24.11.2023, 23:33 ✶
Flynn po prostu odpływał. Był zbyt leniwy na to, żeby się po takim „wysiłku” nie wymęczyć przeokrutnie (nawet jeżeli dla reszty rodziny to był po prostu kolejny wtorek), więc teraz leżał taki zmarnowany i wymięty jak porzucona obok łóżka koszula. Na wpół przytomny odpowiedział krótkie:
- Mhm.
Chciał jakoś dać znać, że go jeszcze słucha. Coś tam do niego dotarło, że to Al go obudził, ale jakie to miało znaczenie, skoro mogli zasnąć znowu? I zasnąłby na pewno, był kilka sekund od tego, ale starszy Bell nie chciał mu na to pozwolić. Czasami pytania zadane szeptem brzmiały w głowie głośniej, niż gdyby je zadać normalnym tonem głosu. Flynn nie odkrył jeszcze, czy była to kwestia ciszy, jaka panowała w Fantasmagorii po tym jak zapadał zmrok (dla kogoś, kto dotychczas mieszkał w stolicy i to z ludźmi nieznającymi takiego pojęcia jak pora snu to było coś kompletnie dziwacznego), czy to głos Alexandra znowu wywoływał w nim te dreszcze, a może to wszystko przez to, że się tym tak emocjonował przez ostatni miesiąc... W każdym razie niezależnie od powodu ten szept po nim roszedł tak głośno, jakby go ktoś wypowiedział w takiej pustej kaplicy i każde słowo poniosło się po niej echem, odbijając od ścian i zamykając go w duszącym ucisku myśli, które próbował od siebie odgonić.
Niby mógł wciąż próbować zasnąć, ale zdążył już odetchnąć głośniej i poruszyć się nieznacznie, jakby go to poruszyło o wiele bardziej, niż powinno, skoro to był tylko sen.
- Kurwa... - Przekleństwo wypowiedziane tak zaspanym głosem wciąż brzmiało bardziej jak majaki, niż coś wypowiedziane przez trzeźwego człowieka. Zdawał sobie z tego sprawę, więc zanim poruszył temat zbliżającej się niechybnie, dłuższej nieobecności, potarł oczy i dał sobie kilka sekund na to, żeby chociaż trochę powrócić do grona nieśpiących. - Daj mi chwilę.
Jak wreszcie oprzytomniał, wciąż mówił cicho, ale to już przez wzgląd na jego charakter i to, że mu to niejako narzucała późna pora. Nie patrzył na niego wciąż - zamiast nawiązać kontakt wzrokowy, wolał go opleść rękoma i zbliżyć do siebie bardziej.
- Tylko nie denerwuj się, proszę, bo to nie jest nic takiego... - Zaczął w najgorszy z możliwych sposobów, w ten od razu kuszący do czarnowidztwa, bo kto rozumny by kogoś uspokajał gdyby nic złego się nie działo. - Będę musiał na trochę zniknąć, Al. Nie wiem, ile mi to dokładnie zajmie, ale mogę nie wrócić na któryś z sierpniowych występów.
- Mhm.
Chciał jakoś dać znać, że go jeszcze słucha. Coś tam do niego dotarło, że to Al go obudził, ale jakie to miało znaczenie, skoro mogli zasnąć znowu? I zasnąłby na pewno, był kilka sekund od tego, ale starszy Bell nie chciał mu na to pozwolić. Czasami pytania zadane szeptem brzmiały w głowie głośniej, niż gdyby je zadać normalnym tonem głosu. Flynn nie odkrył jeszcze, czy była to kwestia ciszy, jaka panowała w Fantasmagorii po tym jak zapadał zmrok (dla kogoś, kto dotychczas mieszkał w stolicy i to z ludźmi nieznającymi takiego pojęcia jak pora snu to było coś kompletnie dziwacznego), czy to głos Alexandra znowu wywoływał w nim te dreszcze, a może to wszystko przez to, że się tym tak emocjonował przez ostatni miesiąc... W każdym razie niezależnie od powodu ten szept po nim roszedł tak głośno, jakby go ktoś wypowiedział w takiej pustej kaplicy i każde słowo poniosło się po niej echem, odbijając od ścian i zamykając go w duszącym ucisku myśli, które próbował od siebie odgonić.
Niby mógł wciąż próbować zasnąć, ale zdążył już odetchnąć głośniej i poruszyć się nieznacznie, jakby go to poruszyło o wiele bardziej, niż powinno, skoro to był tylko sen.
- Kurwa... - Przekleństwo wypowiedziane tak zaspanym głosem wciąż brzmiało bardziej jak majaki, niż coś wypowiedziane przez trzeźwego człowieka. Zdawał sobie z tego sprawę, więc zanim poruszył temat zbliżającej się niechybnie, dłuższej nieobecności, potarł oczy i dał sobie kilka sekund na to, żeby chociaż trochę powrócić do grona nieśpiących. - Daj mi chwilę.
Jak wreszcie oprzytomniał, wciąż mówił cicho, ale to już przez wzgląd na jego charakter i to, że mu to niejako narzucała późna pora. Nie patrzył na niego wciąż - zamiast nawiązać kontakt wzrokowy, wolał go opleść rękoma i zbliżyć do siebie bardziej.
- Tylko nie denerwuj się, proszę, bo to nie jest nic takiego... - Zaczął w najgorszy z możliwych sposobów, w ten od razu kuszący do czarnowidztwa, bo kto rozumny by kogoś uspokajał gdyby nic złego się nie działo. - Będę musiał na trochę zniknąć, Al. Nie wiem, ile mi to dokładnie zajmie, ale mogę nie wrócić na któryś z sierpniowych występów.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.