Jackie współczuła dziewczynie mokrych ubrań, ale nie na tyle, żeby ryzykować rzucanie czarów osuszających w pubie pełnym mugoli. Ograniczyła się więc do współczującego uśmiechu i pokiwania głową, kiedy ta zaprezentowała swój strój, chlapiąc wodą na wszystkie strony. Wiedziała, że ciepłe powietrze w końcu zrobi swoją robotę i sama wyglądała podobnie, kiedy po raz pierwszy złapała ją ulewa w tym samym miejscu, dwa tygodnie wcześniej.
Barman szybko starł z kontuaru wodę, i postawił przed drugą dziewczyną podobny zestaw - szklanka oraz butelka z pod lady, z rozkosznie ciepłym, karmelowym płynem w środku. Przez chwilę potem przyglądał im się, udając, że zajmuje się ustawianiem butelek na półkach za ladą czy wpisywaniem czegoś w notatniczku. W końcu zajął się dwoma mężczyznami, którzy podeszli zamówić po kolejnym kuflu piwa.
Korzystając z nieobecności barmana, Jackie przysunęła się nieco bliżej do Olivii.
- Jasne, dobrze jest zamienić parę słów z drugą czarownicą. - uśmiechnęła się. Tak po prawdzie to dobrze było zamienić parę słów z kimkolwiek, kogo mogła bez wysiłku zrozumieć. Barman niewiele mówił, kiedy odwiedzała pub, miejscowi omijali ją łukiem odkąd dowiedzieli się, że śpi w namiocie gdzieś na wzgórzach a nawet jeśli ktoś się do niej odezwał, to przez mocny akcent i specyficzny dialekt rozumiała co najwyżej co trzecie słowo.
Kiedy Olivia zapytała ją o cel jej obecności w tym zapomnianym przez samą Matkę i Merlina miejscu, oczy Jackie rozświetliły się z ekscytacją.
- Badam stado wolno żyjących hipogryfów, które zamieszkuje te okolice. Co ciekawe, największą aktywność wykazują jesienią - tutejsze stado właśnie wtedy wychowuje swoje młode. Myślę, że wykorzystują pogodę jako kamuflaż i pomoc w ochronie przed drapieżnikami. Do czego jeszcze nie doszłam, to w jaki sposób przezwyciężają zmniejszającą się ilość zwierzyny łownej. - wyjaśniła, z zaangażowaniem.
Tymczasem barman obsłużył klientów, wyszedł też na chwilę na zaplecze, a kiedy wrócił był wyraźnie nieco poddenerwowany. Po chwili udawania, że wcale się nimi nie przejmuje, podszedł do kobiet i wybąkał.
- Ej, dziołchy. Wieciż kiedysik bedzieta korzystać z... No, przyjścia? Po tym jak ten wasz ministur wykorkował, to przyjście nie działa zowsze. Jak on miał? Nody Leoh? Szkoda go, słyszoł żech że dobry był dla moich. - Jackie uniosła brwi, trochę zdziwiona taką nagłą wylewnością mężczyzny, który do tej pory nie odzywał się do nich prawie wcale.
- Nobby Leah. - poprawiła go odruchowo, zerkając na Olivię. Nie była pewna, jakie przekonania polityczne żywiła dziewczyna, a nie chciała wdawać się w zagorzałe dyskusje na polityczne tematy w takim miejscu. - O ile wiem, jego choroba nie była do końca naturalna. Chyba jego polityka się komuś nie spodobała. - stwierdziła dość dyplomatycznie.