18.11.2023, 19:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2023, 19:24 przez Rodolphus Lestrange.)
Rodolphus wszedł za Bellatrix do pomieszczenia, które było większe, niż wszystko wskazywało na to z zewnątrz. Klasyka gatunku. Stanął za Trix i już miał się przygotować do widowiska, gdy narzeczona zaskoczyła go po raz kolejny. Uniósł brwi, nie kryjąc tego, że był zdziwiony.
- I to tyle? - zapytał, zerkając na wnętrze szczurzej nory. Jego oko dostrzegło sakiewkę Bellatrix na stole, wśród dwóch innych. To miał być dzisiaj jego szczęśliwy dzień, ale cóż - trafił na nich. Miał pecha. - Zabierz co swoje i chodź. Podejdziemy do mojego mieszkania w Londynie, weźmiemy długi prysznic i pójdziemy na kolację, hm?
Podszedł do Bellatrix i cmoknął ją w policzek. Nie godziło się chodzić w ubraniach, które mogły przesiąknąć smrodem tego... "domu".
Zanim wyszli, Rolph zgarnął sakiewki i przejrzał, czy czegoś ciekawego nie pominęli. Ale nie. Ubrania, jakieś listy, nic nie warte szpargały. Gdy wychodzili spod mostu, żegnały ich tańczące po kartonach i drewnie płomienie. Lepiej było upozorować to na wypadek, nie potrzebowali wścibskich kolegów tego szczura, którzy mogliby jakkolwiek ich powiązać z "wypadkiem". Pozostawała jeszcze kwestia Petera, ale on nie piśnie pary z ust. Tego akurat był pewien - w końcu wiedział, że zarówno on, jak i jego narzeczona, dotrzymują swoich słów.
- I to tyle? - zapytał, zerkając na wnętrze szczurzej nory. Jego oko dostrzegło sakiewkę Bellatrix na stole, wśród dwóch innych. To miał być dzisiaj jego szczęśliwy dzień, ale cóż - trafił na nich. Miał pecha. - Zabierz co swoje i chodź. Podejdziemy do mojego mieszkania w Londynie, weźmiemy długi prysznic i pójdziemy na kolację, hm?
Podszedł do Bellatrix i cmoknął ją w policzek. Nie godziło się chodzić w ubraniach, które mogły przesiąknąć smrodem tego... "domu".
Zanim wyszli, Rolph zgarnął sakiewki i przejrzał, czy czegoś ciekawego nie pominęli. Ale nie. Ubrania, jakieś listy, nic nie warte szpargały. Gdy wychodzili spod mostu, żegnały ich tańczące po kartonach i drewnie płomienie. Lepiej było upozorować to na wypadek, nie potrzebowali wścibskich kolegów tego szczura, którzy mogliby jakkolwiek ich powiązać z "wypadkiem". Pozostawała jeszcze kwestia Petera, ale on nie piśnie pary z ust. Tego akurat był pewien - w końcu wiedział, że zarówno on, jak i jego narzeczona, dotrzymują swoich słów.
Koniec sesji