17.11.2023, 09:57 ✶
Gdy Trix zarządziła, że mają iść, Rodolphus nachylił się jeszcze do Petera.
- Nie lubię szczurów, które chowają się pod stołem. Piśnij tylko słowo, a wrócimy i spalimy tę budę, a twoje zwłoki rozrzucimy po całym Nokturnie, żeby twoi bliscy znajdowali je przez całe swoje życie - wysyczał mu do ucha, wzmacniając uścisk. Chwilę tak trwał, napawając się smrodem strachu, który był wyczuwalny na kilometr, zanim puścił kark mężczyzny. Gdy jednak Peter się obrócił, Rodolphus miał na twarzy lekki uśmiech, chociaż w oczach czaiło się obrzydzenie. Sięgnął do kieszeni. - Za fatygę. I spłata długu. Ja dotrzymuję słowa.
Powiedział uprzejmym tonem, kładąc kilka galeonów na blacie stołu, przy którym jeszcze chwilę temu stał Peter. Ruszył do wyjścia zaraz za Bellatrix, wiedząc że Peter nie ośmieliłby się zrobić czegoś głupiego. Może gdyby był tu sam, to by nie odwracał się do niego plecami, ale miał wsparcie w postaci narzeczonej. Czymże byłoby życie bez odrobiny pompatyczności?
Szedł za Bellatrix w milczeniu, nie spiesząc się zbytnio. Bez problemu dotrzymywał jej tempa, chociaż gdy przeszli do mugolskiej części miasta, skrzywił się lekko. Nawet zapach tu był inny. Brudny. Starał się nie rozglądać i mieć oczy utkwione tylko w narzeczonej, która wiedziała, gdzie kryje się ich kolejny szczur. Bo tylko do tego można było ich porównać - do szczurów, które uciekały jako pierwsze, do brudnych zwierząt, które żyły w kanałach Londynu i żywiły się resztkami. Do gryzoni, które przenosiły choroby i parzyły się między sobą bez opamiętania.
- Mam sprawdzić? - nie czekał jednak na odpowiedź, wyciągając niemal od razu różdżkę. Wyszeptał słowa zaklęcia, upewniając się zawczasu, że nikogo pod mostem nie ma. Uśmiechnął się. - Jest w środku. Pewnie nałożył zaklęcia obronne.
Machnął różdżką po raz kolejny, próbując rozproszyć zaklęcia ochronne.
Rozproszenie
- Czyń honory, moja droga. Potraktuj to jako prezent ode mnie, bez okazji.
- Nie lubię szczurów, które chowają się pod stołem. Piśnij tylko słowo, a wrócimy i spalimy tę budę, a twoje zwłoki rozrzucimy po całym Nokturnie, żeby twoi bliscy znajdowali je przez całe swoje życie - wysyczał mu do ucha, wzmacniając uścisk. Chwilę tak trwał, napawając się smrodem strachu, który był wyczuwalny na kilometr, zanim puścił kark mężczyzny. Gdy jednak Peter się obrócił, Rodolphus miał na twarzy lekki uśmiech, chociaż w oczach czaiło się obrzydzenie. Sięgnął do kieszeni. - Za fatygę. I spłata długu. Ja dotrzymuję słowa.
Powiedział uprzejmym tonem, kładąc kilka galeonów na blacie stołu, przy którym jeszcze chwilę temu stał Peter. Ruszył do wyjścia zaraz za Bellatrix, wiedząc że Peter nie ośmieliłby się zrobić czegoś głupiego. Może gdyby był tu sam, to by nie odwracał się do niego plecami, ale miał wsparcie w postaci narzeczonej. Czymże byłoby życie bez odrobiny pompatyczności?
Szedł za Bellatrix w milczeniu, nie spiesząc się zbytnio. Bez problemu dotrzymywał jej tempa, chociaż gdy przeszli do mugolskiej części miasta, skrzywił się lekko. Nawet zapach tu był inny. Brudny. Starał się nie rozglądać i mieć oczy utkwione tylko w narzeczonej, która wiedziała, gdzie kryje się ich kolejny szczur. Bo tylko do tego można było ich porównać - do szczurów, które uciekały jako pierwsze, do brudnych zwierząt, które żyły w kanałach Londynu i żywiły się resztkami. Do gryzoni, które przenosiły choroby i parzyły się między sobą bez opamiętania.
- Mam sprawdzić? - nie czekał jednak na odpowiedź, wyciągając niemal od razu różdżkę. Wyszeptał słowa zaklęcia, upewniając się zawczasu, że nikogo pod mostem nie ma. Uśmiechnął się. - Jest w środku. Pewnie nałożył zaklęcia obronne.
Machnął różdżką po raz kolejny, próbując rozproszyć zaklęcia ochronne.
Rozproszenie
- Czyń honory, moja droga. Potraktuj to jako prezent ode mnie, bez okazji.