Z każdą chwilą upewniała się, że ten dzień spisany był na straty. Mieli pecha, ogromnego. Nic im dzisiaj nie wychodziło. Ktoś sobie z nich drwił.
Nie udało jej się skorzystać z dziedziny magii, którą uważała za swoją przyjaciółkę. Może coś wisiało w powietrzu, kto wiedział w jaki sposób Peter przygotował to miejsce, aby mieć pewność, że nikt go nie skrzywdzi. Spojrzała z rozczarowaniem na różdżkę, którą trzymała w dłoni. Miała nią ochotę cisnąć o podłogę, ale się powstrzymała.
Na szczęście narzeczony nie czekał. Zamierzał wziąć sprawy w swoje ręcę. Obserwowała go, gdy zbliżał się do mężczyzny. Tyle, że Peter okazał się być sprytniejszy niż zakładali, umknął jakimś cudem ręce Rodolphusa. Trixie syknęła w głos zirytowana. Jak tak dalej pójdzie, to będą mieli bardzo słabą opinię na temat swoich umiejętności. Nie mogli na to pozwolić.
Nie zamierzała pozwolić, żeby wyszedł. Na pewno nie teraz. Odwróciła się na pięcie w stronę drzwi, w kierunku których się zbliżał, znowu machnęła różdżką, ponownie wypowiedziała zaklęcie, to samo, co wcześniej.
[a]Tym razem jej nie zawiodła. Może nie było to jakoś specjalnie precyzyjnie rzucone zaklęcie, jednak udało jej się wejść do głowy mężczyzny. Próbowała znaleźć wspomnienie związane z tym, gdzie znajduje się kieszonkowiec, którego poszukiwali, tyle, że czuła, że nie może go znaleźć.