Flynn w tym stanie nie był kimś szczególnie responsywnym - widać było, że mimo potrząsania nim, wciąż znajdował się gdzieś głęboko w innym miejscu, ale jego sny były tematem dosyć interesującym. Nie było wiadomo, co jest tego dokładnym powodem, ale młodszy Bell nie śnił w takim rozumieniu, w jakim pojmowali to inni ludzie - nie dostrzegał w głowie żadnych wyraźnych obrazów, nie rozgrywały się tam żadne sceny, nie towarzyszyły temu żadne emocje - posiadał szczątkową wyobraźnię wizualną, ale nie objawiała się ona w snach - tam towarzyszył mu tylko i wyłącznie wewnętrzny dialog. Widział czarne, białe i szare plamy, czasami tylko układały się w mniej lub bardziej sensowne kształty, poza tym nic, jedynie słowa, różne głosy, różne rozmowy. Takie jak teraz.
Alexander kolejnym potrząśnięciem wyrwał go do fazy półsnu, a w tej fazie nie pierwszy już raz Flynn zaczął gadać jakby sam do siebie, coś o tym, że nie chce tego robić, ale to nie miało żadnego związku z dotykiem brata. Kończył po prostu jakąś myśl, mamrotał coś bez sensu, nawet nie dało się wyłapać kontekstu, ale przy drugim Flynn zamknął się wreszcie, objął go ręką i nieprzytomnie wydusił: Tym razem wrócę szybciej, obiecuję. Poczekasz na mnie, tak? Muszę to zrobić, nie będzie mnie tylko chwilę... A później zatopił twarz w jego klatce piersiowej i nie było słychać już nic, póki nie oderwał się od niej, budząc się i oddychając ciężko.
- Sorka - odpowiedział głupio, próbując się uspokoić - obudziłem cię?
Całkowicie już zapomniał, że była dzisiaj pełnia. Nie to, że zawsze był jakimś tęgim umysłem, bo nie był, ale musiał być w jakiejś przynajmniej szczątkowej rozsypce.
Wyglądał na kompletnie zaspanego. Włosy miał poplątane jak diabli, nie otworzył oczu zbyt szeroko, a teraz to je zamknął już zupełnie, bo wydawało mu się, że nie musiał mieć ich otwartych.
Alexander kolejnym potrząśnięciem wyrwał go do fazy półsnu, a w tej fazie nie pierwszy już raz Flynn zaczął gadać jakby sam do siebie, coś o tym, że nie chce tego robić, ale to nie miało żadnego związku z dotykiem brata. Kończył po prostu jakąś myśl, mamrotał coś bez sensu, nawet nie dało się wyłapać kontekstu, ale przy drugim Flynn zamknął się wreszcie, objął go ręką i nieprzytomnie wydusił: Tym razem wrócę szybciej, obiecuję. Poczekasz na mnie, tak? Muszę to zrobić, nie będzie mnie tylko chwilę... A później zatopił twarz w jego klatce piersiowej i nie było słychać już nic, póki nie oderwał się od niej, budząc się i oddychając ciężko.
- Sorka - odpowiedział głupio, próbując się uspokoić - obudziłem cię?
Całkowicie już zapomniał, że była dzisiaj pełnia. Nie to, że zawsze był jakimś tęgim umysłem, bo nie był, ale musiał być w jakiejś przynajmniej szczątkowej rozsypce.
Wyglądał na kompletnie zaspanego. Włosy miał poplątane jak diabli, nie otworzył oczu zbyt szeroko, a teraz to je zamknął już zupełnie, bo wydawało mu się, że nie musiał mieć ich otwartych.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.