Na komentarz Lorraine nie zamierzała w żaden sposób odpowiadać. Trixie brzydziła się przyziemnymi pragnieniami takimi jak pożądanie. Uważała, że było to coś, co zbliżało ludzi do zwierząt, ją całkowicie odrzucało. Nie umiała zrozumieć tych, którzy kierowali się w życiu zaspokajaniem nic nie znaczących potrzeb cielesnych. Nie umknęło jej również, jakże efektowne odrzucenie włosów przez kobietę, tyle, że nie przyniosło to chyba zamierzonych efektów. Poczuła, że coś próbuje manipulować jej umysłem, tyle, że nie wyszło. Była przygotowana na takie ewentualności, mało kto był w stanie dostać się do jej głowy. Nie miała zielonego pojęcia, co ona chce osiągnąć, najwyraźniej jednak nie wyszło, przynajmniej nie tak jak zakładała. Dostrzegła, że kilka osób wpatrywało się w nią dosyć uważnie, musiała więc zwrócić na siebie ich uwagę, ale nie wszyscy. Okluemencja najwyraźniej cieszyła się większą popularnością, niż jej się mogło wydawać. - Ktoś pytał? - Rzuciła jeszcze do blondynki, kiedy zwróciła jej uwagę na przeklinanie. Reszta wypowiedzi ją zadziwiła. Zamierzali współpracować z mugolakami, co było dla niej nie do zaakceptowania. Tego była pewna. Nie do końca tego się spodziewała po swojej wizycie w tym miejscu. Faktycznie mogła dopytać Sauriela o szczegóły, żeby nie marnować swojego cennego czasu. Szkoda, że tego nie zrobiła.
Parsknęła śmiechem, kiedy Lorraine wspomniała coś o przysiędze wieczystej. Najpierw próbowała ich omamić, a teraz wymagała od nich tego, żeby jednogłośnie sobie tutaj przysięgali, a gdyby coś nie wyszło w tym dziwnym gronie przypłacili za to śmiercią. Naprawdę świetny żart, widziała jednak, że u większości towarzystwa nie wzbudziło to zbyt wielkiego entuzjazmu.
Przeniosła wzrok na Sauriela, ciekawa jak na to zareaguje, wszak kojarzyła go raczej z zamiłowaniem do wolności i braku ograniczeń. Było jak się spodziewała, całkiem zgrabnie odwrócił kota ogonem i wyszedł z tej śmiesznej sytuacji z twarzą, dobrze, że nie wykazał się taką głupotą jak jego poprzednik i również nie przytaknął.
Cóż, robiło się coraz później, a zarazem coraz bardziej nieodpowiednio przynajmniej dla panny Black. Nie zamierzała zmuszać się do współpracowania z osobami, które nie wzbudzały w niej ani krzty zaufania, także czas najwyższy stąd wyjść. Uniosła się z krzesła na którym siedziała. Widziała, że poza nią Yaxley ma jeszcze trochę rozsądku w głowie, więc nie była jedyna, której to wszystko wydawało się być farsą.
- Bawcie się dobrze. - Skłoniła się jeszcze na odchodne, po czym ruszyła w stronę drzwi, bez zbędnych wyjaśnień. Nie chciała dać się ponieść emocjom przy tych zupełnie obcych osobach, bo mogłoby się to wiązać z różnymi nieprzyjemnościami. Wybrała więc najprostsze dla niej rozwiązanie, zostawiła ten cyrk, żeby sobie działał bez niej. Nie było to miejsce dla osoby jej pokroju, wierna mogła być jednej organizacji, jednej grupie i na pewno nie były to osóby, które siedziały w tej spelunie.