Nie miała pojęcia, że jeśli w jednym pomieszczeniu ustawi się Stanleya i Sauriela, to nagle oboje doznają jakiejś reakcji (?), magii (?) i zapominają wszystko, czego się w ciągu życia nauczyli, a wręcz zamiast ruszyć głową i faktycznie myśleć, to zapominają też znaczenia przeróżnych słów. Jakby wiedziała co dokładnie dzieje się w głowie tak jednego, jak i drugiego, to pewnie by sobie tej wizyty oszczędziła, żeby samej nie dostać bólu głowy. Dorośli mężczyźni, a zachowywali się jakby mieli pięć lat – a doskonale wiedziała, że taki Sauriel jest naprawdę inteligentnym facetem, nawet jeśli zapominał co się do niego mówi, bo temat mało go obchodził. I całkiem dobrze, że ten żart się z jego ust nie wydostał, bo można mieć anielską cierpliwość, ale i ona potrafiła się skończyć.
– Co jest z wami nie tak? – rzuciła w końcu, patrząc to na Sauriela, to na Stanleya. Bo i owszem, miała w głowie pustkę po zachowaniu Borgina, ale komentarz Sauriela ją zupełnie… wyprowadził z równowagi to za dużo powiedziane, ale była poirytowana. – Jak możecie znać dokładną budowę anatomiczną człowieka, a nie wiedzieć w jaki sposób wyhodować ogórki? I jakim cudem nie wiecie, że miednica to inaczej miska? – uniosła dłoń, by kciukiem i palcem wskazującym złapać się za nasadę nosa. Na moment też przymknęła oczy. – Wiem co dobre, ale bez obrazy, ale dupa Stanleya mnie nie obchodzi i nie interesuje – rzuciła jeszcze, nim zniknęła w kuchni.
Nie wiedziała skąd się to brało, bo to nawet nie była ignorancja, tylko jakby… spotykają się i nagle iloraz inteligencji leciał na łeb na szyję? Nie umiała dokładnie stwierdzić co się tutaj właściwie działo, jakie czary i magia miały miejsce. Prawdopodobnie powinna się napić i jakoś to wszystko zignorować, ale w czasie kiedy to panowie pili, ona musiała doglądać całego procesu, żeby ogóreczki nie poszły na marne – wypiła więc dotychczas najmniej z całego towarzystwa i być może to właśnie w tym był problem? Ale w którymś momencie Atreus przyszedł do niej ze szklanką alkoholu, który przyjęła wręcz z wdzięcznością i wypiła gdzieś połowę, dziękując przy okazji Bulstrode’owi.
Niedługo później wróciła z kilkoma garami gorącej wody z solą i może dobrze, że była zajęta w kuchni i nie słyszała Staszkowych wywodów o wylewach, bo mogłaby nie ręczyć już za siebie… W każdym razie gdy wróciła, a garnki wokół niej lewitowały sobie spokojnie, to słoiki były już na szczęście przygotowane i mogła pokierować różdżką, by garnki same nalały odpowiednią ilość zalewy (!) do słoików (czyli po sam kurek). Dopiero wtedy zobaczyła, że kilka słoików zostało pustych i że wkładane są do nich… krzesełka? I ślimaki? Szczerze mówiąc miała wątpliwość czy to wyjdzie, biorąc pod uwagę co się działo z ogórkami podczas kiszenia, ale może…?
– Możecie zakręcić te słoiki. No i to tyle. Teraz trzy dni sobie będą fermentowały, może w nich buzować i trochę wypływać woda, to normalne. Ale będą gotowe gdzieś zaa trzy tygodnie. Może dwa. A teraz muszę się napić – stęknęła i poszła do swojej szklaneczki, żeby sobie nalać i się napić (i przy okazji skrzywić).