej mentorce.
Wiedziała, że Brenna nie wciągnęłaby jej do Zakonu, gdyby jej nie ufała, z drugiej strony mogła to zrobić, bo Wood ze swoim charakterem prędzej, czy później i tak zaczęłaby działać na własną rękę szukając śmierciożerców, może to jednak nie był powód, a to, że faktycznie uważała, że może się im przydać.
- Z tego, co słyszałam u was wiecznie są tłumy, znajdzie się miejsce i dla mnie? - Dopiła zawartośc swojego kufla uśmiechając się na samą myśl o tym, co zaproponował Erik. Propozycja wydawała się być naprawdę atrakcyjna, dawno nie miała czasu, aby spotkać się z Julkiem, a listy nie mogły zastąpić obecności drugiego człowieka. No i mogłaby zobaczyć Brennę w domu, w naturalnym środowisku.
- Widzę, że dobrze ją znasz, skoro wiesz czego szuka. - Przynajmniej takie dosyć śmiałe wnioski wyciągnęła po tym, co mówił. Przeniosła wzrok na scenę, bo zbliżali się do finału, jeszcze chwila i zadecyduje kogo wybrała.
- Jednak miałeś rację, w sumie dosyć przewidywalna decyzja. - Skomentowała nieco rozczarowana, bo liczyła na jakiś zwrot akcji, ale się go nie doczekała.