22.11.2023, 00:26 ✶
Stwierdzenie, że pogodził się z sytuacją byłoby nie tyle błędne, co po prostu absolutnie odchodzące od faktycznego stanu rzeczy. Westchnął głośno, wiedząc że prędzej czy później ktoś się w tym zasr- całkiem czystym szalecie zjawi. Problemem nie był brak wyjścia z sytuacji, a fakt że każde wydawało się opłakanie żałosne.
Niby mogło być gorzej, nie?
Zawsze mógł obszczać sobie nogawkę.
Chociaż wtedy pewnie użyłby odpowiedniego zaklęcia, aby się tej mokrej nieprzyjemności pozbyć.
A co jakby ktoś zobaczył jak obszczał sobie nogawkę?
Tak, to na pewno byłoby gorsze od zatrzaśnięcia się w szalecie.
Wypieki zażenowania zdążyły zejść z jego twarzy, ale wtedy usłyszał otwierające się drzwi. Serce zabiło mu szybciej i podniósł nogi w panice, conajmniej jakby był ukrywającym się w szkolnej toalecie uczniem, który celowo pragnie ominąć męczące zajęcia. Tyle, że pojedynek ani nie był męczący (przynajmniej taką Elliott mial nadzieję, bo nie przyszło mu go zobaczyć) ani nie chciał go omijać. Los postanowił zaśmiać mu się prosto w twarz, jak zwykle zresztą. Brakowało mu kociej równowagi, dzięki której zawsze mógłby lądować na czterech łapach. Przy upadkach obijał się i czasami zastanawiał czy wstawanie ma jeszcze jakiś sens... Ale czy naprawdę powinien dać się pokonać złośliwemu zamkowi w kiblu?
To brzmiało zbyt żałośnie nawet jak na niego.
Dopiero po usłyszeniu swojego imienia, zorientował się, że wstrzymywał oddech.
Musiał wyglądać przez sekundę naprawdę żałośne. Z podciągniętymi nogami i zaczerwienioną od braku tlenu twarzą na publicznym sedesie. W garniturze, który nie powinien marnować się w tak ciasnym pomieszczeniu. Każdy powinien był podziwiać materiał, krój kolor...Teraz to wszystko było stracone. Całe przygotowania na marne.
Od razu przyszły mu do głowy pytania 'Czy Erik go szukał?', 'Czy było mu przykro?', 'Jak szkoda, że nie zobaczył go w tak skrzętnie dobranym stroju'.
Ale zaraz, ktoś przecież do niego mówił? Musiał odsunąć zmartwienie o garniturze nie otrzymującym wystarczająco atencji na później.
Miał dobrą pamięć i, na całe szczęście całość odczuwalnej paniki wykorzystał na nerwowe poprawienie włosów, na wypadek jakby ktoś otworzył te drzwi z zaskoczenia i miał go zobaczyć. Bo przecież musi się dobrze prezentować, prawda? Nawet na kiblu. Zwłaszcza na kiblu.
Na Merlina, jaka to była idiotyczna sytuacja.
Wracając jednak do sedna - tak, Elliott Malfoy miał bardzo dobrą pamięć. To czego nie potrafił zmieścić między myślami odkładał 'na półki', ale wszystkie najważniejsze fakty podróżowały z nim. Chociażby jak to, że głos w toalecie należał do Vakela Dolohova.
Mogło być lepiej, ale mogło tez być gorzej, pomyślał, ale zaraz pożałował... bo co jeżeli Pan Celebryta czytał w myślach?
- Nie wierzę, że to łut szczescia pozwolił ci zgadnąć, że znalazłem się w tak żałosnej sytuacji - odparł jedynie. Nie mógł odrzucać żadnej opcji, ale pozostawało robić dobrą minę do złej gry i nie przepełniać głowy... Niczym nacechowanym nazbyt pozytywnie bądź negatywnie. Regularnie udawało mu się ukrywać myśli, czyżby rozgoryczone minuty spędzone na sedesie dłużyły mu się tak, że opuścił gardę nie zdając sobię z tego sprawy?
Nie było czasu nad tym rozmyślać, bo zaraz drzwi się otworzyły, a Elliott zmarszczył brwi. Nie wyglądał na przestraszonego. Resztka stresu, która jeszcze chwile temu się w nim kłębiła, ukrył głęboko w sobie, a postać Vakela zmierzył od stóp do głów zatrzymując spojrzenie na wciąż wilgotnej twarzy.
- Jeszcze bardziej żałosnym będzie jak powiem, że od mojej strony nie dało się tych drzwi otworzyć - uśmiechnął się pod nosem, bo właściwie żadne inne zachowanie nie przychodziło mu do głowy. Nawet jeżeli Vakel chciałby o tej sytuacji rozgadywać każdemu, to lepiej nie ukrywać tak błahej kwestii i uznać ją za zabawną niż zachowywać się jakby miała być ona końcem świata.
To wciąż, jednak, nie wyjaśniało skąd mężczyzna wiedział o tym, gdzie go znaleźć.
Fakt, był w końcu... wróżbitą, prawda? Ale czy jasnowidzem?
Elliott nie miał pojęcia. Fakt, Vakel był popularny, ale Malfoy nigdy nie zagłębił się w jego dokonania. Nie był też do końca pewien jak obydwie te umiejętności, czy też dary, działały. Przynajmniej nie wiedział nic poza absolutnymi podstawami.
- Tak czy siak, muszę ci przede wszystkim podziękować. Jest coś, co mógłbym dla ciebie zrobić? Co równa się z oswobodzeniem z kabiny toalety? - zapytał neutralnie, unosząc jedną brew ku gorze. Nie sugerował niczego, być może wpływał przy tym na niebezpieczne wody, ale zakładał, że rozmówca ma wystarczająco dużo rozsądku, aby nie pytać o nie-wiadomo-jak ciężkie do wykonania przysługi.
Przecież mowa była o wypuszczeniu z kibla, a nie uratowaniu z tonącego statku (nawet jeżeli mogłoby się to wydawać podobną tragedią).
Przymknął oczy w widocznym zażenowaniu swoimi słowami i gdyby ktoś znał go dogłębniej (jak chociażby Perseus) to mógłby się zastanowić czy Elliott ma zamiar wybuchnąć śmiechem, czy też się rozpłakać. Prawda była taka, że starał się przełknąć myśl, że ta sytuacja zapewne będzie wyśmiewana przede wszystkim nie przy nim, a za jego plecami. Nawet jeżeli błahość tej sytuacji mógł ukoronować śmiechem ze swojego własnego nieszczęścia, tak ego miał dość kruche. W końcu był trzydziestoletnim mężczyzną.
Niby mogło być gorzej, nie?
Zawsze mógł obszczać sobie nogawkę.
Chociaż wtedy pewnie użyłby odpowiedniego zaklęcia, aby się tej mokrej nieprzyjemności pozbyć.
A co jakby ktoś zobaczył jak obszczał sobie nogawkę?
Tak, to na pewno byłoby gorsze od zatrzaśnięcia się w szalecie.
Wypieki zażenowania zdążyły zejść z jego twarzy, ale wtedy usłyszał otwierające się drzwi. Serce zabiło mu szybciej i podniósł nogi w panice, conajmniej jakby był ukrywającym się w szkolnej toalecie uczniem, który celowo pragnie ominąć męczące zajęcia. Tyle, że pojedynek ani nie był męczący (przynajmniej taką Elliott mial nadzieję, bo nie przyszło mu go zobaczyć) ani nie chciał go omijać. Los postanowił zaśmiać mu się prosto w twarz, jak zwykle zresztą. Brakowało mu kociej równowagi, dzięki której zawsze mógłby lądować na czterech łapach. Przy upadkach obijał się i czasami zastanawiał czy wstawanie ma jeszcze jakiś sens... Ale czy naprawdę powinien dać się pokonać złośliwemu zamkowi w kiblu?
To brzmiało zbyt żałośnie nawet jak na niego.
Dopiero po usłyszeniu swojego imienia, zorientował się, że wstrzymywał oddech.
Musiał wyglądać przez sekundę naprawdę żałośne. Z podciągniętymi nogami i zaczerwienioną od braku tlenu twarzą na publicznym sedesie. W garniturze, który nie powinien marnować się w tak ciasnym pomieszczeniu. Każdy powinien był podziwiać materiał, krój kolor...Teraz to wszystko było stracone. Całe przygotowania na marne.
Od razu przyszły mu do głowy pytania 'Czy Erik go szukał?', 'Czy było mu przykro?', 'Jak szkoda, że nie zobaczył go w tak skrzętnie dobranym stroju'.
Ale zaraz, ktoś przecież do niego mówił? Musiał odsunąć zmartwienie o garniturze nie otrzymującym wystarczająco atencji na później.
Miał dobrą pamięć i, na całe szczęście całość odczuwalnej paniki wykorzystał na nerwowe poprawienie włosów, na wypadek jakby ktoś otworzył te drzwi z zaskoczenia i miał go zobaczyć. Bo przecież musi się dobrze prezentować, prawda? Nawet na kiblu. Zwłaszcza na kiblu.
Na Merlina, jaka to była idiotyczna sytuacja.
Wracając jednak do sedna - tak, Elliott Malfoy miał bardzo dobrą pamięć. To czego nie potrafił zmieścić między myślami odkładał 'na półki', ale wszystkie najważniejsze fakty podróżowały z nim. Chociażby jak to, że głos w toalecie należał do Vakela Dolohova.
Mogło być lepiej, ale mogło tez być gorzej, pomyślał, ale zaraz pożałował... bo co jeżeli Pan Celebryta czytał w myślach?
- Nie wierzę, że to łut szczescia pozwolił ci zgadnąć, że znalazłem się w tak żałosnej sytuacji - odparł jedynie. Nie mógł odrzucać żadnej opcji, ale pozostawało robić dobrą minę do złej gry i nie przepełniać głowy... Niczym nacechowanym nazbyt pozytywnie bądź negatywnie. Regularnie udawało mu się ukrywać myśli, czyżby rozgoryczone minuty spędzone na sedesie dłużyły mu się tak, że opuścił gardę nie zdając sobię z tego sprawy?
Nie było czasu nad tym rozmyślać, bo zaraz drzwi się otworzyły, a Elliott zmarszczył brwi. Nie wyglądał na przestraszonego. Resztka stresu, która jeszcze chwile temu się w nim kłębiła, ukrył głęboko w sobie, a postać Vakela zmierzył od stóp do głów zatrzymując spojrzenie na wciąż wilgotnej twarzy.
- Jeszcze bardziej żałosnym będzie jak powiem, że od mojej strony nie dało się tych drzwi otworzyć - uśmiechnął się pod nosem, bo właściwie żadne inne zachowanie nie przychodziło mu do głowy. Nawet jeżeli Vakel chciałby o tej sytuacji rozgadywać każdemu, to lepiej nie ukrywać tak błahej kwestii i uznać ją za zabawną niż zachowywać się jakby miała być ona końcem świata.
To wciąż, jednak, nie wyjaśniało skąd mężczyzna wiedział o tym, gdzie go znaleźć.
Fakt, był w końcu... wróżbitą, prawda? Ale czy jasnowidzem?
Elliott nie miał pojęcia. Fakt, Vakel był popularny, ale Malfoy nigdy nie zagłębił się w jego dokonania. Nie był też do końca pewien jak obydwie te umiejętności, czy też dary, działały. Przynajmniej nie wiedział nic poza absolutnymi podstawami.
- Tak czy siak, muszę ci przede wszystkim podziękować. Jest coś, co mógłbym dla ciebie zrobić? Co równa się z oswobodzeniem z kabiny toalety? - zapytał neutralnie, unosząc jedną brew ku gorze. Nie sugerował niczego, być może wpływał przy tym na niebezpieczne wody, ale zakładał, że rozmówca ma wystarczająco dużo rozsądku, aby nie pytać o nie-wiadomo-jak ciężkie do wykonania przysługi.
Przecież mowa była o wypuszczeniu z kibla, a nie uratowaniu z tonącego statku (nawet jeżeli mogłoby się to wydawać podobną tragedią).
Przymknął oczy w widocznym zażenowaniu swoimi słowami i gdyby ktoś znał go dogłębniej (jak chociażby Perseus) to mógłby się zastanowić czy Elliott ma zamiar wybuchnąć śmiechem, czy też się rozpłakać. Prawda była taka, że starał się przełknąć myśl, że ta sytuacja zapewne będzie wyśmiewana przede wszystkim nie przy nim, a za jego plecami. Nawet jeżeli błahość tej sytuacji mógł ukoronować śmiechem ze swojego własnego nieszczęścia, tak ego miał dość kruche. W końcu był trzydziestoletnim mężczyzną.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦