16.11.2022, 13:20 ✶
- Serdecznie zapraszam, praktycznie każdy nasz okaz jest przyzwyczajony do trudnych warunków i mało który z nich jest płochliwy. – Podejrzewała, że skoro abraksany mało kiedy natrafiały w naturze na coś większego od nich (chociaż takie istoty zdecydowanie były), nie miały jak wypracować tej zwykłej płochliwości.
- Czy są jakieś zapiski z których można by wywnioskować, jak okoliczna fauna zmieniła się od tego czasu? Może istniały gatunki zwierząt magicznych, które nie są już spotykane. – Nie tylko przez polowania, lecz na ogół przez zmieniający się świat. Jeżeli coś nie umiało się dopasować, natura decydowała się na eliminację tego, tak aby wszystko szło sprawnie.
- Nie umieraj jeszcze, skoro nie wzięłam nawet kuszy do ręki. – Jeżeli będzie możliwe złapać którąś z takich broni, to wolała zdecydowanie kuszę, łatwiejszą do obsługi zwłaszcza dla osoby niedoświadczonej, a posiadając korbkę albo magiczne ułatwienia dla naciągu, nie wymagała siły od niej, ale za to ułatwiały celowanie, a z jej sprawnym okiem…może nawet by zdołała coś upolować. Nie rozwijała jednak kolejnych słów i stwierdzeń, bo podeszła do nich kobieta, która poprosiła o towarzystwo Logana, na co panna Prewett jedynie poklepała towarzysza po ramieniu.
- Z chęcią go oddam. – Mrugnęła jeszcze, odwracając się w już bardziej w stronę, w którą zmierzał Gerard, chcąc usłyszeć, co miał do powiedzenia. Ostatecznie też złapała szampana, widząc, że szykuje się toast, chociaż przeczuwała, że nie będzie on zbyt długi. Może to i lepiej, przeciąganie sytuacji wcale nie wydawało się najciekawsze, gdy goście jedynie czekali na kolejne możliwości. Skinęła głową, już bardziej do samej siebie, gdy po toaście i upiciu łyku szampana, ciesząc się z możliwości kuszy.
Podeszła po zakończeniu przemowy w stronę szkatułki, sięgając ostrożnie po karteczkę ze swoim imieniem i zerkając na nią dopiero po oddaleniu się od kominka, zwijając ją i wkładając do ukrytej kieszeni, zaczepiając za pasek na którym wisiała różdżka. Dopiero wtedy skierowała się na poszukiwanie czegoś, co mogłoby nadawać się do zjedzenia na drobny, szybki i poręczny posiłek, bo z talerzem niekoniecznie chciała teraz zasiadać, na nowo ruszając w stronę Gerarda.
- Pozwalając sobie wrócić do rozmowy o Walii, o ile to oczywiście nie problem, czy pierwsze polowania zaczęły się wraz z czasami Llywelyna ap Gruffydda, czy jednak były to inne chwile? – Skoro kierowali swoje pochodzenie do niego, czy to też oznaczało pochodzenie ich tradycji łowieckich.
- Czy są jakieś zapiski z których można by wywnioskować, jak okoliczna fauna zmieniła się od tego czasu? Może istniały gatunki zwierząt magicznych, które nie są już spotykane. – Nie tylko przez polowania, lecz na ogół przez zmieniający się świat. Jeżeli coś nie umiało się dopasować, natura decydowała się na eliminację tego, tak aby wszystko szło sprawnie.
- Nie umieraj jeszcze, skoro nie wzięłam nawet kuszy do ręki. – Jeżeli będzie możliwe złapać którąś z takich broni, to wolała zdecydowanie kuszę, łatwiejszą do obsługi zwłaszcza dla osoby niedoświadczonej, a posiadając korbkę albo magiczne ułatwienia dla naciągu, nie wymagała siły od niej, ale za to ułatwiały celowanie, a z jej sprawnym okiem…może nawet by zdołała coś upolować. Nie rozwijała jednak kolejnych słów i stwierdzeń, bo podeszła do nich kobieta, która poprosiła o towarzystwo Logana, na co panna Prewett jedynie poklepała towarzysza po ramieniu.
- Z chęcią go oddam. – Mrugnęła jeszcze, odwracając się w już bardziej w stronę, w którą zmierzał Gerard, chcąc usłyszeć, co miał do powiedzenia. Ostatecznie też złapała szampana, widząc, że szykuje się toast, chociaż przeczuwała, że nie będzie on zbyt długi. Może to i lepiej, przeciąganie sytuacji wcale nie wydawało się najciekawsze, gdy goście jedynie czekali na kolejne możliwości. Skinęła głową, już bardziej do samej siebie, gdy po toaście i upiciu łyku szampana, ciesząc się z możliwości kuszy.
Podeszła po zakończeniu przemowy w stronę szkatułki, sięgając ostrożnie po karteczkę ze swoim imieniem i zerkając na nią dopiero po oddaleniu się od kominka, zwijając ją i wkładając do ukrytej kieszeni, zaczepiając za pasek na którym wisiała różdżka. Dopiero wtedy skierowała się na poszukiwanie czegoś, co mogłoby nadawać się do zjedzenia na drobny, szybki i poręczny posiłek, bo z talerzem niekoniecznie chciała teraz zasiadać, na nowo ruszając w stronę Gerarda.
- Pozwalając sobie wrócić do rozmowy o Walii, o ile to oczywiście nie problem, czy pierwsze polowania zaczęły się wraz z czasami Llywelyna ap Gruffydda, czy jednak były to inne chwile? – Skoro kierowali swoje pochodzenie do niego, czy to też oznaczało pochodzenie ich tradycji łowieckich.