Każdy miał swoje sekrety, którymi nie chciał się dzielić z innymi. Różnymi argumentami było to spowodowane, sama zapewne też miałaby wspomnienia, o których wolała nie wspominać. Nie bez powodu przecież nauczyła się oklumencji, nie chciała aby ktokolwiek miał dostęp do tego, co siedziało jej w głowie. Nawet ci najbliżsi. Starał się więc być wyrozumiała w stosunku do narzeczonego, nie komplikować sprawy i nie wypytywać o szczegóły, chociaż ją to korciło.
Aktualnie tkwili w pokoju Rolpha. Nie miała pojęcia, czego powinna się teraz spodziewać, czy był to kolejny etap tego, co zostało jej pokazane wcześniej? Wyglądało zdecydowanie zbyt spokojnie. Brakowało tu przemocy, a aura tego miejsca wydawała jej się być zupełnie inna.
- Nie musisz się martwić, jak bardzo by to było niebezpieczne to sobie poradzę. - Zawsze sobie radziła, bez względu na to, co się miało wydarzyć. Nie bała się niczego, może powinna zacząć? Nie pozna odpowiedzi na to pytanie, dopóki nie dowie się, co właściwie się wydarzyło, a pytać nie zamierzała. Jeśli będzie chciał, to sam opowie jej więcej.
Usłyszała śmiechy dochodzące z ogrodu. Z ciekawością podeszła do okna, zauważyła tam rodziców Rodolphusa w wyśmienitych nastrojach. - Nie wiedziałam, że tak to ich to ucieszyło. - Uśmiechnęła się do niego, mogli przestać myśleć o tym, co widzieli jeszcze chwilę temu i skupić się na tym, co zostało im pokazane obecnie. - Ciekawe, gdzie jesteś, schowałeś się w łazience i płakałeś nad swoim okropnym losem? - Musieli pogodzić się z decyzją rodziców, sama Trixie na początku była nieco przerażona wizją narzeczeństwa, jednak szybko jej przeszło. Ciekawa była w jaki sposób on zareagował na tę informację.