19.11.2023, 10:17 ✶
- Oczywiście, że przyjdę - odpowiedział z lekkim uśmiechem, ostrożnie kiwając głową na potwierdzenie swoich słów. - Nie mógłbym przegapić tak znamienitego wydarzenia. Jesteś jedną z najpiękniejszych pereł w naszej rodzinie, Loretto.
Sączył miękkie pochlebstwa do jej uszu, nadając swoim słowom szczery ton. Umiał docenić piękno, zarówno kobiece jak i to bardziej materialne. Loretta była piękna wewnątrz i na zewnątrz, miała coś w sobie, że przyciągała ludzi jak ogień ćmy. Nie mógłby odmówić sobie odwiedzenia jej, zwłaszcza gdy zapraszała.
Gdy Loretta zaproponowała coś innego, zaśmiał się cicho. Prawdziwa artystka. Usiadł na miękkim fotelu z gracją, jakby ćwiczył ten gest przez ostatnią dekadę. Pokręcił głową, swobodnie opierając plecy o oparcie.
- Mój umysł musi pozostać czysty i jasny w każdej sytuacji, Loretto, nie mogę pozwolić sobie więcej niż na minimalne dawki ludzkich przyjemności - powiedział poważnie, odbierając szkło od kuzynki. - Lecz jeśli masz ochotę, nie krępuj się.
Pracował w Departamencie Tajemnic, badał mózg. Samo to, że pijał od święta alkohol sprawiało, że poważnie zastanawiał się nad sensem niektórych działań i substancji. Obrócił szklanicę w dłoni, zanim upił niewielki łyk trunku.
- Niektórzy korzystają z używek, by spadły z nich sztuczne bariery, nałożone przez społeczeństwo, by ich prace mogły zdobyć rozgłos. Mam jednak wrażenie, że ty tego nie potrzebujesz, prawda Loretto? - zapytał, opierając szklankę na udzie. Wbił w kobietę szare spojrzenie, w którym błyskały iskierki zaciekawienia. Nie był specjalnie blisko z tą częścią rodziny, ale siedząc teraz miał wrażenie, że odsuwając się i poświęcając się karierze, Rabastanowi i matce mógł popełnić mały błąd. Ale nie było błędów, których nie można było naprawić. - Jednak jeśli chcesz się rozluźnić, proszę bardzo. Przy mnie jesteś bezpieczna.
Zapewniał, chociaż ciężko było stwierdzić, czy naprawdę Loretta powinna czuć się w towarzystwie Rodolphusa bezpiecznie. Z jednej strony był nią zafascynowany i należała do rodziny, której nigdy by się nie naraził. Z drugiej jednak strony cała jego postawa była tak wyćwiczona, jakby nie potrafił nic innego, tylko grać i mamić. Jakby nie potrafił zrzucić maski, bo skrywał pod nią coś okropnego. To było w nim nie tak: to właśnie wyczuwały osoby, rozwinięte intuicją, która nakazywała im trzymać się od Rolpha z daleka.
Sączył miękkie pochlebstwa do jej uszu, nadając swoim słowom szczery ton. Umiał docenić piękno, zarówno kobiece jak i to bardziej materialne. Loretta była piękna wewnątrz i na zewnątrz, miała coś w sobie, że przyciągała ludzi jak ogień ćmy. Nie mógłby odmówić sobie odwiedzenia jej, zwłaszcza gdy zapraszała.
Gdy Loretta zaproponowała coś innego, zaśmiał się cicho. Prawdziwa artystka. Usiadł na miękkim fotelu z gracją, jakby ćwiczył ten gest przez ostatnią dekadę. Pokręcił głową, swobodnie opierając plecy o oparcie.
- Mój umysł musi pozostać czysty i jasny w każdej sytuacji, Loretto, nie mogę pozwolić sobie więcej niż na minimalne dawki ludzkich przyjemności - powiedział poważnie, odbierając szkło od kuzynki. - Lecz jeśli masz ochotę, nie krępuj się.
Pracował w Departamencie Tajemnic, badał mózg. Samo to, że pijał od święta alkohol sprawiało, że poważnie zastanawiał się nad sensem niektórych działań i substancji. Obrócił szklanicę w dłoni, zanim upił niewielki łyk trunku.
- Niektórzy korzystają z używek, by spadły z nich sztuczne bariery, nałożone przez społeczeństwo, by ich prace mogły zdobyć rozgłos. Mam jednak wrażenie, że ty tego nie potrzebujesz, prawda Loretto? - zapytał, opierając szklankę na udzie. Wbił w kobietę szare spojrzenie, w którym błyskały iskierki zaciekawienia. Nie był specjalnie blisko z tą częścią rodziny, ale siedząc teraz miał wrażenie, że odsuwając się i poświęcając się karierze, Rabastanowi i matce mógł popełnić mały błąd. Ale nie było błędów, których nie można było naprawić. - Jednak jeśli chcesz się rozluźnić, proszę bardzo. Przy mnie jesteś bezpieczna.
Zapewniał, chociaż ciężko było stwierdzić, czy naprawdę Loretta powinna czuć się w towarzystwie Rodolphusa bezpiecznie. Z jednej strony był nią zafascynowany i należała do rodziny, której nigdy by się nie naraził. Z drugiej jednak strony cała jego postawa była tak wyćwiczona, jakby nie potrafił nic innego, tylko grać i mamić. Jakby nie potrafił zrzucić maski, bo skrywał pod nią coś okropnego. To było w nim nie tak: to właśnie wyczuwały osoby, rozwinięte intuicją, która nakazywała im trzymać się od Rolpha z daleka.