• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty

[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#13
23.11.2023, 18:59  ✶  

Wykorzystywała tę domniemaną obojętność wobec niego; gdy łzy zraszały rzęsy migotliwymi perłami, gdy wargi drżały, jakby widziała go po raz pierwszy i gdy pociągała nosem, zanosząc się płaczem. Wiedziała, że to na niego działa, a o ile Loretta była w nim rozkochana, tak była też wyrachowana i nijak nie umiała się oduczyć swoich sztuczek, którymi łamała serca młodzieńcom. Alex nie był jednak młodzieńcem; był dorosłym mężczyzną, który z jakiegoś niewiadomego powodu powierzył jej swoje serce na dłoni; i choć formalnie pozostawała w związku z Leandrem – wiedziała, kto był prawowitym właścicielem jej myśli i skłonnego do uniesień umysłu. Westchnięcia opadały całunem na jego oblicze, gdy tonęła w jego ramionach bez reszty – tak, jakby robiła to po raz pierwszy.

Oni cali byli jak po raz pierwszy.

Zderzenie z masywem jego chłodu było każdorazowo bolesne i raniło jej dłonie roztłuczonym odłamkami głębi lustra. Głównie wtedy zanosiła się płaczem, tylko po to, aby wyłuskać z niego chociaż fragment emocjonalności i o ile był, w opozycji do niej, pragmatyczny, wiedziała, że coś na jego sercu drżało, gdy kierowała rozgwieżdżone, wielkie tęczówki ku niemu. W gruncie rzeczy przecież, jego solidna fasada, którą utkał wokół siebie, opadała przy niej, jakby nigdy nie istniała; jakby byli ze sobą przez wieczność i jeden dzień dłużej.

Bo przecież nie mógł z nią wygrać, z jej drżącym ptaszęco głosem, rzęsistymi łzami, chuderlawymi ramionami i siateczką piegów pokrywającą oblicze. I dopiero, gdy jej dotykał, rozmiękała, upadała całą kaskadą własnej persony, oddając mu się za bezcen na zawsze, tak jakby jego miejscem przylegania były miękkie pośladki, w które wbijały się palce i łabędzia szyja – tak nieprzystępnie roznosząca woń bergamotek. Tylko jego wargi, gwałtownie dociskające się do jej, przypominały jej o tym, co jest rzeczywiste, a co pozostaje w sferze gęstej mżawki ułudy. A Loretta należała do tych schillerowskich marzycielek, które istniały głową powyżej masywu chmur – on z kolei, bardziej praktyczny aniżeli senny, ściągał ją na powierzchnię ziemi. Każdy cios przypominał o nieuchronności bytowania; każda gwałtowność sprowadzała ją do poziomu istnienia.

Oświadczał jej się przecież często, karmiąc niewymowną atencją, która mile pobudzała wybrzuszone ego; klękał przed nią, otulał łydki ramionami, całował dłonie – gdyby tylko zdawała sobie sprawę z tego, jak bezgranicznie kocha ją w tej całej absurdalnej grze, wzięłaby z nim ślub lata temu – przed Leandrem, przed tymi wszystkimi mężczyznami, którzy jej w żaden sposób nie imponowali, a z którymi była z poczucia zionącej, bezkresnej pustki. A jednak, każde spośród jego deklaracji zwalała na karb bycia pijanym tudzież naćpanym – nie potrafiła go brać na poważnie, gdy jego oczy przypominały pięciozłotówki.

Nie chciała się z nim kłócić równie mocno, co nie potrafiła zastać go spokojna. I choć sama nie była bez skazy, a pudrowanie noska stanowiło nieodłączny atrybut półświatka artystycznego, tej absurdalnej bohemy, nienawidziła go, gdy przychodził do niej pod wpływem – prawdopodobnie wtedy właśnie uderzał pięścią w jej drzwi całą noc i spał na wycieraczce tylko po to, aby zobaczyć ją rano. Jednak Alexander miał ten atrybut, że nawet smakując gorzałą, był absolutnym lepem na Lorettę, która niby mucha, każdorazowo się na niego natykała. Po prawdzie, jego słowa nie kłóćmy się rozjuszały ją jeszcze bardziej, podbijały bojowe nastawienie, sprawiały, że coś się w niej gotowało podskórnie. Chciała go udusić.

Jednak przede wszystkim, chciała go mieć dla siebie, nie musząc dzielić się nim z heroiną.

– Kocham cię – wydukała raz jeszcze, spomiędzy splecionych węzłem warg, które zadrżały pod naporem niewiadomych obaw, które gorały we wnętrzu.

Ból przecież czynił ich relację namacalną i faktyczną; tylko krzywdząc się nawzajem potrafili oprzeć się tej przedziwnej presji, którą kładły na nich dłonie społeczeństwa; napominała się o tym każdorazowo, gdy uderzała drobnymi pięściami w jego tors; gdy on zaciskał palce na jej szyi. Lubiła gdy bolało. Chciała, aby każda ich chwila przepełniona była tym patetycznym cierpieniem, bo tylko ono spuszczało nań niewiadome katharsis – prawdopodobnie dlatego tak miękko przechodzili od czułych pocałunków do wbijania paznokci w ciało, znacząc je bladymi półksiężycami.

Ich relacja była destrukcyjna; oni byli destrukcją samą w sobie.

Mroźny wiatr zaszczypał w policzki, barwiąc je kwiecistym rumieńcem; podmuchy szalały gdzieś między ogołoconymi z liści, masywnymi gałęziami, pergaminie gęstych traw, skuwając mroźnym, nocnym szronem nieomal wszystko. Ona jednak, zamiast zimna, czuła paraliżujący wręcz lęk i gdyby nie to, że Alexander wziął ją na ręce, najpewniej położyłaby się gdzieś w błocie czekając na rychłą śmierć – tak dalece hiperbolizowany był jej stan; nie chodziło o to, że go nie kochała; chodziło jedynie o strach, że to on kochać ją przestanie. Wiatr szalejący w bezkresie rozwiał jej ciemne pukle, czyniąc istną burzę i dopiero zapach, gdy znalazła się w jego ramionach, uwieszając ręce na szyi, ukoił zszargane niewiadomym nerwy.

A jednak się bała; w całej swojej lichej krasie, była dogłębnie przerażona, że to wszystko stało się tak rzeczywiste, tak namacalne, że niebawem będzie przysięgać przed bóstwami miłość i wierność, że sakramentalne „tak” zaznaczy jej palec obrączką, a ona przestanie być kobietą stanu wolnego. Odrobinę bała się przysięg i zobowiązań, jednocześnie jednak nie potrafiła sobie wyobrazić nikogo innego, komu chciałaby ślubować.

Tonąc nieomal w jego płaszczu, zacisnęła palce mocniej na jego karku, gdy przeprowadził ją przez próg jednej z przyczep.

Girlandy wyściełające podszycie; ona skąpana w śnieżnej bieli koronki, jeszcze z płaszczem zwisającym z ramion, nieomal do samej ziemi – magia atmosfery opiewała niesamowitością wszechrzecz, tak jakby ta jedna noc była im przeznaczona od dawien; walentynkowe płatki śniegu oprószające londyński bruk zlało się w mętną całość z błotem – lampiony jednak, z których wątły poblask ocieplał całokształt wozów, czyniły miejsce wyjątkowym; zupełnie jakby przez szafę trafili do Narni.

Już stojąc na kobiercu, już nieomal będąc jego na wieczność i na zawsze, skierowała zlęknione, przestraszone do żywego spojrzenie na Alexandra. Wypuściła z ust powoli powietrze, splatając ich dłonie ze sobą. Potrzebowała teraz tego jednego spojrzenia, które każdorazowo zmiękczało jej buńczuczną duszę; które uświadamiały ją, że go kocha absolutnie.

Chwyciwszy sztylet, drasnęła nim swoje wnętrze dłoni, pozwalając mu wezbrać kroplami krwi. Gdy ciemna ciecz poczęła płynąć, wzięła jego rękę, podając mu własną, dając posoce zmieszać się ze sobą – dopiero wtedy ujęła jego dłoń i zlizała wymieszaną krew. Musiał być świadom, jak halucynogenna jest jej krew; miała uczynić w jego umyśle nieprzytomnie i bajkowo.

Wzięła głęboki wdech, wzbierając te wszystkie słowa, które chciała mu powiedzieć.

– Kocham cię. Absurdalnie mocno cię kocham – myślę, że to dobry początek – zaczęła drżącym głosem. – Przepraszam, za te wszystkie razy, gdy cię raniłam – byłam samolubna i egoistyczna i sama nie wiem, czemu miałam takie pstro w głowie. Wiem jednak, że jesteś jedynym, przed którym udało mi się otworzyć, że nie muszę przybierać tej fasady radości, bo znasz mnie tak, jak nikt mnie nie poznał – ciągnęła, a w oczach zaszkliły się łzy. – Ślubuję ci miłość. Będę kochać cię szalenie, więc proszę, pokochaj też mnie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (7277), Loretta Lestrange (7561)




Wiadomości w tym wątku
[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 15.10.2023, 22:16
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 22.10.2023, 22:01
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 23.10.2023, 18:53
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 09.11.2023, 08:24
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 09.11.2023, 21:41
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 11.11.2023, 21:00
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 11.11.2023, 22:28
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 14.11.2023, 15:54
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 14.11.2023, 16:58
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 17.11.2023, 13:38
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 17.11.2023, 19:04
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 20.11.2023, 11:16
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 23.11.2023, 18:59
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 29.11.2023, 13:24
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 30.11.2023, 19:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa