Oczywiście, że tu nie chodziło o innych, a o samopoczucie Laurenta, który nie lubił odstawać, który nie chciał przyznawać się do swoich słabości, który wręcz udawał, że jest inną osobą, niż w rzeczywistości. Odarcie go z tej możliwości, nie danie mu niejako tego wyboru, wydawało się być bardzo samolubne, zresztą niemal z wdzięcznością przyjął tę małą maskaradę i od razu wziął tego drugiego drinka w dłoń. Victoria uśmiechnęła się bardzo delikatnie, bo wiedziała, że Laurent miał ostatnio w życiu bardzo trudno, nie winiłaby go gdyby go odrobine poniosło – a nawet gdyby, to przecież był tutaj z nią, nie musiał się o nic bać, przecież nie zostawiłaby go tutaj samego i skazanego na łaskę obcych za żadne skarby tego świata, tym bardziej nie wtedy jeśli jednak kilka łyków drinka okazało się być za dużo.
Rzeczywiście, tematy nie brnęły najlepiej. Victoria miała takie wrażenie, że Philip nie do końca słucha co się do niego mówi, przekonany o swojej racji i o tym, że świat powinien działać jak dobrze spasowany mechanizm zegarka pod jego dyktando. Nie sądziła by na dzisiejszym zremisowanym pojedynku spór pomiędzy jej kuzynem a Nottem miał się zakończyć; była wręcz przekonana, ze co jakiś czas media i tak będą do tego wracać, bo to się dobrze grało. Nie była też zawiedziona, jak to zauważył Philip i wtedy kobieta uniosła na niego spojrzenie.
– Zawiedzeni czym? – zapytała i uśmiechnęła się krótko. Przez ostatnie miesiące sama nabrała doświadczenia w obcowaniu z różnymi dziennikarzami, dziennikarzynami i „sępami”, nie było się co bawić w polityczną poprawność i nazywać rzeczy po imieniu. Po tym, jak właśnie taki sęp przekręcił słowa Laurenta i wydrukowano je w prasie tym bardziej nie miała złudzeń; zresztą raczej nigdy ich nie miała, wychowana w rodzinie z koneksjami, gdzie połowa jej członków była szalenie popularna. Rodzinne spotkania też potrafiły się kręcić wokół tych tematów. Sama zresztą miała niebywałe szczęście, bo najwyraźniej pan Lockhart, któremu zdecydowała się dać wywiad w maju, miał znacznie większy instynkt samozachowawczy niż gość, który złapał Laurenta na kilka słów komentarza. Zresztą Lockharta widziała tutaj dzisiaj jak przyszli i o ile dobrze pamiętała, to również Erik miał z nim styczność w maju – również raczej pozytywną. – Widziałam tutaj dzisiaj pana Lockharta, z mojego doświadczenia jest raczej powściągliwy i uważa na słowa – dopowiedziała do słów Longbottoma. Czy to nie on ogłosił w ogóle ten pojedynek w prasie?
Spojrzała na Bella, gdy ten odezwał się na temat Loretty, wyglądało na to, że ją znał i lubił. Kolejna osoba, która przyszła na ten pojedynek rozdarta względem tego, komu kibicować? Nie zamierzała tego komentować, zostawiła to dla siebie, chociaż przyglądała się mężczyźnie przez dłuższą chwilę.
– Może był, może nie był – powiedziała po chwili. – Z tego co mówił na początku Louvain, to pierwotnie w ogóle miało jej tu dzisiaj nie być – ale się zdecydowała i przyszła. Nie miała zielonego pojęcia co się tam działo, wiedziała jedynie, że Loretty jakiś czas nie było w kraju i że ktoś zdezelował jej galerię sztuki, ale to już było jakiś czas temu. Nie była ignorantką, coś musiało się dziać w życiu kuzynki, coś niekoniecznie dobrego, tym bardziej, że pod koniec pojedynku kłóciła się z jakimś mężczyzną w sposób, który wcale tego nie krył… Nie była jednak ze swoją kuzynką na tyle blisko, by wiedzieć co w ogóle jest grane.
– Kilka lat pracowałam po drugiej stronie, to nie jest taka prosta sprawa jak się może wydawać – odpowiedziała uprzejmie Philipowi, bo sprzedawał im tutaj piękny tekścik, który dobrze by się wydrukował w gazecie i nie mówił absolutnie nic o trudnościach, jakie takie przedsięwzięcie ze sobą niosło. Organizowanie wydarzeń sportowych to był taki piękny frazes, ale miało to też drugie dno, a o ile wiedziała, to wcale nie jego rodzina obstawiała później takie wydarzenia, rzucając silne zaklęcia antymugolskie i to nie oni czyścili później takowym pamięć, jeśli coś jednak zawiodło. Mógł ją więc zapewniać ile chciał, mógł też dalej żyć w swojej bańce, ale prawda była zgoła inna.
– Kojarzę – odpowiedziała Laurentowi, kiedy próbował zmienić temat – i wyczuwała to, że to właśnie chciał zrobić. – Porcelana z Tajlandii? Myślałam, że raczej inne rzeczy się stamtąd przywozi – sama nigdy tam nie była nie ze względu na brak pieniędzy, ale właśnie czasu. Pracowała w Ministerstwie odkąd skończyła szkołę, a że lubiła dobrze wykonywać swoją pracę, to wiele się uczyła, poświęcając na to swój czas wolny. Zmiana Departamentu po drodze też pozytywnie nie wpłynęła na jej możliwości dysponowania czasem. – W takim razie czeka cię cała wycieczka do Ameryki – odpowiedziała Prewettowi, bo rzecz jasna wiedziała skąd są gromoptaki. Takie podstawy znała i pamiętała. Ale wyprawa do Ameryki to było mnóstwo papierologii, z załatwianiem pozwolenia po tamtej stronie na czele. Pewnie mogłaby podpytać dla niego Cynthię co i jak, w końcu jej przyjaciółka studiowała w USA.