15.11.2022, 22:03 ✶
Było odrobinę (a nawet więcej jak odrobinę) magii w tym, jak cyrki się rozstawiały. Pojawiały znikąd, niczym grzyby po deszczu, zapełniając polany czy place swoimi czerwono-białymi namiotami, stoiskami i wozami. Tchnięta w to wszystko za pomocą różdżek magia pozwalała ograniczyć przestrzeń, zwiększając tę wewnątrz wszelkich utworzonych pomieszczeń. Największy z namiotów, mimo że z zewnątrz niepozorny, wewnątrz zachwycał rozległą areną, otulającymi ją trybunami i grą świateł, które ożywiały każdy występ.
Rozbicie się też, miało wyraźne plusy - ograniczało dziennie treningi. Kiedy na scenie rozlegały się pierwsze, zachęcające do wzięcia udziału w występie okrzyki, część dzieciarni odsyłana była między ludzi, żeby nie przeszkadzać starszym członkom trupy. Pozwalało to złapać nieco oddechu, rozluźnić mięśnie, spróbować po raz setny serwowanych na stoiskach słodkości i obmacać parę sakiewek. Co kto lubił.
Sama Layla snuła się bez celu, skupiona raczej na swoich dłoniach, poprawiając znajdujące się na nich owijki. Zmęczone wczorajszym treningiem, obtarte, zaczerwienione i zwyczajnie obolałe, już wcześniej zostały zasmarowane ziołową maścią, która miała pomóc w szybkim powrocie do sprawności. Starannie więc zawijała wnętrza dłoni, nieznacznie zahaczając o palce dla lepszego zabezpieczenia opatrunku. Kiedy skończyła, podniosła wreszcie spojrzenie, znajdując się na obrzeżach cyrkowego miasteczka grzybów. Szybko odnalazła też kryjącego się tutaj chłopaka, który od barwnych światełek i atrakcji wolał pudło popcornu.
Pociągnęła nosem i wytarła go wierzchem dłoni.
- Teren tylko dla obsługi - rzuciła obojętnie, zawisając na nim i przyglądając się z ciekawością. Nos zwieszony na kwintę nie zwiastował niczego przyjemnego, no bo kto to widział dzieciaka w cyrku, który aż tak smęcił? - Strułeś się jabłkiem, Cas? A może ktoś rzucił na ciebie klątwę? - przycupnęła obok niego, bez pytania sięgając ręką w stronę olbrzymiego pudła popcornu, który tak hołubił. Miała na sobie jasną, różową sukienkę, o luźnym, zwiewnym kroju, która sięgała jej przed kolano, a spod której wystawały czarne getry do połowy łydki. Daleko było jej do czasów świetności, jednak podobnie prezentowały się ubrania prawie wszystkich cyrkowych dzieci. Przy nim, i jego ładnym, eleganckim wręcz ubranku, różnica między nimi zdawała się tym bardziej zaakcentowana.
Rozbicie się też, miało wyraźne plusy - ograniczało dziennie treningi. Kiedy na scenie rozlegały się pierwsze, zachęcające do wzięcia udziału w występie okrzyki, część dzieciarni odsyłana była między ludzi, żeby nie przeszkadzać starszym członkom trupy. Pozwalało to złapać nieco oddechu, rozluźnić mięśnie, spróbować po raz setny serwowanych na stoiskach słodkości i obmacać parę sakiewek. Co kto lubił.
Sama Layla snuła się bez celu, skupiona raczej na swoich dłoniach, poprawiając znajdujące się na nich owijki. Zmęczone wczorajszym treningiem, obtarte, zaczerwienione i zwyczajnie obolałe, już wcześniej zostały zasmarowane ziołową maścią, która miała pomóc w szybkim powrocie do sprawności. Starannie więc zawijała wnętrza dłoni, nieznacznie zahaczając o palce dla lepszego zabezpieczenia opatrunku. Kiedy skończyła, podniosła wreszcie spojrzenie, znajdując się na obrzeżach cyrkowego miasteczka grzybów. Szybko odnalazła też kryjącego się tutaj chłopaka, który od barwnych światełek i atrakcji wolał pudło popcornu.
Pociągnęła nosem i wytarła go wierzchem dłoni.
- Teren tylko dla obsługi - rzuciła obojętnie, zawisając na nim i przyglądając się z ciekawością. Nos zwieszony na kwintę nie zwiastował niczego przyjemnego, no bo kto to widział dzieciaka w cyrku, który aż tak smęcił? - Strułeś się jabłkiem, Cas? A może ktoś rzucił na ciebie klątwę? - przycupnęła obok niego, bez pytania sięgając ręką w stronę olbrzymiego pudła popcornu, który tak hołubił. Miała na sobie jasną, różową sukienkę, o luźnym, zwiewnym kroju, która sięgała jej przed kolano, a spod której wystawały czarne getry do połowy łydki. Daleko było jej do czasów świetności, jednak podobnie prezentowały się ubrania prawie wszystkich cyrkowych dzieci. Przy nim, i jego ładnym, eleganckim wręcz ubranku, różnica między nimi zdawała się tym bardziej zaakcentowana.