Norka spoglądała na zawodników quidditcha troszeczkę z pogardą. Uważała, że w Hgwarcie jest wiele ciekawszych rzeczy do roboty niżeli latanie na miotle, no ale, co kto lubił. Czasem chodziła na mecze, żeby pokibicować, wszak była całym sercem za tym, co robił Huffelpuff. Zresztą miało to pewnie coś wspólnego z tym, że sama potykała się o własne stopy, nie przepadała za żadnym sportem. Nie był to tylko quidditch, może gdyby kiedyś nie spadła z miotły, to podchodziłaby do tego tematu inaczej, niestety zdarzyło jej się zaliczyć bardzo bliskie spotkanie z podłogą, które do dzisiaj pamiętała, od tego czasu unikała wszelakich aktywności fizycznych.
- Jakby nie było innych ciekawych miejsc do pójścia w ślinę...- Nie do końca uważała, żeby przestrzeń pod trybunami była specjalnie atrakcyjna do spotykania się na randki, no ale to ich sprawa. Zresztą ten problem jej nie dotyczył, nikt się nie interesował nią w ten sposób, więc nie miała problemu z poszukiwaniem lokacji do uniesień cielesnych.
Figg starała się złagodzić ducha. Bądź co bądź, chyba powinno się rozmawiać z nimi w podobny sposób, co z ludźmi, chyba? Tak się jej przynajmniej wydawało. Nie wchodziła zbyt często w tego typu konwersacje. Zawsze to nowe, ciekawe doświadczenie. Ten duch był kiedyś dziewczyną, ich rówieśniczką, nie sądziła aby się tak wiele zmieniło, żeby nie mogły znaleźć z nią wspólnego języka. Musiały spróbować.
- Tak Marto, chętnie się z Tobą zaprzyjaźnimy, musisz czuć się bardzo samotna mieszkając tutaj w tej łazience. Możemy Cię zacząć częściej odwiedzać, jeśli potrzebujesz towarzystwa.- Nora mówiła do ducha dziewczyny bardzo łagodnym tonem, a warto jej przyznać, że naprawdę potrafiła przekonać do siebie wszystkich, przynajmniej żywych, zobaczymy, jak to jest z martwymi.
Zauważyła, że Alice zaczyna ciągnąć Martę za język, mrugnęła do niej porozumiewawczo, sama zamierzała skorzystać z okazji. Ciekawiło ją, jak właściwie skończyła w tym miejscu. - Wszyscy o Tobie opowiadają, zostałaś sławna...- Wtórowała Selwynównie, a nuż uda jej się zachęcić ją do podzielenia się większą ilością informacji, taka szansa nie zdarza się często.
- Tak, Longbottomowie, ale słyszałam też innych uczniów, chyba byli to Malfoyowie i Blackowie, te najbogatsze dzieciaki w większości.- Wydawało jej się, że to zrobi wrażenie na duchu.
- Oooo, może jakiś chłopiec miałby ochotę się ze mną spotkać tutaj, dawno nie byłam na randce.- Odparła rozmarzona Marta, chyba już zupełnie zapomniała o tym, że płakała.
- Marto, a możemy zapytać, co Ci się właściwie przytrafiło?- Kuła żelazo póki gorące.
- Jakby nie było innych ciekawych miejsc do pójścia w ślinę...- Nie do końca uważała, żeby przestrzeń pod trybunami była specjalnie atrakcyjna do spotykania się na randki, no ale to ich sprawa. Zresztą ten problem jej nie dotyczył, nikt się nie interesował nią w ten sposób, więc nie miała problemu z poszukiwaniem lokacji do uniesień cielesnych.
Figg starała się złagodzić ducha. Bądź co bądź, chyba powinno się rozmawiać z nimi w podobny sposób, co z ludźmi, chyba? Tak się jej przynajmniej wydawało. Nie wchodziła zbyt często w tego typu konwersacje. Zawsze to nowe, ciekawe doświadczenie. Ten duch był kiedyś dziewczyną, ich rówieśniczką, nie sądziła aby się tak wiele zmieniło, żeby nie mogły znaleźć z nią wspólnego języka. Musiały spróbować.
- Tak Marto, chętnie się z Tobą zaprzyjaźnimy, musisz czuć się bardzo samotna mieszkając tutaj w tej łazience. Możemy Cię zacząć częściej odwiedzać, jeśli potrzebujesz towarzystwa.- Nora mówiła do ducha dziewczyny bardzo łagodnym tonem, a warto jej przyznać, że naprawdę potrafiła przekonać do siebie wszystkich, przynajmniej żywych, zobaczymy, jak to jest z martwymi.
Zauważyła, że Alice zaczyna ciągnąć Martę za język, mrugnęła do niej porozumiewawczo, sama zamierzała skorzystać z okazji. Ciekawiło ją, jak właściwie skończyła w tym miejscu. - Wszyscy o Tobie opowiadają, zostałaś sławna...- Wtórowała Selwynównie, a nuż uda jej się zachęcić ją do podzielenia się większą ilością informacji, taka szansa nie zdarza się często.
- Tak, Longbottomowie, ale słyszałam też innych uczniów, chyba byli to Malfoyowie i Blackowie, te najbogatsze dzieciaki w większości.- Wydawało jej się, że to zrobi wrażenie na duchu.
- Oooo, może jakiś chłopiec miałby ochotę się ze mną spotkać tutaj, dawno nie byłam na randce.- Odparła rozmarzona Marta, chyba już zupełnie zapomniała o tym, że płakała.
- Marto, a możemy zapytać, co Ci się właściwie przytrafiło?- Kuła żelazo póki gorące.