19.11.2023, 14:48 ✶
Zostałem zbity z tropu, bo nie spodziewałem się takich reakcji po Persephonie. Mój umysł próbował złapać jakiś punkt zaczepienia, przeanalizować sytuację i, cóż, jedynym logicznym wytłumaczeniem było to, że ją po prostu sprowokowałem do reakcji. Może właśnie o to mi chodziło, kiedy wrzeszczałem jak kretyn? Obelga za obelgą, byleby zrobiła coś więcej niż nędzne kulenie się przy ramie łóżka??? Hmm. Możliwe. Albo po prostu była cichą wodą, taką cichą wodą, co zgrywała uległą i cichą, a tak naprawdę sama była diabłem wcielonym, a nie Otto. Może to ona chwytała między palce moje listy i paliła je jeden za drugim, byleby zatrzymać brata tylko i wyłącznie dla siebie...? A może się go pozbyła? Może Otto już nie było? Może go pogryzła, przeżuła, a jego resztki wyrzuciła na śmietnik?
Zamarłem niepewny co dalej. Persephona czytała we mnie jak w księdze, pozawalałem jej na to i... I czy to w sumie było coś strasznego? Coś przejmującego? Coś, czego powinienem się obawiać...? Z reguły nie kłamałem, bo nie miałem do tego naturalnych predyspozycji. Chyba że ktoś był totalnym bałwanem i jadł mi z ręki, ale... W innych wypadkach nie kłamałem, tylko po prostu zastraszałem. Zgniatałem ludzi jak robaki, jak próbowałem to też zrobić z Persephoną, ale ona się nie dała, się zbuntowała, więc zbiła mnie z tropu i teraz wpatrywałem się w jej oczy. Zawsze myślałem, że były brązowe, tak brązowe, że niemal czarne, ale wcale tak nie było. Jej oczy były niebieskie. Intensywnie, atramentowo niebieskie, więc wyglądały mrocznie; nie to co ciepły brąz. Miały w sobie coś hipnotyzującego, coś, w czym można było utonąć niczym w morskiej toni. Kiedyś wyobrażałem sobie jak to jest tonąć. Właściwie nie tak dawno temu.
Miałem chyba więcej szczęścia niż rozumu. Albo w sumie ani tego, ani tego. Irytował mnie ten jej delikatny głos, jak gdyby nic nie było w stanie wytrącić go z równowagi, a tak bardzo ciekaw byłem jak Persephona krzyczy. Chciałem zobaczyć jak oblewa się w furii, jak bije mnie po piersi, po twarzy, jak bije ściany albo rwie włosy. No nie wiem. Ona po prosu była, teraz w tej wyzywającej pozycji, w odpowiedzi na którą przełknąłem z trudem ślinę, bo sobie wyobrażałem właśnie rzeczy, których nie powinienem sobie wyobrażać z siostrą Otto, a jednak. Moje myśli traciły rytm, traciły fason, umykały w kierunku jej ud, jej nóg, jej sukienki. Wsuwałem dłonie wyobraźni pod nią by zbadać, czy jest tam ciepła, czy może jednak zimna niczym lód.
Zbyłem jej pytania o porwanie. Niech sobie myśli, co tylko zapragnie. Niech sobie myśli, że się gubiłem - co było zresztą prawdą - albo że byłem żałosny. Zaczynało przepełniać mnie pożądanie, a to nie było nic dobrego, nic dobrego, zapalały mi się lampki ostrzegawcze.
Trzymała mnie za koszulkę, teoretycznie silnym uściskiem pięści, ale byłem pewien, że jedno szarpnięcie i jej ręka straci panowanie nade mną. Nie zrobiłem jednak tego, wpatrując się w te mroczne oczy, w te blade usta, jeszcze bielsze kości policzkowe. To nie był mój typ kobiety. Zero krągłości, sama skóra i kości, ale miała... charakter? Persephona? Coś mi się tu nie kleiło.
- Co to za buta, moja droga? - zapytałem niby to karcąco, chwytając ją silną dłonią za podbródek. To jej się udało. Faktycznie byłem zaskoczony. Ba!, zdezorientowany. Spodziewałem się małej dziewczynki, a miałem przed sobą kobietę. - Zapomnijmy o Otto. Pies go jebał. Porozmawiajmy o klątwach, które mi tu rzucasz... O tobie, Persephono - rzuciłem do niej niby niezadowolony, z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, ale oczy, moje oczy mówiły coś kompletnie innego. Były niezdrowo zafascynowane, jak gdyby ujrzały coś gdzieś chuj wie co i po co, ale podobało mi się. Jeszcze nie potrafiłem tego nazwać, ale najpewniej wkrótce mnie olśni jakieś piękne słowo, które zapiszę na kartach historii.
Pociągnąłem ją w górę za ten podbródek. Zmusiłem ją do podniesienia się, do wstania. Chciałem obejrzeć ją z bliska, w pełnej krasie, chciałem by spojrzała na mnie z góry, a wysokość łóżka mogła jej nieco w tym pomóc. A może jednak trochę zabraknie... Była bardzo niska, więc mogliśmy być sobie niemal równi.
- Nie uważasz, że los bywa przewrotny? Czasami jedno drobne zdarzenie, na pozór nieistotne, może kompletnie odmienić życie - zasugerowałem, a może nawet bardziej zaproponowałem między słowami, sam nie byłem pewien co dokładnie, ale tajemnicza oferta została złożona. Zamarłem z ręką na jej podbródku, z ustami tak blisko obok jej ust, ale nie robiłem nic, tylko wdychałem wydychane przez nią powietrze, zapach jej ciała i woń jej perfum. Czułem w tym kakao. Czy to dziwne, że czułem paskudnie gorzkie kakao, kiedy jej głosik był niczym przekurwiście słodkie pianki? To wydawało się być bardzo pojebane, ale... jeśli postanowiłaby zrobić jakikolwiek ruch, pozwoliłbym jej na to. Myślę, że pocałunek czy danie mi w mordę mogło być w tym przypadku bardzo kuszące.
Zamarłem niepewny co dalej. Persephona czytała we mnie jak w księdze, pozawalałem jej na to i... I czy to w sumie było coś strasznego? Coś przejmującego? Coś, czego powinienem się obawiać...? Z reguły nie kłamałem, bo nie miałem do tego naturalnych predyspozycji. Chyba że ktoś był totalnym bałwanem i jadł mi z ręki, ale... W innych wypadkach nie kłamałem, tylko po prostu zastraszałem. Zgniatałem ludzi jak robaki, jak próbowałem to też zrobić z Persephoną, ale ona się nie dała, się zbuntowała, więc zbiła mnie z tropu i teraz wpatrywałem się w jej oczy. Zawsze myślałem, że były brązowe, tak brązowe, że niemal czarne, ale wcale tak nie było. Jej oczy były niebieskie. Intensywnie, atramentowo niebieskie, więc wyglądały mrocznie; nie to co ciepły brąz. Miały w sobie coś hipnotyzującego, coś, w czym można było utonąć niczym w morskiej toni. Kiedyś wyobrażałem sobie jak to jest tonąć. Właściwie nie tak dawno temu.
Miałem chyba więcej szczęścia niż rozumu. Albo w sumie ani tego, ani tego. Irytował mnie ten jej delikatny głos, jak gdyby nic nie było w stanie wytrącić go z równowagi, a tak bardzo ciekaw byłem jak Persephona krzyczy. Chciałem zobaczyć jak oblewa się w furii, jak bije mnie po piersi, po twarzy, jak bije ściany albo rwie włosy. No nie wiem. Ona po prosu była, teraz w tej wyzywającej pozycji, w odpowiedzi na którą przełknąłem z trudem ślinę, bo sobie wyobrażałem właśnie rzeczy, których nie powinienem sobie wyobrażać z siostrą Otto, a jednak. Moje myśli traciły rytm, traciły fason, umykały w kierunku jej ud, jej nóg, jej sukienki. Wsuwałem dłonie wyobraźni pod nią by zbadać, czy jest tam ciepła, czy może jednak zimna niczym lód.
Zbyłem jej pytania o porwanie. Niech sobie myśli, co tylko zapragnie. Niech sobie myśli, że się gubiłem - co było zresztą prawdą - albo że byłem żałosny. Zaczynało przepełniać mnie pożądanie, a to nie było nic dobrego, nic dobrego, zapalały mi się lampki ostrzegawcze.
Trzymała mnie za koszulkę, teoretycznie silnym uściskiem pięści, ale byłem pewien, że jedno szarpnięcie i jej ręka straci panowanie nade mną. Nie zrobiłem jednak tego, wpatrując się w te mroczne oczy, w te blade usta, jeszcze bielsze kości policzkowe. To nie był mój typ kobiety. Zero krągłości, sama skóra i kości, ale miała... charakter? Persephona? Coś mi się tu nie kleiło.
- Co to za buta, moja droga? - zapytałem niby to karcąco, chwytając ją silną dłonią za podbródek. To jej się udało. Faktycznie byłem zaskoczony. Ba!, zdezorientowany. Spodziewałem się małej dziewczynki, a miałem przed sobą kobietę. - Zapomnijmy o Otto. Pies go jebał. Porozmawiajmy o klątwach, które mi tu rzucasz... O tobie, Persephono - rzuciłem do niej niby niezadowolony, z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, ale oczy, moje oczy mówiły coś kompletnie innego. Były niezdrowo zafascynowane, jak gdyby ujrzały coś gdzieś chuj wie co i po co, ale podobało mi się. Jeszcze nie potrafiłem tego nazwać, ale najpewniej wkrótce mnie olśni jakieś piękne słowo, które zapiszę na kartach historii.
Pociągnąłem ją w górę za ten podbródek. Zmusiłem ją do podniesienia się, do wstania. Chciałem obejrzeć ją z bliska, w pełnej krasie, chciałem by spojrzała na mnie z góry, a wysokość łóżka mogła jej nieco w tym pomóc. A może jednak trochę zabraknie... Była bardzo niska, więc mogliśmy być sobie niemal równi.
- Nie uważasz, że los bywa przewrotny? Czasami jedno drobne zdarzenie, na pozór nieistotne, może kompletnie odmienić życie - zasugerowałem, a może nawet bardziej zaproponowałem między słowami, sam nie byłem pewien co dokładnie, ale tajemnicza oferta została złożona. Zamarłem z ręką na jej podbródku, z ustami tak blisko obok jej ust, ale nie robiłem nic, tylko wdychałem wydychane przez nią powietrze, zapach jej ciała i woń jej perfum. Czułem w tym kakao. Czy to dziwne, że czułem paskudnie gorzkie kakao, kiedy jej głosik był niczym przekurwiście słodkie pianki? To wydawało się być bardzo pojebane, ale... jeśli postanowiłaby zrobić jakikolwiek ruch, pozwoliłbym jej na to. Myślę, że pocałunek czy danie mi w mordę mogło być w tym przypadku bardzo kuszące.