21.11.2023, 00:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2023, 22:19 przez Hades McKinnon.)
Trigger Warning: wstrętne brutalne seksy darujcie sobie czytanie (Odkryj)
Dziki pomruk zmieszany z szaleńczym śmiechem wyrwał się z mojej piersi, kiedy Persephona ugryzła mnie w usta. To było tak nieprzewidywalne, tak zaskakujące, że spojrzałem na nią, a jej spojrzenie mówiło naprawdę wiele, mimo że nie mówiła tak naprawdę nic, tylko wpatrując się we mnie. Rzucała mi wyzwanie, jednocześnie błagając mnie o więcej. Chciała być mała i drobna, jednocześnie będąc potężną i mocarną. Niechybnie potrzebowała motywatora by wrzeszczeć, by wić się i błagać o więcej. Krzyk wieki temu zapewne ugrzązł jej w gardle i teraz Persephona Degenhardt rzucała mi wyzwanie. Czy sprostam? Chuj wie. Czy zrobię wszystko, w tym zaprzedając swą zacną duszę, by temu sprostać? JAK DIABLI! Nie trzeba było mi mówić drugi raz, że mam wejść w ognie piekielne, bo ja już leciałem jak ten głupi i ślepy by się poparzyć oraz zaznać bólu, ale jednocześnie osiągnąć swój cel albo przynajmniej podjąć próbę. Taaak. Będę tam pierwszy, a tuż za sobą pociągnę tam Persephonę.
Chwilę walczyłem z tym jej przeklętym gorsetem, ale nie na długo. Wziąłem to pociągnąłem mocno by poszedł ten wstrętny sznurek, a może nawet i materiał. Nie dbałem o komfort Pesephony, bo była z niej jebana sadystka... Masochistka właściwie. Sadystka i masochistka? Potwierdziło się to szczególnie wtedy, kiedy odkryłem jej nagie piersi i zaczerwienioną talię. Kurde, koleżanki z burdelu nauczyły mnie wiązać to gówno, ale tak by je to jakoś szczególnie nie cisnęło, a bynajmniej nie tak. Nie tak mocno. Za mocno.
Ująłem wygłodniały jedną z jej marnych piersi w prawą dłoń, ale właściwie nie było za bardzo co łapać. Pierś niemalże jak u nieletniego chłopca, suchoklata, szczypiora. Ale nieistotne, bo znowu patrzyłem w jej oczy, próbując odgadnąć, czy ona tak na serio, czy to po prostu rodzinna tradycja z tym bólem, z tym cierpieniem...? Otto nie wydawał mi się jakiś mocno pojebany, choć kto go tam wiedział? Niejednokrotnie pakował mnie w kłopoty i w sumie chuj pies inna kwoka go jebała. Nieistotne, nieistotne. Kurde, ona chyba serio tak na serio, ale kompletnie nie umiałem czytać z jej oczu. Może powinienem po prostu słuchać, co mówiła? A mówiła by zdjąć ubranie, więc pozbyłem się swojej koszulki, a wstając przy okazji jej spódnicy. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Zjadłabym, och zjadłbym ją nawet taką chudą, bladą i... z, mrrr, rumieńcami na twarzy. Jednak potrafiła w kolory na skórze! A to sprawiało, że jeszcze bardziej mi się przestawiało w głowie, jeszcze bardziej bulgotało podnieceniem i pustką - smakowita przekąska. Polecałem. Szczególnie kiedy miało się diablicę w łóżku. Aż się skrzywiłem, kiedy dziabnęła mnie w szyję. A jej słowa... Och, jej słowa... Zaprzysiągłem na własne życie, że chociażbym miał się zaorać, to skubana pożałuje, że kiedykolwiek postanowiła mnie sprowokować. W łóżku!
- Ty będziesz jedyną dziwką, której będę kneblował mordę - wysyczałem przez zęby. Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło. Może Persephona? Złapałem ją gwałtownie za usta, dla jej własnej satysfakcji, mojej zresztą też. Cholera, aż musiałem się nieco skupić by nie strzelić po pięciu minutach, a że ostatnio nie spałem za dobrze, prawie wcale, to miałem w swojej głowie miszmasz, ale przede wszystkim jej prowokację, jej wyzwanie, jej szyderę. Obiecałem sobie, obiecałem sobie mocno, że jak tylko z nią skończę, to zapomni o bożym świecie, o czymkolwiek, nawet o własnym jebanym nazwisku.
Jedną ręką trzymałem jej usta, właściwie wpychając jej swoją dłoń pomiędzy wargi. Czułem ślinę i zęby, wbijały się mi w skórę, ale zignorowałem to, bo drugą ręką zabłądziłem niżej, gdzie również była mokra. W chory sposób. Kręciło ją to jak mało co. Jeśli pytała o dziwki, nigdy nie były tak mokre na pierdolnięte pomysły swoich klientów i głównie wspomagały się lubrykantami, a tu... O, królowa dziwek, pani zepsucia i chorej podniety. Wsunąłem dwa palce do środka tylko dlatego by zobaczyć reakcję w jej oczach, jej zaskoczonych oczach, a nie jakichś znudzonych, znużonych czy obojętnych. Chciałem w nich widzieć podniecenie, pragnienie, pożar. Nie ręczyłem za siebie, jeśli ujrzę w nich pustkę. Była mokra, cholernie mokra, nie mogła być taka oschła i stonowana. Rozmazałem wydzielinę z jej pochwy po jej podbrzuszu, brzuchu, może udało mi się dotrzeć nawet do piersi, rysując wilgotną drogę z jednego punktu do drugiego. Taka inwencja twórcza, która paliła mnie pożarem w moich własnych gaciach.
Zaśmiałem się szyderczo, miałem szyderczą minę, jak gdybym kpił sobie z jej podniecenia. Szczerze? Też byłem pojebany, bo mnie to niemożebnie kręciło. Nowe doznania zapisywały się na kartach mojej historii, więc musiałem naprawdę ze sobą walczyć, kiedy odpiąłem spodnie i znalazłem sobie miejsce między jej udami aby nie strzelić jak byle głupiec. Choć chciałem bardzo, ale to był, kurde, dopiero początek! Wsunąłem się w nią, a że chciałem słyszeć jak jęczy czy krzyczy - co preferowała, ja nie wybrzydzałem - przeniosłem swoją dłoń z jej ust na jej szyję. Już byłem pewien przez ten drobny ruch, że na jednej pozycji się nie skończy, bo chciałem ją brać też od tyłu, od tyłu trzymać za szyję, za włosy. Awrrr. Hades, skup się. Pieronie!
- Persephono, patrz na mnie. Czuj mnie. Strać kontrolę - wysyczałem, poruszając się w niej coraz mocniej, gwałtowniej. - Czuj mnie - wręcz rozkazałem i zamierzałem jej to powtarzać, a przy tym karać ją za nieposłuszeństwo, za każdą oznakę bycia gdzieś indziej. I nie tylko za to. Klaps za to, że zmuszała mnie do wysiłku. Ściśnięte ramię za jej słowa. Kpiła sobie ze mnie. Nie zapomniałem tego sobie. Wyrywane włosy za ten beznamiętny, bezduszny wyraz twarzy, którym mnie przywitała, którym mnie bezczelnie oceniała. Właśnie, za to dodałem wyciskanie z jej piersi powietrza, mocny uścisk w biodrach, wbite palce w jej łydkę. I znowu ją uciszałem kneblem z własnej dłoni, kiedy krzyczała, o ile warzyła się krzyczeć, ale nie mogła przecież tego znieść w typowy dla siebie beznamiętny sposób, bo kiedy minęła jakaś godzina i dajmy na to jedenaście minut, już nie dałem rady więcej, nie potrafiłem sam. Serce waliło mi jak szalone, a oddychanie bolało, płuca bolały, serce waliło... I chciał-nie-chciał skończyłem piękną wiązanką poezji na jej brzuch i piersi. Pojebane to było, ale fajne.
Padłem jak ten trup obok i odetchnąłem lekko. Teraz przydałby się papieros, ale spodnie gdzieś w międzyczasie odrzuciłem. Nie wiem, czy miałem siłę na ich poszukiwanie. Chuj, musiałem, inaczej nie byłbym sobą. Wyciągnąłem jednego fajka, zapaliłem i rzuciłem się z powrotem obok Persephony. Nie byłem pewien, czy to przeżyła, ale ja jeszcze oddychałem, choć oddech miałem wciąż przyspieszony. Aż odetchnąłem ponownie oczarowany, zaciągając się papierosem.
Chwilę walczyłem z tym jej przeklętym gorsetem, ale nie na długo. Wziąłem to pociągnąłem mocno by poszedł ten wstrętny sznurek, a może nawet i materiał. Nie dbałem o komfort Pesephony, bo była z niej jebana sadystka... Masochistka właściwie. Sadystka i masochistka? Potwierdziło się to szczególnie wtedy, kiedy odkryłem jej nagie piersi i zaczerwienioną talię. Kurde, koleżanki z burdelu nauczyły mnie wiązać to gówno, ale tak by je to jakoś szczególnie nie cisnęło, a bynajmniej nie tak. Nie tak mocno. Za mocno.
Ująłem wygłodniały jedną z jej marnych piersi w prawą dłoń, ale właściwie nie było za bardzo co łapać. Pierś niemalże jak u nieletniego chłopca, suchoklata, szczypiora. Ale nieistotne, bo znowu patrzyłem w jej oczy, próbując odgadnąć, czy ona tak na serio, czy to po prostu rodzinna tradycja z tym bólem, z tym cierpieniem...? Otto nie wydawał mi się jakiś mocno pojebany, choć kto go tam wiedział? Niejednokrotnie pakował mnie w kłopoty i w sumie chuj pies inna kwoka go jebała. Nieistotne, nieistotne. Kurde, ona chyba serio tak na serio, ale kompletnie nie umiałem czytać z jej oczu. Może powinienem po prostu słuchać, co mówiła? A mówiła by zdjąć ubranie, więc pozbyłem się swojej koszulki, a wstając przy okazji jej spódnicy. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Zjadłabym, och zjadłbym ją nawet taką chudą, bladą i... z, mrrr, rumieńcami na twarzy. Jednak potrafiła w kolory na skórze! A to sprawiało, że jeszcze bardziej mi się przestawiało w głowie, jeszcze bardziej bulgotało podnieceniem i pustką - smakowita przekąska. Polecałem. Szczególnie kiedy miało się diablicę w łóżku. Aż się skrzywiłem, kiedy dziabnęła mnie w szyję. A jej słowa... Och, jej słowa... Zaprzysiągłem na własne życie, że chociażbym miał się zaorać, to skubana pożałuje, że kiedykolwiek postanowiła mnie sprowokować. W łóżku!
- Ty będziesz jedyną dziwką, której będę kneblował mordę - wysyczałem przez zęby. Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło. Może Persephona? Złapałem ją gwałtownie za usta, dla jej własnej satysfakcji, mojej zresztą też. Cholera, aż musiałem się nieco skupić by nie strzelić po pięciu minutach, a że ostatnio nie spałem za dobrze, prawie wcale, to miałem w swojej głowie miszmasz, ale przede wszystkim jej prowokację, jej wyzwanie, jej szyderę. Obiecałem sobie, obiecałem sobie mocno, że jak tylko z nią skończę, to zapomni o bożym świecie, o czymkolwiek, nawet o własnym jebanym nazwisku.
Jedną ręką trzymałem jej usta, właściwie wpychając jej swoją dłoń pomiędzy wargi. Czułem ślinę i zęby, wbijały się mi w skórę, ale zignorowałem to, bo drugą ręką zabłądziłem niżej, gdzie również była mokra. W chory sposób. Kręciło ją to jak mało co. Jeśli pytała o dziwki, nigdy nie były tak mokre na pierdolnięte pomysły swoich klientów i głównie wspomagały się lubrykantami, a tu... O, królowa dziwek, pani zepsucia i chorej podniety. Wsunąłem dwa palce do środka tylko dlatego by zobaczyć reakcję w jej oczach, jej zaskoczonych oczach, a nie jakichś znudzonych, znużonych czy obojętnych. Chciałem w nich widzieć podniecenie, pragnienie, pożar. Nie ręczyłem za siebie, jeśli ujrzę w nich pustkę. Była mokra, cholernie mokra, nie mogła być taka oschła i stonowana. Rozmazałem wydzielinę z jej pochwy po jej podbrzuszu, brzuchu, może udało mi się dotrzeć nawet do piersi, rysując wilgotną drogę z jednego punktu do drugiego. Taka inwencja twórcza, która paliła mnie pożarem w moich własnych gaciach.
Zaśmiałem się szyderczo, miałem szyderczą minę, jak gdybym kpił sobie z jej podniecenia. Szczerze? Też byłem pojebany, bo mnie to niemożebnie kręciło. Nowe doznania zapisywały się na kartach mojej historii, więc musiałem naprawdę ze sobą walczyć, kiedy odpiąłem spodnie i znalazłem sobie miejsce między jej udami aby nie strzelić jak byle głupiec. Choć chciałem bardzo, ale to był, kurde, dopiero początek! Wsunąłem się w nią, a że chciałem słyszeć jak jęczy czy krzyczy - co preferowała, ja nie wybrzydzałem - przeniosłem swoją dłoń z jej ust na jej szyję. Już byłem pewien przez ten drobny ruch, że na jednej pozycji się nie skończy, bo chciałem ją brać też od tyłu, od tyłu trzymać za szyję, za włosy. Awrrr. Hades, skup się. Pieronie!
- Persephono, patrz na mnie. Czuj mnie. Strać kontrolę - wysyczałem, poruszając się w niej coraz mocniej, gwałtowniej. - Czuj mnie - wręcz rozkazałem i zamierzałem jej to powtarzać, a przy tym karać ją za nieposłuszeństwo, za każdą oznakę bycia gdzieś indziej. I nie tylko za to. Klaps za to, że zmuszała mnie do wysiłku. Ściśnięte ramię za jej słowa. Kpiła sobie ze mnie. Nie zapomniałem tego sobie. Wyrywane włosy za ten beznamiętny, bezduszny wyraz twarzy, którym mnie przywitała, którym mnie bezczelnie oceniała. Właśnie, za to dodałem wyciskanie z jej piersi powietrza, mocny uścisk w biodrach, wbite palce w jej łydkę. I znowu ją uciszałem kneblem z własnej dłoni, kiedy krzyczała, o ile warzyła się krzyczeć, ale nie mogła przecież tego znieść w typowy dla siebie beznamiętny sposób, bo kiedy minęła jakaś godzina i dajmy na to jedenaście minut, już nie dałem rady więcej, nie potrafiłem sam. Serce waliło mi jak szalone, a oddychanie bolało, płuca bolały, serce waliło... I chciał-nie-chciał skończyłem piękną wiązanką poezji na jej brzuch i piersi. Pojebane to było, ale fajne.
Padłem jak ten trup obok i odetchnąłem lekko. Teraz przydałby się papieros, ale spodnie gdzieś w międzyczasie odrzuciłem. Nie wiem, czy miałem siłę na ich poszukiwanie. Chuj, musiałem, inaczej nie byłbym sobą. Wyciągnąłem jednego fajka, zapaliłem i rzuciłem się z powrotem obok Persephony. Nie byłem pewien, czy to przeżyła, ale ja jeszcze oddychałem, choć oddech miałem wciąż przyspieszony. Aż odetchnąłem ponownie oczarowany, zaciągając się papierosem.