16.11.2023, 22:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.11.2023, 22:58 przez The Overseer.)
Niebywałe, że ze wszystkich osób przebywających w przyczepie Elaine, tylko ja nie oblewałem się rumieńcem. Może miałem w sobie więcej odwagi i zbereźności niż mógłbym przewidywać, a może po prostu to był czysty przypadek, więc tak na dobrą sprawę, to nie było co tego rozkminiać...?
Cóż, ogólnie rzecz biorąc podobały mi się te rumieńce na policzkach Flynna, naszego cyrkowego The Edge’a. Uśmiechnąłem się pod nosem z satysfakcją, korzystając z nadstawionego policzka i sprzedając mu tym samym za darmo buziaka. Może w sumie nie tak znowu za darmo, skoro ogarniał przyczepę Elaine by była bezpieczniejsza.
- Niech motywacją będzie dwuosobowa odprawa z panem zarządcą jutro o siódmej rano... - szepnąłem do niego zadowolony z siebie i zadowolony też z niego, odsuwając się nieco, bo też nie chciałem peszyć Elaine bardziej i dłużej przez te nasze szepty i szepciki. - O ile nie zasiedzimy się dzisiaj za długooo - zauważyłem, bo właściwie skoro do naszej drużyny nocnych marków dołączył teraz Flynn, to pomysłów na spędzenie wieczoru miało być jeszcze więcej. A tym, czego nie zamierzałem dziś robić, to zastanawianie się nad tym, co nam może zrobić jakiś włamywacz. Jak tu wpadnie, to ja już miałem plany na niego, więc Elaine nie powinna się martwić. Szczególnie że do Flynna teraz też dotarło to, co nie przyswoił wcześniej.
- Cóż, nieistotne kto co i jak, bo zajmie się tym ten... Stanley. To jego robota. Jeśli gość postanowi jeszcze raz zakłócić nasz spokój, to teraz jesteśmy już uprzedzeni i już tak lekką nogą z terenu naszego cyrku nie wyjdzie - stwierdziłem jakże pewny siebie, nawet się wyprostowałem dumnie. Tak, będę tu szeryfem, panem i władcą, i żadna menda nie będzie mi przerażać kobiet oraz dzieci. A Edge jako mój przyboczny, rycerz okrągłego stołu, odpowiednio przyłoży scyzoryk by też koleś nie miał okazji nic więcej powiedzieć. Tak zrobimy.
I pewnie dalej bym wygłaszał przemowy, gdyby pytanie Elaine o babeczki nie wytrąciła mojej uwagi. Przypomniało mi się o zupie, która wołała właśnie o pomstę do nieba, że o niej zapomniałem. Machnąłem kilka razy palcem w powietrzu, jak gdybym sobie zapisywał to w głowie, choć tak naprawdę zastanawiałem się, czy aby na pewno wszystko powiedziałem. Cóż, przestąpiłem tych kilka kroków by znowu wsunąć się na krzesło przy stoliku.
- Flynn, zostaw to na razie... I tak już ciemno. Zajmiesz się tym jutro, a teraz dawaj jeść. Zjedz wpierw zupę, a potem zajmiesz się babeczkami, ciasteczkami i innym cukrem - odparłem i właściwie to brzmiało jak ojcowski rozkaz. Wysunąłem swoje kolano, gdyby ponownie chciał do mnie przylgnąć. Teraz bezczelnie mógł usiąść tatce na kolanku, hehe. Dla Elaine też miałem jeszcze jedno, ale wtedy ewidentnie ktoś musiałby mi łopatkować łyżką zupę... Jeszcze brakowało Layli i reszty towarzystwa, heh.
@The Edge @Elaine Bell
Cóż, ogólnie rzecz biorąc podobały mi się te rumieńce na policzkach Flynna, naszego cyrkowego The Edge’a. Uśmiechnąłem się pod nosem z satysfakcją, korzystając z nadstawionego policzka i sprzedając mu tym samym za darmo buziaka. Może w sumie nie tak znowu za darmo, skoro ogarniał przyczepę Elaine by była bezpieczniejsza.
- Niech motywacją będzie dwuosobowa odprawa z panem zarządcą jutro o siódmej rano... - szepnąłem do niego zadowolony z siebie i zadowolony też z niego, odsuwając się nieco, bo też nie chciałem peszyć Elaine bardziej i dłużej przez te nasze szepty i szepciki. - O ile nie zasiedzimy się dzisiaj za długooo - zauważyłem, bo właściwie skoro do naszej drużyny nocnych marków dołączył teraz Flynn, to pomysłów na spędzenie wieczoru miało być jeszcze więcej. A tym, czego nie zamierzałem dziś robić, to zastanawianie się nad tym, co nam może zrobić jakiś włamywacz. Jak tu wpadnie, to ja już miałem plany na niego, więc Elaine nie powinna się martwić. Szczególnie że do Flynna teraz też dotarło to, co nie przyswoił wcześniej.
- Cóż, nieistotne kto co i jak, bo zajmie się tym ten... Stanley. To jego robota. Jeśli gość postanowi jeszcze raz zakłócić nasz spokój, to teraz jesteśmy już uprzedzeni i już tak lekką nogą z terenu naszego cyrku nie wyjdzie - stwierdziłem jakże pewny siebie, nawet się wyprostowałem dumnie. Tak, będę tu szeryfem, panem i władcą, i żadna menda nie będzie mi przerażać kobiet oraz dzieci. A Edge jako mój przyboczny, rycerz okrągłego stołu, odpowiednio przyłoży scyzoryk by też koleś nie miał okazji nic więcej powiedzieć. Tak zrobimy.
I pewnie dalej bym wygłaszał przemowy, gdyby pytanie Elaine o babeczki nie wytrąciła mojej uwagi. Przypomniało mi się o zupie, która wołała właśnie o pomstę do nieba, że o niej zapomniałem. Machnąłem kilka razy palcem w powietrzu, jak gdybym sobie zapisywał to w głowie, choć tak naprawdę zastanawiałem się, czy aby na pewno wszystko powiedziałem. Cóż, przestąpiłem tych kilka kroków by znowu wsunąć się na krzesło przy stoliku.
- Flynn, zostaw to na razie... I tak już ciemno. Zajmiesz się tym jutro, a teraz dawaj jeść. Zjedz wpierw zupę, a potem zajmiesz się babeczkami, ciasteczkami i innym cukrem - odparłem i właściwie to brzmiało jak ojcowski rozkaz. Wysunąłem swoje kolano, gdyby ponownie chciał do mnie przylgnąć. Teraz bezczelnie mógł usiąść tatce na kolanku, hehe. Dla Elaine też miałem jeszcze jedno, ale wtedy ewidentnie ktoś musiałby mi łopatkować łyżką zupę... Jeszcze brakowało Layli i reszty towarzystwa, heh.
@The Edge @Elaine Bell