Oczywiście nie zignorowała jego ręki i wyciągnęła swoją dłoń w kierunku mężczyzny. - Ambicja, to cecha, którą się ceni. Nie możesz czuć się odpowiedzialny za to, przynosi niebezpieczeństwo. Nie powinieneś się obwiniać, jeśli taka jest cena to będziemy musieli ją zapłacić. - Ważne było, żeby się rozwijał i spełniał swoje marzenia, jak wiele by to ich nie kosztowało. Zamierzała go wspierać w tym wszystkim, między innymi dlatego przecież trwała przy jego boku.
Cieplej jej się zrobiło na serduszku, gdy zauważyła swoich rodziców. Dzięki nim stała tu teraz z Rolphem, który stał się ogromną częścią jej świata. Coraz częściej łapała się na tym, że nie myśli już o sobie, a o nich, razem, jako spójnej całości. Nie spodziewała się, że tak szybko się to wydarzy.
- Tak mi się właśnie wydawało. - Ponownie znalazła się przy nim, aby znowu wsunąć swoją dłoń w jego. Szkoda, że jej tu wtedy nie było. Uważała, że rodzice dobrze wybrali, nie kazali jej spędzić życia z kimś obcym, przecież znali się od lat, udało im się nawet trwać w przyjacielskiej relacji, nie tak trudno było to zmienić w coś głębszego. Zastanawiała się czasem, czy jeszcze w czasach nauki w Hogwarcie nie czuła na jego widok lekkiego ściśnięcia w żołądku.
Udali się do salonu, gdzie dane jej było zobaczyć narzeczonego, kilka lat młodszego. Prawie się nie zmienił od tamtego momentu, chociaż miała wrażenie, że w oczach aktualnie było więcej chłodu. Uśmiechnęła się widząc jego reakcję na spanikowanego skrzata, cieszyło ją to, że faktycznie nawet wtedy już myślał o niej, o tym, jak się czuje. Było to naprawdę bardzo urocze.
- Nigdy w to nie wątpiłam mój drogi. - Zawsze uważała Rodolphusa za wyjątkowego, jeśli o to chodzi. Nie było jej dane jednak za bardzo się nad tym rozwodzić, bo salon zaczął się rozmywać, a oni wrócili do Alei Horyzontalnej.
Znaleźli się na ziemi, lądowanie nie było wcale takie proste. Nie spotkali tym razem jednak dziewczynki, która była odpowiedzialna za to, co im się przydarzyło. - To chyba koniec. - Szepnęła cicho, gdy podnosiła się na nogi. Zignorowała ten głos, który wspominał coś o najebanych ludziach, chociaż miała ochotę tego nie robić. Była jednak zmęczona, te skoki w przeszłość kosztowały ją sporo energii, wydawało jej się, że Rodolpha nawet więcej, w końcu pojawiali się w jego wspomnieniach. - Chdźmy stąd, należy nam się odpoczynek. - Złapała go po ramię, skierowali się w stronę mieszkania narzeczonego, powinni odetchnąć z dala od zainteresowanych nimi oczu.