Jeszcze dzisiaj, kiedy usiadł na tym cholernym stołku, pomyślał sobie - nic już nie zdziwi go tak bardzo jak to, że Layla wpisała mu w formularzu zgłoszeniowym „piekarz”, a on będzie musiał wokół tego grać na oczach tylu osób. Potrafił występować na scenie, to prawda, ale nosz kurwa - nie lubił tego, a poza tym nie potrafił kłamać. Wymyślanie pierdół do powiedzenia, żeby nie wyjść dzisiaj na kompletnego frajera, kiedy będą omawiać to Widowisko Randkowe w namiotach Bellów, było dla niego jak psychiczne znęcanie się. Do tego ta cała otoczka, ugh. No i proszę, życie zaskoczyło go ponownie - wygrał. Pozostała trójka musiała być jakąś żałosną ekipą skończonych frajerów, a ta dziewczyna była albo szalona, albo ktoś ją do tego zmusił. A może po prostu podkładali sobie miny celowo, bo tak naprawdę woleli wziąć te kuferki i iść razem na gejparty, tylko nikt go nie zaprosił? Czy koszula, którą ukradli z szafy Alexandra, nie była wystarczającym symbolem tego, że był człowiekiem wyzwolonym? Może okłamali go co do koloru? Zawsze mu to robili, bo widział monochromatycznie. Może była o wiele nudniejsza niż zakładał...
Do momentu zobaczenia jej niewinnej buzi chylił się bardziej ku pierwszej opcji - wariatka, po zobaczeniu jej - o matulu co go porzuciła jako dziecko, przecież ona wyglądała jak jakiś pączek zanurzony w lukrze, chodząca landrynka, na pewno nie wpadła na to, że jak mówił o tej pralni, to chodziło mu o pralnię pieniędzy.
Ktoś mu przekazał, że dla zwycięzców była zaplanowana randka i przez ułamek sekundy miał nawet taki pomysł, żeby ją zabrać do Fantasmagorii i pokazać jak wspinać się na szarfy. Jak zobaczy, że żaden z niego piekarz tylko debil z żałosnego cyrku, to sobie od razu da spokój, ale przynajmniej nie będzie miała złych wspomnień. A tu nagle bum - wspólny wyjazd do Paryża, o którym usłyszała cała sala pełna gapiów i kto tam jeszcze, jakieś radio? Ta to dopiero musiała mieć pecha, żeby wybrać akurat kogoś, kto uciekał nie bez powodu.
No tak, pozostawała kwestia maski. Bell na widok tych płatków róż próbował się uśmiechać, jednocześnie patrząc w kompletnie innym kierunku, niż siedziała widownia. Ewidentnie się zasłaniał, ale próbował zagrać taką haha, nieśmiałość, że niby go onieśmieliła ta sytuacja (zupełnie jakby się na niego w każdy weekend nie gapił podobny tłum), a nie że modlił się o to, że żaden z przydupasów Fontaine nie był fanem tego typu programów rozrywkowych. Mógł o tym pomyśleć wcześniej, ale dałby sobie palec uciąć, że mieli występować w maskach.
- Wybacz, jestem wrażliwy na światło...
Flynn nie wyglądał źle, dziewczyny go do tego występu wypudrowały i kategorycznie zakazały zakładania rozwalonej kurtki i łańcucha, ale brakowało w jego aparycji takiej... schludności. Totalnie nie wyglądał na piekarza, jeżeli się na to uprzeć, to jakiś artysta-cukiernik? Zdobienie ciast? Ale dlaczego koszula w panterkę? Cień szansy był taki, że się po prostu rozleniwił, bo miał przystojną twarz i ciemne, ładne loki, takie osoby mogły ubierać się jak chciały i tak czy siak przyciągały uwagę. Czy wyglądał na gotowego na związek z kobietą z dzieckiem? Nie. Ale wyglądał na bardzo gotowego do zejścia ze sceny. Nie zrobił tego jak skończony bufon - zaoferował jej swoje ramię. Niziutka była, ale on też jakiś szczególnie wysoki nie był, więc nie powinna mieć problemu?
A jeżeli uciekła stąd z płaczem, to po prostu wyszedł z pubu szybkim krokiem i poszedł do domu spać.
Do momentu zobaczenia jej niewinnej buzi chylił się bardziej ku pierwszej opcji - wariatka, po zobaczeniu jej - o matulu co go porzuciła jako dziecko, przecież ona wyglądała jak jakiś pączek zanurzony w lukrze, chodząca landrynka, na pewno nie wpadła na to, że jak mówił o tej pralni, to chodziło mu o pralnię pieniędzy.
Ktoś mu przekazał, że dla zwycięzców była zaplanowana randka i przez ułamek sekundy miał nawet taki pomysł, żeby ją zabrać do Fantasmagorii i pokazać jak wspinać się na szarfy. Jak zobaczy, że żaden z niego piekarz tylko debil z żałosnego cyrku, to sobie od razu da spokój, ale przynajmniej nie będzie miała złych wspomnień. A tu nagle bum - wspólny wyjazd do Paryża, o którym usłyszała cała sala pełna gapiów i kto tam jeszcze, jakieś radio? Ta to dopiero musiała mieć pecha, żeby wybrać akurat kogoś, kto uciekał nie bez powodu.
No tak, pozostawała kwestia maski. Bell na widok tych płatków róż próbował się uśmiechać, jednocześnie patrząc w kompletnie innym kierunku, niż siedziała widownia. Ewidentnie się zasłaniał, ale próbował zagrać taką haha, nieśmiałość, że niby go onieśmieliła ta sytuacja (zupełnie jakby się na niego w każdy weekend nie gapił podobny tłum), a nie że modlił się o to, że żaden z przydupasów Fontaine nie był fanem tego typu programów rozrywkowych. Mógł o tym pomyśleć wcześniej, ale dałby sobie palec uciąć, że mieli występować w maskach.
- Wybacz, jestem wrażliwy na światło...
Flynn nie wyglądał źle, dziewczyny go do tego występu wypudrowały i kategorycznie zakazały zakładania rozwalonej kurtki i łańcucha, ale brakowało w jego aparycji takiej... schludności. Totalnie nie wyglądał na piekarza, jeżeli się na to uprzeć, to jakiś artysta-cukiernik? Zdobienie ciast? Ale dlaczego koszula w panterkę? Cień szansy był taki, że się po prostu rozleniwił, bo miał przystojną twarz i ciemne, ładne loki, takie osoby mogły ubierać się jak chciały i tak czy siak przyciągały uwagę. Czy wyglądał na gotowego na związek z kobietą z dzieckiem? Nie. Ale wyglądał na bardzo gotowego do zejścia ze sceny. Nie zrobił tego jak skończony bufon - zaoferował jej swoje ramię. Niziutka była, ale on też jakiś szczególnie wysoki nie był, więc nie powinna mieć problemu?
A jeżeli uciekła stąd z płaczem, to po prostu wyszedł z pubu szybkim krokiem i poszedł do domu spać.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.