Panna Wood wdrapała się do domu przez okno. Okazało się to być nie najgorszym pomysłem. Nie zagradzała drzwi, miała większą możliwość manewru, kiedy weszła od innej strony, przynajmniej tak się jej wydawało. Nie miała czasu, żeby się za bardzo otrzepać po tym skoku, musiała działać szybko, bo najwyraźniej trafiła w samo centrum wydarzeń.
W środku były dwie osoby, które najwyraźniej przejęły się ich obecnością w tym miejscu. Nie ma się co dziwić, skoro śmierciożercy zabili już jednego z towarzyszy Catherine, to mogli zrobić to samo z kolejnymi osobami. Tyle, że oni nie byli wrogiem, ale skąd tamci mogli o tym wiedzieć? No właśnie. W sumie to nawet lepiej o nich świadczyło, że byli tacy ostrożni.
Nie zamierzała tutaj stać bezczynnie, bo wydawało jej się, że mogą nie przywitać ich z otwartymi ramionami, dlatego gdy tylko wylądowała na podłodze machnęła różdżką i wypowiedziała zaklęcie, aby wyczarować tarczę, która ochroni ją od ewentualnych zaklęć, które mogłyby polecieć w jej kierunku.
Sukces!
Sukces!
Usłyszała jeszcze głos mężczyzny, który mówił, żeby wskoczyli do kominka, czy faktycznie mieli zamiar im się wymknąć z rąk. Cholera jasna, niepotrzebnie tak długo stali przed tymi drzwiami i dyskutowali, trzeba było tu wejść od razu.
Na szczęście Bones włączyła się w rozmowę, dotarło to do uszu Wood. Może Barlow jej uwierzy, Heather nawet nie próbowała rozmawiać, bo kobieta jej nie znała, dużo łatwiej było to zrobić Mavelle, która musiała kojarzyć kobietę, której szukali.