21.11.2023, 20:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2023, 20:16 przez Sarah Macmillan.)
- Nie pszephraszaj mnie za nic, przecież to nie jest twoja wina, że cała ta sytuacja to jakaś wielka plątanina losowych rzeczy.
Nie mogła jej przecież okłamywać, że dostrzega w tym jakiś większy sens. Nie widziała w tym żadnego sensu, co najwyżej snuła domysły, stykając doświadczenia Zimnych z tym, co miała okazję wyczytać w opasłych tomiszczach studiowanych w ramach praktyki kapłańskiej. No i to tyle. Nic takiego w życiu nie doświadczyła, to była absolutna nowość nawet dla kogoś, kto doświadczył wielokrotnie Eutierrii.
- Tak, dobrze to kojarzysz, ale to ma w sobie jednak większą głębię. Koło loku jest skontluowane przez kowen w taki, a nie inny sposób nie bez powodu - w cyklu rhocznym Samhain i Beltane są punktami skhrajnymi, w któlych dochodzi do wzajemnego przenikania się światów. W Samhain te ghranice stają się cieńsze, a w Beltane baldziej lozmyte. Dlatego właśnie spędziłam ostatnie dni na plóbach domyślenia się, dlaczego wybhrał właśnie Beltane, a nie Samhain, a może na Samhain planuje coś... - gorszego. To słowo pozostało niewypowiedziane, ale zawisło na moment w duszącej ich ciszy.
- Wpuścili tam tylko wysokich langą kapłanów takich jak Isobell, a oni nigdy by mnie nie wybhrali na towarzystwo... Ministelstwo tym baldziej, a to oni zaghrodzili cały obszal taśmą. Siłą rzeczy znam to miejsce wyłącznie z opowieści. - Kapłanka nie brzmiała na szczególnie zadowoloną z tego faktu, ale podzieliła się nim bardzo otwarcie i szczerze. Płynęła w tym też jakaś delikatna pogarda dla tej decyzji, ale nie pociągnęła wątku.
- Wlacając do koła rhoku... W podaniach dotyczących wędhrówki dusz, w cyklu życia Beltane to święto płodności, Samhain to święto odejścia. I to jest moja teolia właśnie - że ta enelgia światowólcza, ten boski pielwiastek tworzący wszystko i wszystkich może zostać ukladziony. Wiesz co by można było zhrobić, gdyby to było phrawdziwe? - Zapytała, ale wcale nie czekała na odpowiedź, bo ona była oczywista i zawarta we wspomnieniach tego, co opisywała jej panna Lestrange. - Można byłoby stworzyć coś z niczego. Utkać sobie swoje widzimisię słowem i gestem jak jakaś bogini. - Odetchnęła, głośno wypuszczając powietrze przez nos. - Jesteś Aulolką - zauważyła - więc masz dostęp do rhóżnych danych, plawda? Jestem pghraktycznie pewna, że w każdym rhoku wśród czalodziejów ulodzeń od lutego do początku mahrca będzie najwięcej. Ale w przyszłym rhoku nie. Nie ulodzą się phrawie żadne dzieci.
Nie mogła jej przecież okłamywać, że dostrzega w tym jakiś większy sens. Nie widziała w tym żadnego sensu, co najwyżej snuła domysły, stykając doświadczenia Zimnych z tym, co miała okazję wyczytać w opasłych tomiszczach studiowanych w ramach praktyki kapłańskiej. No i to tyle. Nic takiego w życiu nie doświadczyła, to była absolutna nowość nawet dla kogoś, kto doświadczył wielokrotnie Eutierrii.
- Tak, dobrze to kojarzysz, ale to ma w sobie jednak większą głębię. Koło loku jest skontluowane przez kowen w taki, a nie inny sposób nie bez powodu - w cyklu rhocznym Samhain i Beltane są punktami skhrajnymi, w któlych dochodzi do wzajemnego przenikania się światów. W Samhain te ghranice stają się cieńsze, a w Beltane baldziej lozmyte. Dlatego właśnie spędziłam ostatnie dni na plóbach domyślenia się, dlaczego wybhrał właśnie Beltane, a nie Samhain, a może na Samhain planuje coś... - gorszego. To słowo pozostało niewypowiedziane, ale zawisło na moment w duszącej ich ciszy.
- Wpuścili tam tylko wysokich langą kapłanów takich jak Isobell, a oni nigdy by mnie nie wybhrali na towarzystwo... Ministelstwo tym baldziej, a to oni zaghrodzili cały obszal taśmą. Siłą rzeczy znam to miejsce wyłącznie z opowieści. - Kapłanka nie brzmiała na szczególnie zadowoloną z tego faktu, ale podzieliła się nim bardzo otwarcie i szczerze. Płynęła w tym też jakaś delikatna pogarda dla tej decyzji, ale nie pociągnęła wątku.
- Wlacając do koła rhoku... W podaniach dotyczących wędhrówki dusz, w cyklu życia Beltane to święto płodności, Samhain to święto odejścia. I to jest moja teolia właśnie - że ta enelgia światowólcza, ten boski pielwiastek tworzący wszystko i wszystkich może zostać ukladziony. Wiesz co by można było zhrobić, gdyby to było phrawdziwe? - Zapytała, ale wcale nie czekała na odpowiedź, bo ona była oczywista i zawarta we wspomnieniach tego, co opisywała jej panna Lestrange. - Można byłoby stworzyć coś z niczego. Utkać sobie swoje widzimisię słowem i gestem jak jakaś bogini. - Odetchnęła, głośno wypuszczając powietrze przez nos. - Jesteś Aulolką - zauważyła - więc masz dostęp do rhóżnych danych, plawda? Jestem pghraktycznie pewna, że w każdym rhoku wśród czalodziejów ulodzeń od lutego do początku mahrca będzie najwięcej. Ale w przyszłym rhoku nie. Nie ulodzą się phrawie żadne dzieci.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.