18.11.2023, 21:30 ✶
Kącik ust Rolpha uniósł się nieznacznie na tak mało wyszukane słownictwo ze strony Roberta. Lecz nie mógł nie przyznać mu racji. Lecz im dłużej Robert mówił, tym uśmiech kamieniał na jego twarzy. Rolph wstał, złożył ręce na plecach i zaczął przechodzać się wolnym krokiem wzdłuż klapy, jak tygrys w klatce. Milczał, a po jego minie można było wnioskować, że myśli. Powoli przekładał wszystkie informacje, które miał, i porównywał je z informacjami, które dostarczył mu Robert. Nie, nawet nie informacjami - wskazówkami.
Czy był zły? Nie. Zawiedziony? Także nie. Na twarzy młodego Lestrange odbijało się zamyślenie, prawdziwe i niezmącone tak trywialnymi emocjami, jak złość czy zazdrość, że Robert równie dobrze mógł wrzucić jego wieloletnią pracę do kominka.
- Zaburzyłem metodologię - powiedział w końcu, zatrzymując się przy oknie. Odwrócił się i spojrzał na Roberta poważnie, koncentrując wszystkie emocje na zaciskaniu dłoni z tyłu, by z przodu, który mu prezentował, pokazać spokój. - Muszę poprawić część badań nad czarodziejami i szlamami.
Kiwnął głową i powolnym krokiem, przez klapę, wrócił na krzesło. Gdy chodził lepiej mu się myślało. Usiadł z powrotem i oparł swobodnie plecy o oparcie.
- Sami się do mnie zgłosili, gdy tylko wypuściłem pierwsze prace - odpowiedział poważnie, koncentrując wzrok na Robercie. - Uznali, że niebezpiecznie byłoby prowadzić takie badania bez nadzoru. Ministerstwo ma środki i dojścia, kontakty. A czasu mam aż nadto, by prowadzić badania dwutorowo, korzystając z dokumentów, które są w Departamencie Tajemnic.
Wyjaśnił. To nie tak, że nie miał wyboru - ale na pewno szanowne MM zabrałoby całą dokumentację, którą zebrał do tej pory, gdyby nie zgodził się aplikować do Departamentu Tajemnic. Co więcej - zmusili go, by to zrobił, jakby chcieli go upokorzyć. Nie tylko nie dali mu wyboru ale i kazali przejść całą żmudną ścieżkę, którą musiał przejść każdy Niewymowny. Ale jak bardzo dotknęło to młodego Lestrange, tak bardzo nie pozwalał sobie by to okazać. Okazja przyjdzie niedługo, by odpłacić się tym, którzy za to odpowiadali. Cierpliwość popłacała.
- Dziękuję - nie był niewdzięczny i potrafił docenić pomoc. Dla Roberta mogło to być niewiele, dla niego zaś znaczyło absolutnie wszystko.
Czy był zły? Nie. Zawiedziony? Także nie. Na twarzy młodego Lestrange odbijało się zamyślenie, prawdziwe i niezmącone tak trywialnymi emocjami, jak złość czy zazdrość, że Robert równie dobrze mógł wrzucić jego wieloletnią pracę do kominka.
- Zaburzyłem metodologię - powiedział w końcu, zatrzymując się przy oknie. Odwrócił się i spojrzał na Roberta poważnie, koncentrując wszystkie emocje na zaciskaniu dłoni z tyłu, by z przodu, który mu prezentował, pokazać spokój. - Muszę poprawić część badań nad czarodziejami i szlamami.
Kiwnął głową i powolnym krokiem, przez klapę, wrócił na krzesło. Gdy chodził lepiej mu się myślało. Usiadł z powrotem i oparł swobodnie plecy o oparcie.
- Sami się do mnie zgłosili, gdy tylko wypuściłem pierwsze prace - odpowiedział poważnie, koncentrując wzrok na Robercie. - Uznali, że niebezpiecznie byłoby prowadzić takie badania bez nadzoru. Ministerstwo ma środki i dojścia, kontakty. A czasu mam aż nadto, by prowadzić badania dwutorowo, korzystając z dokumentów, które są w Departamencie Tajemnic.
Wyjaśnił. To nie tak, że nie miał wyboru - ale na pewno szanowne MM zabrałoby całą dokumentację, którą zebrał do tej pory, gdyby nie zgodził się aplikować do Departamentu Tajemnic. Co więcej - zmusili go, by to zrobił, jakby chcieli go upokorzyć. Nie tylko nie dali mu wyboru ale i kazali przejść całą żmudną ścieżkę, którą musiał przejść każdy Niewymowny. Ale jak bardzo dotknęło to młodego Lestrange, tak bardzo nie pozwalał sobie by to okazać. Okazja przyjdzie niedługo, by odpłacić się tym, którzy za to odpowiadali. Cierpliwość popłacała.
- Dziękuję - nie był niewdzięczny i potrafił docenić pomoc. Dla Roberta mogło to być niewiele, dla niego zaś znaczyło absolutnie wszystko.