19.11.2023, 18:56 ✶
Szkoda, że nie miałem okazji zawędrować w kierunku szklarni dosłownie chwili wcześniej, bo chętnie wygłosiłbym smarkatej pannie Malfoy wykład na temat Jestem cholernym służbistą i równie cholernie dobrze mi z tym. Tak, to brzmiałoby dokładnie tak albo może podobnie. Nieistotne, bo w tamtym akurat momencie przypatrywałem się księżycowi, nieco gwiazdom, myśląc właściwie o wszystkim i o niczym, trochę o planach na przyszłość, trochę o marzeniach. Cóż, takie tam bajanie młodego, dorosłego umysłu kilka miesięcy przed ukończeniem szkoły. Zapewne miałem właśnie się oddalać by w tajemnicy ćwiczyć umiejętności magii bezróżdżkowej bądź zaklęcia do pojedynków, ale coś zgrzytnęło od strony szklarni. Ba!, zgrzytało sobie w najlepsze, uciążliwie, tak cholernie, że moja służbistość, a przy niej również nerwica natręctw, nie mogły nie skierować mnie w tamtą stronę.
Wyciągnąłem różdżkę nim wszedłem do środka. Miałem same doskonałe zalety, bo obok służbistości stała również przezorność, szczególnie że w środku nocy, na terenie Hogwartu potrafiły dziać się różne, zabawne, ale głównie potworne, rzeczy. Oczywiście też, jak na Rookwooda przystało, wsunąłem się do środka niepostrzeżenie, bezgłośnie. Moją obecność w szklarni mogło zdradzić tylko i wyłącznie jedno - mój wyraźny, zdecydowanie nie brzmiący na szeptany, głos.
- No proszę... Dwie przerośnięte larwy na grządkach. Psorka zielarstwa nie będzie zadowolona takim obrotem spraw - zauważyłem, wpatrując się wpierw w Avelinę Paxton, a zaraz później w Lorraine Malfoy. Obie pochylały się w swoich kierunkach, z jakimś przypadkowym zielskiem w dłoniach. Na gorącym uczynku!
Wyprostowałem się jeszcze bardziej, by wypiąć dumnie pierś do przodu, w razie gdyby zapomniały, to właśnie na jej poziomie lśniła perfekcyjnie wypolerowana przypinka Prefekta Naczelnego. Postukałem niby to od niechcenia różdżką w najbliższy blat i zasyczałem, licząc sobie w myślach coś, o czym tylko ja wiedziałem. Kary, karki i karunie. Choć nie było mi to za bardzo po drodze, to jednak uważałem za perfekcyjną nauczkę dla Malfoy odebranie Slytherinowi kilkudziesięciu punktów. Wszystko pod jej nazwiskiem, nic nie zatajone, rzecz jasna. Kto wie? Może dotrze do niej w końcu by nie robić rzeczy niedozwolonych. Pozwalała sobie na nazbyt wiele, a Avelina... Jej też się należało za unikanie mnie. O tak! Zemsta będzie miała w tym przypadku słodki smak, szczególnie że Ravenclaw za bardzo obrastał w piórka.
Uśmiechnąłem się szeroko, jak gdybym właśnie się doliczył tego, co tam sobie przeliczałem w głowie.
- Ten występek pachnie mi szlabanem oraz punktami ujemnymi. Po równo, punktów dziesięć dla Slytherinu i Ravenclaw... I proponuję się nie stawiać, bo za kradzież powinno być ich znacznie więcej - odparłem z wyższością. Ostatecznie wziąłem poprawkę na to, że karałem własny dom oraz Avelinę, której zawdzięczałem przespane noce dzięki jej eliksirom. I nie tylko to.
Wyciągnąłem różdżkę nim wszedłem do środka. Miałem same doskonałe zalety, bo obok służbistości stała również przezorność, szczególnie że w środku nocy, na terenie Hogwartu potrafiły dziać się różne, zabawne, ale głównie potworne, rzeczy. Oczywiście też, jak na Rookwooda przystało, wsunąłem się do środka niepostrzeżenie, bezgłośnie. Moją obecność w szklarni mogło zdradzić tylko i wyłącznie jedno - mój wyraźny, zdecydowanie nie brzmiący na szeptany, głos.
- No proszę... Dwie przerośnięte larwy na grządkach. Psorka zielarstwa nie będzie zadowolona takim obrotem spraw - zauważyłem, wpatrując się wpierw w Avelinę Paxton, a zaraz później w Lorraine Malfoy. Obie pochylały się w swoich kierunkach, z jakimś przypadkowym zielskiem w dłoniach. Na gorącym uczynku!
Wyprostowałem się jeszcze bardziej, by wypiąć dumnie pierś do przodu, w razie gdyby zapomniały, to właśnie na jej poziomie lśniła perfekcyjnie wypolerowana przypinka Prefekta Naczelnego. Postukałem niby to od niechcenia różdżką w najbliższy blat i zasyczałem, licząc sobie w myślach coś, o czym tylko ja wiedziałem. Kary, karki i karunie. Choć nie było mi to za bardzo po drodze, to jednak uważałem za perfekcyjną nauczkę dla Malfoy odebranie Slytherinowi kilkudziesięciu punktów. Wszystko pod jej nazwiskiem, nic nie zatajone, rzecz jasna. Kto wie? Może dotrze do niej w końcu by nie robić rzeczy niedozwolonych. Pozwalała sobie na nazbyt wiele, a Avelina... Jej też się należało za unikanie mnie. O tak! Zemsta będzie miała w tym przypadku słodki smak, szczególnie że Ravenclaw za bardzo obrastał w piórka.
Uśmiechnąłem się szeroko, jak gdybym właśnie się doliczył tego, co tam sobie przeliczałem w głowie.
- Ten występek pachnie mi szlabanem oraz punktami ujemnymi. Po równo, punktów dziesięć dla Slytherinu i Ravenclaw... I proponuję się nie stawiać, bo za kradzież powinno być ich znacznie więcej - odparłem z wyższością. Ostatecznie wziąłem poprawkę na to, że karałem własny dom oraz Avelinę, której zawdzięczałem przespane noce dzięki jej eliksirom. I nie tylko to.