— Tak towarzyskich i pomocnych. Zaoszczędziłbym na chusteczkach. — Odpowiedział z wyraźnym rozbawieniem, które pobrzmiewało w jego głosie. W tym momencie oczywiście żartował. Nawet dla niego to było obrzydliwe i wolałby tego nie doświadczyć. Starał się zareagować, przestrzec swoją przyjaciółkę jednak stało się.
— Jestem Leon. — Podanie zdrobnienia swojego imienia, którym posługiwał się na co dzień, znacząco ułatwi hodowcy komunikowanie się z nim. Swoje pełne imię postrzegał jako zbyt pompatyczne. Dostrzegł w spojrzeniu swojej przyjaciółki mieszaninę podziwu i rozbawienia. Było to bardzo miłe być przez moment podziwianym przez kogoś, zwłaszcza przez ładną dziewczynę. Poczuł się mile połechtany. Posiadał wiedzę teoretyczną z wielu dziedzin, jednak nie wiedział wszystkiego. Zgłębienie całej wiedzy tego świata nie było możliwe.
— Można je przed tym jakoś powstrzymać? Wystarczy zamykać drzwi do łazienki czy nawet one ich nie powstrzymają? — Zapytał opiekuna tych uroczych stworzeń, który z pewnością musiał wiedzieć jak temu zapobiec. Było to istotne z tego względu, że chciał mieć takie zwierzątko. Zdobyte podczas tego spotkania z hodowcą informacje pozwolą mu się dobrze opiekować takim magicznym stworzeniem. — Nie miałbym serca zamknąć takiego zwierzaka w klatce na całe dnie, choć oczywiście dobrze ją posiadać... na wszelki wypadek, jak pan twierdzi. — Doskonale wiedział, że hodowle rządziły się swoimi prawami, jedynie mówił za siebie. Chciał wierzyć, że hodowca, z którym mają do czynienia, dba o dobrostan pufków zamiast troszczyć się wyłącznie o swój trzos.
Zachęcony gestem podążył za hodowcą. Po przekroczeniu progu przybudówki uderzył go w nozdrza ten charakterystyczny zapach: mokrego futerka, trocin i piżma. Stracił na znaczeniu, gdy jego uszu dobiegł ten słodki odgłos, świergotanie i piski. Rozglądając się po tym pomieszczeniu spoglądał na te boksy i przykryte kocami klatki.
— Jak wyglądają nowonarodzone pufki? Nie będziemy im przeszkadzać. — Zapytał hodowcę, który z pewnością posiadał taką wiedzę i był w stanie opisać młode pufki. Nie chciał denerwować tych stworzeń i stać się przyczyną takiej tragedii, dlatego nie nalegał na pokazanie ich. — Dokładnie jak szybko? Ile rodzi się młodych w jednym miocie? — Zadał mężczyźnie kolejne pytania.
Nie spodziewał się tego, że po otwarciu drzwi całe stado pufków wystrzeli ze swojego boksu i częściowo popędzi do zamkniętej na kłódkę łazienki. Zamkniętej na kłódkę. Oderwał od nich spojrzenie, czując jak po jego spodniach wspina się jeden pufek. Uroczy, różowy i całkiem duży, jak na swój gatunek. Czym cię karmili? Zaśmiał się w momencie, jak został strzelony językiem w policzek.
— To może zabiorę ją ze sobą. — Stwierdził niefrasobliwie, czasem cicho chichocząc kiedy języczek, nosek i futerko tego pufka łaskotało skórę jego twarzy. — Wydaje mi się, że masz adoratora. — Dodał ostrożnie ujmując pufka w obie dłonie.