Uśmiechał się obserwując ją uważnie. No cóż był w sytuacji delikatnie bez wyjścia. Mógł w sumie pierwszy raz w życiu z własnego powodu zerwać założenia swojego brata, który oczekiwał od niego ustatkowania się, bo taką wolę narzucił na niego ich własny ojciec, albo siedzieć tu i patrzeć na ładną kobietę nie za bardzo wiedząc, co zrobić. Ewidentnie nie wykazywała się jakąkolwiek chęcią do tego, aby zarzucić planem na ich sytuację. Pojawiła się i na tym jej rola się skończyła, on też się pojawił, ale nie wiedział, co miał uczynić. W pewnym sensie mógłby spróbować z nią spełnić oczekiwania rodziny, bo zawsze wzbudzała w nim odpowiednie i przyjemne emocje w przeciwieństwie do innych kobiet, które zwykle były na jedną noc, a nawet i to nie spełniało jego oczekiwań. Przejechał kciukiem po wardze i podniósł się tym samym sprawiając, że stolik się zachybotał.
– Możemy tu siedzieć i siebie obrażać nawzajem, ale to nie rozwiąże naszego problemu, albo powiesz mi czego chcesz – wysunął się z ciasnego miejsca rozprostowując nogi. Nie cierpiał siedzieć na krzesłach w restauracjach. Wolał jeść u siebie lub w drodze gdziekolwiek niż udawać, że delektowanie się posiłkami w takim miejscu jest w jakikolwiek satysfakcjonujące. Siedzenia w tym miejscu były zawsze dla niego za małe, za ciasne i niewygodne. – Nie myślę jak kobieta i nigdy tego nie będę robić, ale potrzebuję konkretów, czy chcesz tego ślubu, czy masz wyjebane w swoich rodziców, w przyszłość i… we mnie – mruknął i odpalił kolejnego papierosa zaciągając się nim tak mocno, że połowa wypaliła się prawie za pierwszym razem.
– I tak jestem dużym chłopcem, ale moja rodzina nie należy do... łatwych rodzin – był uzależniony od swojego brata, wręcz pracował dla niego, więc czasami musiał zadbać o to, aby połechtać jego ego. Nie należeli też do świętych osób, otaczali się aurą złota i blasku, ale w głębi kryła się zgnilizna, którą Vincent musiał ukrywać.