19.11.2023, 10:05 ✶
- Nie zwróciłem uwagi, najpierw wyczułem jej kształt, a potem dopiero spojrzałem. Jakby miała inny kolor, to wskazywałaby na mnie tak czy siak - odpowiedział zgodnie z prawdą. Sam był ciekaw, kim była ta kobieta. Aż go skręcało w środku, żeby się dowiedzieć. Gdyby był sam, ta cała sytuacja potoczyłaby się zupełnie inaczej, niż teraz, w towarzystwie Laurenca.
Gdy dotarli do domu starszego Lestrange, młodszy kuzyn nie odetchnął głośno z ulgą. Nadal czuł dyskomfort, ale już nie tak duży, jak wcześniej, na zewnątrz. W sumie można było to nazwać czymś w rodzaju ulgi. Ta jednak pojawiła się dopiero gdy mógł porządnie wyszorować ręce i ściągnąć koszulę z ciała. Nie wstydził się go, byli przecież rodziną. Poza tym nie miał powodów do wstydu, a to uczucie jako takie nie funkcjonowało w jego słowniczku pojęć. Nie przepadał jednak za przebieraniem się, dlatego najpierw wypróbował chłoczyść na swoim ubraniu. Niestety - okazało się że nawet zaklęcia nie są w stanie rozwiązać każdego problemu, który istniał. Dopiero teraz Rolph westchnął ciężko. To była jego ulubiona koszula.
- Dziękuję - mruknął, odbierając ubranie od Laurenca. Bez pośpiechu narzucił ją na ramiona. Jego palce sprawnie zapinały kolejne guziki, podczas gdy Rolph milczał, słuchając tego co mężczyzna ma do powiedzenia. - Mogę iść z tobą. Nie mam planów, a znalazłem się w Dolinie przypadkowo, można tak powiedzieć. Uważasz jednak że to nie był przypadek?
Zapytał, zerkając na kuzyna uważnie.
- Wszystko wskazuje na próbę kradzieży, nie powinni się tym zająć mugole? - nie był przekonany, czy latanie do Ministerstwa z każdą sprawą było dobrym rozwiązaniem, ale to nie on tu decydował. Pracował w Departamencie, który był... poza tym wszystkim. Laurence na pewno znał więcej przepisów i myślał innymi kategoriami niż Rodolphus. - Chociaż podejrzewam, że w Dolinie Godryka to może się... zacierać.
Zauważył uprzejmie, choć na pewno intencje były nieco kąśliwe. Właśnie dlatego nie lubił tego miejsca i nie rozumiał, czemu tak wielu czarodziejów tu mieszkało.
Gdy dotarli do domu starszego Lestrange, młodszy kuzyn nie odetchnął głośno z ulgą. Nadal czuł dyskomfort, ale już nie tak duży, jak wcześniej, na zewnątrz. W sumie można było to nazwać czymś w rodzaju ulgi. Ta jednak pojawiła się dopiero gdy mógł porządnie wyszorować ręce i ściągnąć koszulę z ciała. Nie wstydził się go, byli przecież rodziną. Poza tym nie miał powodów do wstydu, a to uczucie jako takie nie funkcjonowało w jego słowniczku pojęć. Nie przepadał jednak za przebieraniem się, dlatego najpierw wypróbował chłoczyść na swoim ubraniu. Niestety - okazało się że nawet zaklęcia nie są w stanie rozwiązać każdego problemu, który istniał. Dopiero teraz Rolph westchnął ciężko. To była jego ulubiona koszula.
- Dziękuję - mruknął, odbierając ubranie od Laurenca. Bez pośpiechu narzucił ją na ramiona. Jego palce sprawnie zapinały kolejne guziki, podczas gdy Rolph milczał, słuchając tego co mężczyzna ma do powiedzenia. - Mogę iść z tobą. Nie mam planów, a znalazłem się w Dolinie przypadkowo, można tak powiedzieć. Uważasz jednak że to nie był przypadek?
Zapytał, zerkając na kuzyna uważnie.
- Wszystko wskazuje na próbę kradzieży, nie powinni się tym zająć mugole? - nie był przekonany, czy latanie do Ministerstwa z każdą sprawą było dobrym rozwiązaniem, ale to nie on tu decydował. Pracował w Departamencie, który był... poza tym wszystkim. Laurence na pewno znał więcej przepisów i myślał innymi kategoriami niż Rodolphus. - Chociaż podejrzewam, że w Dolinie Godryka to może się... zacierać.
Zauważył uprzejmie, choć na pewno intencje były nieco kąśliwe. Właśnie dlatego nie lubił tego miejsca i nie rozumiał, czemu tak wielu czarodziejów tu mieszkało.