Widział. Dostrzegał, że coś szalało w jej wnętrzu. Nie zareagował na to jednak ani jednym słowem. Pozwolił, aby podczas niedługiego spaceru do rezydencji, panowała pomiędzy nimi cisza, przerywana jedynie odgłosami otaczającej ich przyrody. Zapewniając przestrzeń, która możliwe, iż niekoniecznie była tym czego potrzebowali.
Kilka minut pozwoliło na to, aby dostrzec pomiędzy drzewami zarys posiadłości. Kolejna, krótka chwila wystarczyła, aby dojrzeć można było całą nieruchomość od frontu. Składającą się z dwóch pięter. Poddasza. Wiekową, ale niewątpliwie zadbaną. Gdzieniegdzie porośniętą bluszczem. Posiadającą wiele uroku oraz długą historię.
- Myślę, że mamy jakieś dwie minuty, zanim... - zaczął, oczywiście się w tym aspekcie myląc. Jeden ze skrzatów domowych znalazł się tuż przed nimi, gotów się zająć Paniczem oraz jego towarzyszką.
Skłonił się nisko, gotów zaopiekować się niezapowiedzianymi gośćmi.
- P-paniczu Yaxley, nie informował p-pan o swojej wizycie. - zaczął. Wbrew temu, co można było pomyśleć, nie było w tym choćby grama pretensji. Skrzat się po prostu usprawiedliwiał. W posiadłości nikt nie był przygotowany na pojawienie się Theona. Zwłaszcza w towarzystwie Lycoris. - P-proszę nam wybaczyć, n-nie jesteśmy odpowiednio p-przygotowani. - po tych słowach spojrzał na Blackówne. - P-panienka Black. Miło p-panienkę widzieć. - pozwolił sobie na tyle.
Theon oczywiście niczego nie oczekiwał. Nie wymagał cudów na kiju. Zdawał sobie sprawę z tego, że ani rodzice, ani skrzaty zajmujące się rodzinną posiadłością, nie mieli szans na to, aby się na tę wizytę odpowiednio przygotować.
- Nie szkodzi, nikogo nie uprzedziliśmy o wizycie. - odpowiedział. Następnie zerknął przelotnie na Lycoris. - Zorganizuj nam tylko coś do picia. Herbata będzie dobra? - ostatnie słowa skierował do przyjaciółki, o ile wciąż mógł określać ją tym mianem. Mogła doprecyzować, samodzielnie zdecydować na co miała akurat ochotę. Theon nie oponowałby nawet w sytuacji, gdyby to były procenty. Sam jednak chęci na alkohol chwilowo nie miał. - Wiesz gdzie są rodzice? - następnie jeszcze zwrócił się do skrzata z tym drobnym pytaniem. Skoro pojawili się na miejscu, dobre wychowanie wymagało się przywitać. A jeśli nie zamierzali tego zrobić...
...cóż, wtedy dobrze byłoby pewnych miejsc unikać. Dla uniknięcia niezręcznych, mało komfortowych sytuacji.
Jaskier pokiwał głową.
- P-pan jest w swoim gabinecie. P-pani była w ogrodzie. - nie miał pewności odnośnie aktualnego miejsca pobytu Jennifer. Te mogło się wszak zmienić. Zwłaszcza gdyby przypadkiem coś zwróciło jej uwagę. Odgłosy jakiejś rozmowy? Tylko czy byli na tyle głośno?
- Dziękuje. - wypowiadając ostatnie słowa, gestem dał znać stworzeniu, iż może zostawić ich samych. O ile Lycoris nie miała czegoś do dodania, niczego więcej nie potrzebowali.