Syknęła cicho, kiedy poczuła, że jej skóra się rozcięła. Było to niewielkie zadrapanie, ale zabolało. Mimo wszystko skok przez płot się udał. Na marne nie poszły jej wszystkie treningi po Beltane i praca nad ciałem. Uśmiechnęła się do siebie zadowolona, kiedy wylądowała w ogródku. Płot nie zdołał jej zatrzymać. Wstała na proste nogi i zaczęła się rozglądać.
Przez moment poczuła coś dziwnego. Jakby otoczenie sugerowało jej, że ma się stąd zmyć, że nie jest to odpowiednie miejsce dla niej. To uczucie minęło równie szybko, jak się pojawiło, jednak spowodowało, że Wood zaczęła być bardziej czujna. Ktoś musiał zaczarować to miejsce, może były to jakieś zaklęcia zabezpieczające? Zapewne za chwilę się dowiedzą.
Wtedy dotarł do niej podniesiony głos Longbottoma. Odwróciła się w jego stronę, wpatrywała się w mężczyznę nie do końca wiedząc, co się właśnie wydarzyło. Stwierdził, że sobie stąd pójdzie i ma ważniejsze rzeczy do zrobienia. Rychło w czas. Połączyła fakty z tym dziwnym czarem, który i ona poczuła, miała zamiar się wrócić i go zatrzymać, jednak chyba nie była potrzebna.
Erik został zatrzymany przez Mavelle, przynajmniej tak to wyglądało ze strony Wood. Miała nadzieję, że uda się jej wybić mu z głowy ten dziwny pomysł, który pojawił się zupełnie nagle. Byli rodziną, znali się dobrze, powinna sobie z nim poradzić bez większego problemu.
To wszystko mogło pokrzyżować im plany, bo delikatności mieli tyle, co słoń w składzie porcelany. Te ich pogaduszki mógł usłyszeć ktoś, kto znajdował się wewnątrz, o ile w ogóle ktoś tu był. Jak widać wszyscy musieli dowiedzieć się o ich wizycie.
Odwróciła się w stronę domu, aby jeszcze raz mu się przyjrzeć. Miała wrażenie, że jedna z zasłon w oknie drgnęła. Tyle, że gdy spojrzała tam drugi raz niczego nie zauważyła. Czyżby jej się przywidziało? Na pewno nie, wierzyła swoim zmysłom. Musieli się spieszyć. - Tam ktoś jest. - Powiedziała pewnym tonem, bo uważała, że nie mogła się pomylić.