Heather potrafiła się zachować. Przynajmniej czasami. Jeśli chodzi o obecność Castiela - to nie miała okazji, aby zaprezentować mu swoich wahań nastroju. Nie miała najmniejszego powodu do tego, aby przy nim wybuchać. Był zawsze spokojny, wyrozumiały, mówił do niej spokojnym tonem. Traktował ją jak dorosłą osobę i nie oceniał. Niczego więcej nie potrzebowała do tego, aby egzystować wśród ludzi bez ataków klątwy. Jednak nie wszyscy zachowywali się w ten sposób, a Wood nie znosiła, kiedy ktoś przy niej stawiał na swoim i nie dawał jej dojść do głosu - to wtedy przede wszystkim klątwa zaczynała przejmować władzę nad jej ciałem.
- Tak, to wszystko z nerwów. Chciałabym się nauczyć nad tym panować, wiesz?- Wood spoglądała na mężczyznę niepewnie, co było dosyć dziwne w jej przypadku. Może wreszcie zaczęła mówić szczerze? W końcu wypadało, aby się wreszcie przed kimś otworzyła. Dlaczego mu zaufała? Wydawał się jej być kompetentną osobą, jeśli chodzi o temat klątw, a że ta jej była w pewien sposób powiązana z jej nastrojem, to może powinna opowiedzieć o tym co czuje. - Tylko mój temperament, to też nie jest łatwa sprawa.- Piła już herbatki na uspokojenie, jednak i one nic nie dawały. - Ja naprawdę nie chce nikogo skrzywdzić, bo tutaj, w domu, niech się dzieje co chce. Stać nas na to, żeby remontować kamienicę co chwilę, na biednych nie trafiło, ale jak tylko pomyślę o tym, ilu niewinnych ludźmi mogłabym skrzywdzić, to mam ochotę zamknąć się na zawsze w swoim pokoju i z niego nie wychodzić.- Czy tak nie byłoby prościej? Przynajmniej by nie ryzykowała, że kogoś skrzywdzi.
- Ciekawe, czy jest ona równie uparta co ja...- Zażartowała. Nie miała w zwyczaju wpadać w taki melancholijny nastrój, także próbowała trochę zmienić atmosferę tego spotkania. Trochę przerażało ją to, jak ckliwie się zrobiło, jeszcze chwila i zaczęłaby płakać, a na pewno nie chciała, żeby Flint widział ją zapłakaną. Nie, żeby jej zależało na tym, żeby zawsze wyglądać przy nim dobrze, choć może trochę. Miał takie ładne włosy, i coś w tych oczach, poruszyła głową bo chyba zbyt długo się w niego wpatrywała, a nie chciała zostać przyłapana na gorącym uczynku, przeniosła spojrzenie na swoje buty.
Westchnęła ciężko słysząc jego kolejne słowa. Spodziewała się takiej odpowiedzi, aczkolwiek gdzieś głęboko, bardzo głęboko miała jeszcze resztki nadziei, która w tym momencie zgasła. Będzie więc musiała już żyć z tym darem, który ogromnie uprzykrzał jej życie. - Czyli zawsze taka będę.- Głos jej zadrżał, choć tego nie chciała. Musiała pogodzić się z wyrokiem. - W sumie, to spodziewałam się tego, nie wiem dlaczego czuje aż takie wielkie rozczarowanie.
- Gorzej zimą...- Próbowała pociągnąć żart, ale chyba średnio jej to wyszło. - Nie masz za co mnie przepraszać, przecież to nie Twoja wina, jesteś tylko posłańcem z informacją.- Oczywiście, że nie miała mu tego za złe, ktoś musiał jej wyjaśnić, jak wygląda cała sprawa. - W sumie, jeśli nie sobie, to innym pomogę.- Odparła kiedy usłyszała propozycję związaną z lokalizacją posągu.