16.11.2022, 14:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.11.2022, 14:37 przez Darcy Lockhart.)
Rozczarowanie Darcy’ego również było głębokie. Nie wiedział, czego się spodziewał, ale… czy ludzie, którzy zostawali duchami, nie powinni umierać jakoś ciekawie? Krwawo? Boleśnie? Podobno duch rezydent Gryffindoru otrzymał kilkanaście cisów toporem, które i tak nie zdołały pozbawić go głowy i był o to tak zły na kata, że aż wrócił z zaświatów, żeby go potem straszyć! A Krwawy Baron? Lockhart wiedział jedno: te wszystkie plamy krwi i łańcuchy nie wzięły się z przypadku.
Tymczasem Marta po prostu poszła do łazienki i umarła. Dostała zawału? Darcy słyszał o czymś takim, że twoje serce może nagle przestać bić, i że to często zdarza się mugolom (i gdy to usłyszał jako dziecko, potem przez tydzień ciągle sprawdzał, czy jego serce bije, tak na wszelki wypadek). Był pewien, że to byłby marny finał książki: okazuje się, że ofiara dostała zawału na widok przystojnego chłopca. Chyba że zrobiłby z tego komedię (na to jednak nie wpadł, bo nie znał myśli siostry o rozbiciu sobie głowy o sedes). Omal nie wyraził swojego rozczarowania, ale proszące spojrzenie Daisy go powstrzymało. Przecież nie mógł zawieść siostry, prawda?
- Nie, absolutnie się z ciebie nie naśmiewamy, po prostu interesują nas szczegóły! Tak, szczegóły – zapewnił pośpiesznie, zmuszając się do kolejnego uśmiechu, trochę mniej szczerego niż poprzedni. – Jesteśmy ciekawi. Może zobaczyłaś tego chłopca? Albo coś? Co czułaś, kiedy umierałaś? Sama rozumiesz, w moim opowiadaniu muszę dobrze oddać odczucia, żeby czytelnicy mogli w pełni pojąć ogrom twojej tragedii…
Oczy.
Pomiędzy były jeszcze oczy.
- Jakie oczy? Oczy tego chłopca?
– Żółte, duże – powiedziała Marta, już trochę mniej obrażona, chociaż zerkała podejrzliwie na Daisy, jakby tylko czekała na jakiś komentarz z jej strony, by wybuchnąć płaczem, krzykiem albo piskami. – Patrzyłam w nie… a potem zesztywniałam i leciałam, leciałam… i wróciłam.
– To mogła być halucynacja?
– Chyba wiem, co widziałam?!
– Tak, tak! Chodzi mi tylko o to…że gdy ludzie umierają… podobno widzą różne rzeczy – zapewnił Darcy koślawo, kiedy piskliwy głos Marty omal nie zranił jego uszu. – To… to po prostu… eee, naprawdę niezwykłe. Tak, niezwykłe. Musiało cię zabić jakieś niespotykane zaklęcie! Czarna magia, jestem pewien. Prawda, Daisy? – powiedział, zwracając się ku siostrze, a potem nagle zmarszczył brwi, gdy coś innego przyciągnęło jego uwagę. – Leciałaś…? Dokąd?
Marta nagle jakby skurczyła się w sobie. Zgarbiła, głowę spuściła.
– Dalej – mruknęła, cicho, wbijając wzrok w posadzkę. Wyraźnie nie zamierzała powiedzieć nic więcej: o tym miejscu, do którego odchodziły duchy, a niektórzy czarodzieje w ostatniej chwili… zawracali z drogi.
Tymczasem Marta po prostu poszła do łazienki i umarła. Dostała zawału? Darcy słyszał o czymś takim, że twoje serce może nagle przestać bić, i że to często zdarza się mugolom (i gdy to usłyszał jako dziecko, potem przez tydzień ciągle sprawdzał, czy jego serce bije, tak na wszelki wypadek). Był pewien, że to byłby marny finał książki: okazuje się, że ofiara dostała zawału na widok przystojnego chłopca. Chyba że zrobiłby z tego komedię (na to jednak nie wpadł, bo nie znał myśli siostry o rozbiciu sobie głowy o sedes). Omal nie wyraził swojego rozczarowania, ale proszące spojrzenie Daisy go powstrzymało. Przecież nie mógł zawieść siostry, prawda?
- Nie, absolutnie się z ciebie nie naśmiewamy, po prostu interesują nas szczegóły! Tak, szczegóły – zapewnił pośpiesznie, zmuszając się do kolejnego uśmiechu, trochę mniej szczerego niż poprzedni. – Jesteśmy ciekawi. Może zobaczyłaś tego chłopca? Albo coś? Co czułaś, kiedy umierałaś? Sama rozumiesz, w moim opowiadaniu muszę dobrze oddać odczucia, żeby czytelnicy mogli w pełni pojąć ogrom twojej tragedii…
Oczy.
Pomiędzy były jeszcze oczy.
- Jakie oczy? Oczy tego chłopca?
– Żółte, duże – powiedziała Marta, już trochę mniej obrażona, chociaż zerkała podejrzliwie na Daisy, jakby tylko czekała na jakiś komentarz z jej strony, by wybuchnąć płaczem, krzykiem albo piskami. – Patrzyłam w nie… a potem zesztywniałam i leciałam, leciałam… i wróciłam.
– To mogła być halucynacja?
– Chyba wiem, co widziałam?!
– Tak, tak! Chodzi mi tylko o to…że gdy ludzie umierają… podobno widzą różne rzeczy – zapewnił Darcy koślawo, kiedy piskliwy głos Marty omal nie zranił jego uszu. – To… to po prostu… eee, naprawdę niezwykłe. Tak, niezwykłe. Musiało cię zabić jakieś niespotykane zaklęcie! Czarna magia, jestem pewien. Prawda, Daisy? – powiedział, zwracając się ku siostrze, a potem nagle zmarszczył brwi, gdy coś innego przyciągnęło jego uwagę. – Leciałaś…? Dokąd?
Marta nagle jakby skurczyła się w sobie. Zgarbiła, głowę spuściła.
– Dalej – mruknęła, cicho, wbijając wzrok w posadzkę. Wyraźnie nie zamierzała powiedzieć nic więcej: o tym miejscu, do którego odchodziły duchy, a niektórzy czarodzieje w ostatniej chwili… zawracali z drogi.