21.11.2023, 09:45 ✶
Christopher miał z pewnością wiele wad. Był trochę zapatrzony w siebie i bardzo w swoje dzieła. W pracy stawał się perfekcjonistą i cholerykiem, który stawiał swoim pracownikom bardzo wysoką poprzeczkę. Niekiedy też był aż nazbyt energiczny i władczy - głównie podczas pracy właśnie, kiedy coś go absolutnie pochłaniało. Miał o sobie bardzo wysokie mniemanie i ani myślał prezentować światu fałszywej skromności. Ale na pewno nie był echem swojej matki, bo swoje zdanie miał na każdy temat. I chociaż jego poglądy w pewnych sprawach skręcały mocno w stronę konserwatyzmu - co widać było choćby po tym, że w żadnym jego pokazie nigdy nie poszła ani jedna mugolaczka - ciężko było podejrzewać go o to, że w wolnym czasie biega w szatach śmierciożercy.
Przecież wykonując zadania dla Voldemorta, mógłby pobrudzić sobie krwią buty. Nie wspominając już o tym, że maski śmierciożerców uważał za szczyt bezguścia.
Niechęci Victorii do Rosierów pewnie nigdy nawet nie dostrzegł. Miał skłonności do ignorowania pewnych rzeczy, które nie pasowały do jego postrzegania świata.
- Bardzo chętnie, może to ja zupełnie nie rozumiem kobiet i Jennifer ma jednak rację - zgodził się, podchodząc do stołu, po czym wyciągnął w stronę Victorii kawałek materiału, wyciągnięty z książki, przesączony zapachem perfum, uaktywniającym się pod wpływem dotyku. - Spójrz. Mają przywoływać myśl o lecie. Moim zdaniem przywołują myśl o cukierni - oświadczył z pewnym zniecierpliwieniem. Dla Christophera liczyła się elegancja i dobry smak, i zapachy może i faktycznie orzeźwiające, jego zdaniem ani trochę nie pasowały do szykownej kolekcji letniej Domu Mody Rosier.
Podana Victorii próbka pachniała na podobieństwo deseru lodowego - mieszając w sobie aromaty czekolady, wanilii oraz truskawkowego sorbetu.
- A ten osobiście rekomenduje moja urocza asystentka Jennifer. Moim zdaniem to dobry zapach dla szamponu, ale nie do współpracy z ekskluzywnym Domem Mody - dodał, podając jej kolejną karteczkę, tym razem pachnącej mieszaniną różnego rodzaju owoców. - A tak, te wszystkie dziwności w Dolinie Godryka... zupełnie tam nie bywam, ale ktoś mi wspominał o jakichś potworach w lesie. Pewnie macie pełne ręce roboty - powiedział, chociaż zdawał się dużo bardziej zainteresowany zapachami niż tematem widm w Kniei. W końcu ten drugi zupełnie go nie dotyczył.
Przecież wykonując zadania dla Voldemorta, mógłby pobrudzić sobie krwią buty. Nie wspominając już o tym, że maski śmierciożerców uważał za szczyt bezguścia.
Niechęci Victorii do Rosierów pewnie nigdy nawet nie dostrzegł. Miał skłonności do ignorowania pewnych rzeczy, które nie pasowały do jego postrzegania świata.
- Bardzo chętnie, może to ja zupełnie nie rozumiem kobiet i Jennifer ma jednak rację - zgodził się, podchodząc do stołu, po czym wyciągnął w stronę Victorii kawałek materiału, wyciągnięty z książki, przesączony zapachem perfum, uaktywniającym się pod wpływem dotyku. - Spójrz. Mają przywoływać myśl o lecie. Moim zdaniem przywołują myśl o cukierni - oświadczył z pewnym zniecierpliwieniem. Dla Christophera liczyła się elegancja i dobry smak, i zapachy może i faktycznie orzeźwiające, jego zdaniem ani trochę nie pasowały do szykownej kolekcji letniej Domu Mody Rosier.
Podana Victorii próbka pachniała na podobieństwo deseru lodowego - mieszając w sobie aromaty czekolady, wanilii oraz truskawkowego sorbetu.
- A ten osobiście rekomenduje moja urocza asystentka Jennifer. Moim zdaniem to dobry zapach dla szamponu, ale nie do współpracy z ekskluzywnym Domem Mody - dodał, podając jej kolejną karteczkę, tym razem pachnącej mieszaniną różnego rodzaju owoców. - A tak, te wszystkie dziwności w Dolinie Godryka... zupełnie tam nie bywam, ale ktoś mi wspominał o jakichś potworach w lesie. Pewnie macie pełne ręce roboty - powiedział, chociaż zdawał się dużo bardziej zainteresowany zapachami niż tematem widm w Kniei. W końcu ten drugi zupełnie go nie dotyczył.