16.11.2022, 12:28 ✶
- Jest taki dość niewielki sklep z artykułami plastycznymi w Carkitt Market, praktycznie na samym końcu całego centrum, właścicielka często przebywa tam ze swoim kugucharem. Nie mają tam najniższych cen, ale kiedy ma czegoś ostatnie sztuki, które długo nie schodzą, sprzedaje je po obniżce, ma na to nawet specjalne pudełko. – Lubiła zachodzić do rozmaitych sklepów, dlatego bardzo dobrze orientowała się w centrum magicznego świata, wiedząc, gdzie idzie zjeść dobrego kurczaka, gdzie można wybrać dobrą parę butów do tańca albo gdzie, jak widać, można było znaleźć dobrą przecenę na artykuły papiernicze. Może Mavelle i Patrick skorzystają z okazji.
- Chciałabym je kiedyś obejrzeć, szkice znaczy się... Albo może pouczyć się, jak rysować. – Mrugnęła jeszcze do panny Bones, zaraz też jedną z dłoni składając na sercu, unosząc drugą jakby w ramach przysięgi. – Obiecuję na mojego ulubionego abraksana stojącego na zewnątrz, że nikt rysunków nie wyrzuci. – Pomijała to, że w takich chwilach może i sama by stanęła za barem, ciekawa całego procesu rysowania i nie mając nic przeciwko temu, aby przyrządzić parę drinków.
- Mam nadzieję, że dni mijają jednak ciekawiej niż tylko na miotłach. – Stwierdziła radośnie, na żart z hazardem mogąc tylko się zaśmiać i zapytać, czy zna dokładnie miejsca, gdzie to się dzieje, bo może powinna wpaść. Spojrzała jeszcze na Stewarda, który wydawał się podchwycić zaproszenia na taniec, więc wieczór na szczęście nie miał skończyć się zbyt szybko.
- Gin zdecydowanie, dziękuję. Jedzenie…coś wytrawnego, pod względem żadnego ze składników nie będę wybredna. – Sama również odłożyła swój pusty już kieliszek, wcześniej ziewając lekko, tak jakby rozmowa, którą ją wyciszała, była nudna, co jednak nie było problemem. Problemem były jednak fakty, że bodźce dookoła bez zmiany miejsca zaczynały powoli ją męczyć.
- Polecam się dalej w kwestii zawstydzania. – Chociaż stwierdzenie to padło w stronę Patricka, który skomentował kwestię zawstydzania wcześniej, a teraz zdążył się już ulotnić, blask fleszy i odgłos aparatu odciągnęły skutecznie wzrok Seraphiny w stronę osoby, która zdjęcie postanowiła im zrobić. Z uśmiechem posłała lekkiego całusa w stronę Daisy, mając nadzieję, że i to mogło znaleźć się na zdjęciu, odwracając się już na nowo w stronę swojego obecnego towarzystwa. Parsknęła jednak głośno, bo na ostatnią licytację został wystawiony….Erik Longbottom.
- Tysiąc galeonów. – Niemal się zadławiła swoją śliną, gdy wypowiadała te słowa, czując, że o Erika nastąpi dość spora walka i że pójdą za to bajońskie sumy i nie mogąc nie czuć rozbawienia z tej perspektywy. Musiała potem pogratulować Brennie wybitnego pomysłu. Ale zamierzała licytować do najbardziej absurdalnie wysokiej ceny i wygrać kolację.
- Chciałabym je kiedyś obejrzeć, szkice znaczy się... Albo może pouczyć się, jak rysować. – Mrugnęła jeszcze do panny Bones, zaraz też jedną z dłoni składając na sercu, unosząc drugą jakby w ramach przysięgi. – Obiecuję na mojego ulubionego abraksana stojącego na zewnątrz, że nikt rysunków nie wyrzuci. – Pomijała to, że w takich chwilach może i sama by stanęła za barem, ciekawa całego procesu rysowania i nie mając nic przeciwko temu, aby przyrządzić parę drinków.
- Mam nadzieję, że dni mijają jednak ciekawiej niż tylko na miotłach. – Stwierdziła radośnie, na żart z hazardem mogąc tylko się zaśmiać i zapytać, czy zna dokładnie miejsca, gdzie to się dzieje, bo może powinna wpaść. Spojrzała jeszcze na Stewarda, który wydawał się podchwycić zaproszenia na taniec, więc wieczór na szczęście nie miał skończyć się zbyt szybko.
- Gin zdecydowanie, dziękuję. Jedzenie…coś wytrawnego, pod względem żadnego ze składników nie będę wybredna. – Sama również odłożyła swój pusty już kieliszek, wcześniej ziewając lekko, tak jakby rozmowa, którą ją wyciszała, była nudna, co jednak nie było problemem. Problemem były jednak fakty, że bodźce dookoła bez zmiany miejsca zaczynały powoli ją męczyć.
- Polecam się dalej w kwestii zawstydzania. – Chociaż stwierdzenie to padło w stronę Patricka, który skomentował kwestię zawstydzania wcześniej, a teraz zdążył się już ulotnić, blask fleszy i odgłos aparatu odciągnęły skutecznie wzrok Seraphiny w stronę osoby, która zdjęcie postanowiła im zrobić. Z uśmiechem posłała lekkiego całusa w stronę Daisy, mając nadzieję, że i to mogło znaleźć się na zdjęciu, odwracając się już na nowo w stronę swojego obecnego towarzystwa. Parsknęła jednak głośno, bo na ostatnią licytację został wystawiony….Erik Longbottom.
- Tysiąc galeonów. – Niemal się zadławiła swoją śliną, gdy wypowiadała te słowa, czując, że o Erika nastąpi dość spora walka i że pójdą za to bajońskie sumy i nie mogąc nie czuć rozbawienia z tej perspektywy. Musiała potem pogratulować Brennie wybitnego pomysłu. Ale zamierzała licytować do najbardziej absurdalnie wysokiej ceny i wygrać kolację.