16.11.2022, 05:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.11.2022, 05:46 przez Julien Fitzpatrick.)
Jąkanie się Camerona brzmiało teraz dla niego jak łkanie niemowlaka albo dziecka, któremu trzeba natychmiastowo pomóc. Serce go zakuło ze smutku, że przyjaciel tak się trudził (i łudził), aby im pomóc, a ta tęga przepiórzyca w ten sposób go potraktowała, przez chwilę zechciał ukręcić gęsi łeb, ale ta zwinnie, w końcu, wysmyknęła się spod jego ciężaru. Dostał piórami po twarzy, rękach, więc uciekł na bok chcąc pomóc Lupinowi, bo ten się wywrócił. Zamiast tego stoczył się i wpadł tyłkiem na płyciznę zbiornika wodnego, domu ich napastnika. Poczuł jak materiał spodni przykleja mu się do pośladków, więc wstał szybko - w miarę swoich możliwości - nie uratowało go to jednak przed niczym, bo dół ubrań i tak miał już mokry i obłocony.
- Nosz kurwancka, ja pierdziu co za w ogóle zero ogłady ze strony tego jebadła opierzonego! - zrzucił całą winę na bogu winną gęś, która po prostu żyła w parku, a oni zaczęli jej przeszkadzać swoją upitą, naćpana obecnością w środku nocy. Kto by takich huliganów nie zaatakował jakby ich zobaczył w pobliżu swojego domu lub, w tej sytuacji, gniazda?
Charles przymrużył oczy, świat mu się mienił we wszystkich kolorach tęczy i trudno było stwierdzić kto jest gdzie oraz po co tak właściwie wstawał z tej wody, mógł sobie siedzieć. Cameron dogorywał na chodniku, a Heather... chyba chciała im pomóc faktycznie kończąc żywot tego gęgadła, bo ptak wciąż darł się w niebogłosy przekrzykując ich wszystkich. Charlie złapał się za głowę jakby to on właśnie się w nią uderzył, a nie Cameron i wziął powietrze w płuca czując płytkość oddechu, zaczesał włosy do tyłu, bo te zasłaniały mu połowę widoku na świat i już był gotowy do dalszej akcji. W końcu trzeba było jakoś wyglądać, prawda? Nie ważne, że połowę dupska miał umorusane śliskim błotem, twarz była nienaruszona i piękna. Rzucił się w stronę Camerona, być może z opóźnieniem, ale liczy się, że w ogóle.
- No miało się do wesela zagoić, a tak to chyba do poprawin! Po co zaś pchał łapska jak nie trzeba? Ja cię mogę gryźć jak ci brakuje wrażeń, jełopie. - złapał go za nadgarstek i wytężył wzrok, zamrugał pare razy jakby przyglądał się właśnie kubistycznemu obrazowi powieszonemu w galerii sztuki - No. Chyba straciłeś dwa palce - stwierdził tonem eksperta. Wszystko mieniło mu się w oczach, więc też i ilość palców drugiego chłopaka - Albo nowe Ci wyrosły? Może ten ptak chory na jakąś mnożyce, myślisz, ze to zaraźliwe?! - puścił jego rękę gwałtownie - A co jak wyrośnie mi trzecia noga z dupy?! - nagle ten problem wydał mu się najstraszniejszą perspektywą, wykrzywił twarz w grymasie gotów do płaczu.
Ze stanu prawie histerycznego wyciągnął go okrzyk Heather i dość charakterystyczny dźwięk szumiącej, wręcz szalejącej wody.
- Zaraz, co jest, czy ty sikasz na tę gęś? - w tym stanie nie można było oczekiwać po nim wyciągania sensownych wniosków.
- Nosz kurwancka, ja pierdziu co za w ogóle zero ogłady ze strony tego jebadła opierzonego! - zrzucił całą winę na bogu winną gęś, która po prostu żyła w parku, a oni zaczęli jej przeszkadzać swoją upitą, naćpana obecnością w środku nocy. Kto by takich huliganów nie zaatakował jakby ich zobaczył w pobliżu swojego domu lub, w tej sytuacji, gniazda?
Charles przymrużył oczy, świat mu się mienił we wszystkich kolorach tęczy i trudno było stwierdzić kto jest gdzie oraz po co tak właściwie wstawał z tej wody, mógł sobie siedzieć. Cameron dogorywał na chodniku, a Heather... chyba chciała im pomóc faktycznie kończąc żywot tego gęgadła, bo ptak wciąż darł się w niebogłosy przekrzykując ich wszystkich. Charlie złapał się za głowę jakby to on właśnie się w nią uderzył, a nie Cameron i wziął powietrze w płuca czując płytkość oddechu, zaczesał włosy do tyłu, bo te zasłaniały mu połowę widoku na świat i już był gotowy do dalszej akcji. W końcu trzeba było jakoś wyglądać, prawda? Nie ważne, że połowę dupska miał umorusane śliskim błotem, twarz była nienaruszona i piękna. Rzucił się w stronę Camerona, być może z opóźnieniem, ale liczy się, że w ogóle.
- No miało się do wesela zagoić, a tak to chyba do poprawin! Po co zaś pchał łapska jak nie trzeba? Ja cię mogę gryźć jak ci brakuje wrażeń, jełopie. - złapał go za nadgarstek i wytężył wzrok, zamrugał pare razy jakby przyglądał się właśnie kubistycznemu obrazowi powieszonemu w galerii sztuki - No. Chyba straciłeś dwa palce - stwierdził tonem eksperta. Wszystko mieniło mu się w oczach, więc też i ilość palców drugiego chłopaka - Albo nowe Ci wyrosły? Może ten ptak chory na jakąś mnożyce, myślisz, ze to zaraźliwe?! - puścił jego rękę gwałtownie - A co jak wyrośnie mi trzecia noga z dupy?! - nagle ten problem wydał mu się najstraszniejszą perspektywą, wykrzywił twarz w grymasie gotów do płaczu.
Ze stanu prawie histerycznego wyciągnął go okrzyk Heather i dość charakterystyczny dźwięk szumiącej, wręcz szalejącej wody.
- Zaraz, co jest, czy ty sikasz na tę gęś? - w tym stanie nie można było oczekiwać po nim wyciągania sensownych wniosków.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you