16.11.2023, 22:50 ✶
Rodolphus nie miał pojęcia, w jaki sposób Laurence miał zamiar uzupełnić krew w tej kobiecie, ale nie dopytywał. Gdy chciał, potrafił być bardzo przekonujący. Tak jak i teraz - po prostu pochwycił pierwszą lepszą osobę płci męskiej za ramię i wskazał na zaułek, jednocześnie tłumacząc sytuację. Laurence mógł być spokojny: młody Lestrange najwyraźniej nie miał zamiaru zwiać, skoro wszedł z nim... z nimi w interakcję.
Portmonetka była zdecydowanie mugolska, lecz jej zawartość pozostawała zagadką. Nie dlatego, że chroniły ją zaklęcia, ale dlatego, że nieprzytomna kobieta zaczęła stękać, przykuwając całą uwagę Laurenta. Odchodziła - widział to. Chciała walczyć, ostatkiem sił wydawała z siebie dźwięki, ale nie było szans by otworzyła oczy. To była kwestia dosłownie minut. I nawet Rolph który wbiegał w zaułek z dwójką mężczyzn, nie był w stanie tego zmienić.
- Co się stało? Co mamy robić? - w przeciwieństwie do Rodolphusa, który zatrzymał się w pewnej odległości od kobiety, oni nie mieli oporów, by uklęknąć przy nieprzytomnej. Pomni jednak, że jest przy niej prawdziwy lekarz, wpatrywali się w mężczyznę, oczekując instrukcji. - Jak ją podnieść? Zaraz będzie wóz, już jadą, zawiozą ją do kliniki niedaleko.
Rolph tymczasem przetoczył wzrokiem po zaułku, krzywiąc się na to, co zobaczył. Jego oczy dostrzegły torebkę. Miał to być napad, a złodziej nie wziął damskiej torebki? Przestraszył się, czy chodziło o coś innego? Bez wahania podszedł do porzuconej torebki na ziemi, a następnie kucnął, by bez pardonu sięgnąć do jej wnętrza. Portfela nie znalazł, nie wiedział że ma go Laurence. Ale znalazł papierośnicę, a także kulkę. Była przezroczysta, jednak gdy Rolph wziął ją w palce, wypełniła się białym dymem.
- Laurence - Rolph zmarszczył brwi. Mugol nie miałby przy sobie przypominajki. I właśnie dlatego nienawidził Doliny Godryka. Musieli się ciągle ukrywać, nie mogli korzystać z tego, co było im dane. Byli lepsi i musieli udawać, że są tak samo głupi jak mugole, którzy nie potrafili nawet poprawnie przenieść umierającej. - Ona umrze, zanim ją tam dowiozą.
Machnął przypominajką, żeby starszy Lestrange na pewno ją zobaczył, a potem schował ją do kieszeni. On nie zapominał o niczym, ale wolałby nie zwrócić na przedmiot uwagi dwóch mężczyzn. Wiedział, że nie musiał mówić nic Laurencowi, bo sam doskonale wiedział jaki jest stan kobiety, ale chciał - nie, musiał - powiedzieć to na głos. Nie bez satysfakcji zrzucając podjęcie decyzji co do czarów i magii w obecności być-może-mugoli na starszego od siebie.
Portmonetka była zdecydowanie mugolska, lecz jej zawartość pozostawała zagadką. Nie dlatego, że chroniły ją zaklęcia, ale dlatego, że nieprzytomna kobieta zaczęła stękać, przykuwając całą uwagę Laurenta. Odchodziła - widział to. Chciała walczyć, ostatkiem sił wydawała z siebie dźwięki, ale nie było szans by otworzyła oczy. To była kwestia dosłownie minut. I nawet Rolph który wbiegał w zaułek z dwójką mężczyzn, nie był w stanie tego zmienić.
- Co się stało? Co mamy robić? - w przeciwieństwie do Rodolphusa, który zatrzymał się w pewnej odległości od kobiety, oni nie mieli oporów, by uklęknąć przy nieprzytomnej. Pomni jednak, że jest przy niej prawdziwy lekarz, wpatrywali się w mężczyznę, oczekując instrukcji. - Jak ją podnieść? Zaraz będzie wóz, już jadą, zawiozą ją do kliniki niedaleko.
Rolph tymczasem przetoczył wzrokiem po zaułku, krzywiąc się na to, co zobaczył. Jego oczy dostrzegły torebkę. Miał to być napad, a złodziej nie wziął damskiej torebki? Przestraszył się, czy chodziło o coś innego? Bez wahania podszedł do porzuconej torebki na ziemi, a następnie kucnął, by bez pardonu sięgnąć do jej wnętrza. Portfela nie znalazł, nie wiedział że ma go Laurence. Ale znalazł papierośnicę, a także kulkę. Była przezroczysta, jednak gdy Rolph wziął ją w palce, wypełniła się białym dymem.
- Laurence - Rolph zmarszczył brwi. Mugol nie miałby przy sobie przypominajki. I właśnie dlatego nienawidził Doliny Godryka. Musieli się ciągle ukrywać, nie mogli korzystać z tego, co było im dane. Byli lepsi i musieli udawać, że są tak samo głupi jak mugole, którzy nie potrafili nawet poprawnie przenieść umierającej. - Ona umrze, zanim ją tam dowiozą.
Machnął przypominajką, żeby starszy Lestrange na pewno ją zobaczył, a potem schował ją do kieszeni. On nie zapominał o niczym, ale wolałby nie zwrócić na przedmiot uwagi dwóch mężczyzn. Wiedział, że nie musiał mówić nic Laurencowi, bo sam doskonale wiedział jaki jest stan kobiety, ale chciał - nie, musiał - powiedzieć to na głos. Nie bez satysfakcji zrzucając podjęcie decyzji co do czarów i magii w obecności być-może-mugoli na starszego od siebie.