24.11.2023, 21:56 ✶
Uśmiechnął się kącikiem ust na ten oczywisty przytyk.
- Co innego usłyszałem z jego ust - odparował krótko, a w jego oczach błysnęły wyzywające iskierki. Mimo iż był młody, dużo młodszy od Nicholasa, to wcale nie oznaczało, że był głupi. Chciał zaznaczyć swoją pozycję, choć nie robił tego w irytująco dominujący sposób. Iskierki wyzwania jak szybko się zapaliły, tak zgasły. Rodolphus nie był nawet świadom tego, że się pojawiły - do perfekcji opanował ukrywanie swoich intencji, chociaż czasem, tak jak teraz, wychodziły na wierzch. Lestrange odchrząknął i poprawił się na krześle. - Dziękuję. Odzyskanie badań jest niemożliwe, a przeprowadzenie ich mocno spowolni nie tylko moją pracę, a moich kolegów.
Gdyby mógł, toby ziewnął. Koledzy - niełatwo przychodziły mu te słowa przez gardło, ale nie miał wyboru. Pracownicy departamentu nie byli dla niego nikim bliskim, ale nie byli też osobami całkowicie obcymi. Inne określenie nie przychodziło mu do głowy, więc posiłkował się tym.
Faktem, że Rodolphus potrzebował badań nie tylko do oficjalnej części, nie zamierzał się dzielić. W końcu nie skłamał Yaxleyowi - starsi pracownicy zrobili okropny bałagan. Pierwsze pół roku spędził na porządkowaniu materiałów i przepisywaniu ich. Ćwiczył cierpliwość, której miał aż nadto, ale trzeba było przyznać, że jego mania na punkcie porządku była tym, na czym najłatwiej mu było się wyłożyć. Gdy jednak osiągnął jako taką harmonię, mógł przejść do kolejnych etapów - ten, kolejny z wielu, nadszedł właśnie teraz.
Uważnie obserwował Nicholasa, kulturalnie jednak odwracając wzrok, gdy sięgał do szafy, żeby Yaxley nie pomyślał, że Rolph patrzy mu na ręce. Nie miał powodu, by to robić, a i głupi nie był na tyle, by drażnić osobę, która miała mu pomóc. Teraz i być może w przyszłości. Gdy Nicholas wrócił do biurka i podał mu teczkę, Rolph przekartkował ją na szybko.
- Cieszę się, że w Departamencie są inne osoby, które dbają o porządek - mruknął znad teczki, skupiając się na wertowaniu liter. Różne kształty, kompletnie inne pismo... Jedno bardziej niechlujne, drugie niemal kaligraficzne. Ale nie będzie miał problemu z odczytaniem wszystkiego. - Na kiedy ich potrzebujesz z powrotem? Zajmę się kopiowaniem priorytetowo.
Nie miał zamiaru przetrzymywać dokumentów dłużej, niż to było konieczne. Sam nie lubił, gdy ktoś to robił. Szanował pracę innych, zwłaszcza taką, która była ważna dla niego i dla całej sprawy.
- Co innego usłyszałem z jego ust - odparował krótko, a w jego oczach błysnęły wyzywające iskierki. Mimo iż był młody, dużo młodszy od Nicholasa, to wcale nie oznaczało, że był głupi. Chciał zaznaczyć swoją pozycję, choć nie robił tego w irytująco dominujący sposób. Iskierki wyzwania jak szybko się zapaliły, tak zgasły. Rodolphus nie był nawet świadom tego, że się pojawiły - do perfekcji opanował ukrywanie swoich intencji, chociaż czasem, tak jak teraz, wychodziły na wierzch. Lestrange odchrząknął i poprawił się na krześle. - Dziękuję. Odzyskanie badań jest niemożliwe, a przeprowadzenie ich mocno spowolni nie tylko moją pracę, a moich kolegów.
Gdyby mógł, toby ziewnął. Koledzy - niełatwo przychodziły mu te słowa przez gardło, ale nie miał wyboru. Pracownicy departamentu nie byli dla niego nikim bliskim, ale nie byli też osobami całkowicie obcymi. Inne określenie nie przychodziło mu do głowy, więc posiłkował się tym.
Faktem, że Rodolphus potrzebował badań nie tylko do oficjalnej części, nie zamierzał się dzielić. W końcu nie skłamał Yaxleyowi - starsi pracownicy zrobili okropny bałagan. Pierwsze pół roku spędził na porządkowaniu materiałów i przepisywaniu ich. Ćwiczył cierpliwość, której miał aż nadto, ale trzeba było przyznać, że jego mania na punkcie porządku była tym, na czym najłatwiej mu było się wyłożyć. Gdy jednak osiągnął jako taką harmonię, mógł przejść do kolejnych etapów - ten, kolejny z wielu, nadszedł właśnie teraz.
Uważnie obserwował Nicholasa, kulturalnie jednak odwracając wzrok, gdy sięgał do szafy, żeby Yaxley nie pomyślał, że Rolph patrzy mu na ręce. Nie miał powodu, by to robić, a i głupi nie był na tyle, by drażnić osobę, która miała mu pomóc. Teraz i być może w przyszłości. Gdy Nicholas wrócił do biurka i podał mu teczkę, Rolph przekartkował ją na szybko.
- Cieszę się, że w Departamencie są inne osoby, które dbają o porządek - mruknął znad teczki, skupiając się na wertowaniu liter. Różne kształty, kompletnie inne pismo... Jedno bardziej niechlujne, drugie niemal kaligraficzne. Ale nie będzie miał problemu z odczytaniem wszystkiego. - Na kiedy ich potrzebujesz z powrotem? Zajmę się kopiowaniem priorytetowo.
Nie miał zamiaru przetrzymywać dokumentów dłużej, niż to było konieczne. Sam nie lubił, gdy ktoś to robił. Szanował pracę innych, zwłaszcza taką, która była ważna dla niego i dla całej sprawy.