Jackie cieszyła się, że spotkała drugą czarownicę, równie zainteresowaną magicznymi stworzeniami co ona. Jeszcze bardziej cieszyła się z tego, że znała odpowiedzi na pytania postawione przez Olivię. Nie była ekspertem w swojej dziedzinie, jeśli chodzi o studiowanie hipogryfów, wciąż stawiała dopiero pierwsze korki, więc tym bardziej czuła się mile połechtana kiedy mogła z pewnym autorytetem wypowiedzieć się w tym temacie.
- Tak naprawdę są ośrodki, które się tym zajmują, ale wymagana jest licencja Ministerstwa, zachowanie odpowiednich procedur a nawet wtedy szansa powodzenia jest bardzo niska. - odpowiedziała. To akurat wiedziała też dlatego, że sama miała nadzieję kiedyś w takim miejscu podjąć pracę. Potencjalna użyteczność hipogryfów była niezaprzeczalna i gdyby tylko udało się wprowadzić odnoszący sukcesy plan hodowlany, można byłoby chociażby używać ich jako czegoś w rodzaju mugolskiej policji konnej. Tyle, że latającej.
Jackie z kolei niewiele wiedziała o polityce, więc informacja o tym, że Minister Magii podobno był niewiernym rogaczem była dla niej nowa. Możliwe, że nie dlatego, że nie natrafiła jeszcze na nią nigdzie, ale po prostu dlatego, że nie uznała jej za na tyle istotną by ją w ogóle zapamiętać.
- Jej, jeśli to prawda, to naprawdę szkoda mi jego żony. Chociaż jeśli chodzi o magiczne stworzenia, to miał naprawdę liberalne podejście. Myślałam, że jego rządy przyniosą w tej kwestii jakieś pozytywne zmiany. To jak działa Biuro Kontroli Wilkołaków, to archaizm. - nie pracowała tam długo, ale dopiero dość niedawno z pracy zrezygnowała, więc nadal miała świeżo w pamięci wszystkie bezsensowne regulacje i niepotrzebne papiery, które trzeba było wypełniać.
Nie skomentowała dywagacji o chorobie, zamiast tego decydując się na wypicie nieco swojego kremowego piwa i pozwalając Olivii kontynuować. Mogła tylko pomyśleć, że jej własna choroba, choć nie do końca "nieznana", to byłą tak rzadka że nie istniały nawet żadne przepisy w Ministerstwie, które by regulowały jej posiadaczy ani badania nad jej wyleczeniem. Co prawda była to bardziej klątwa niż choroba, ale w magicznym świecie te dwa pojęcia nie leżały od siebie aż tak daleko.
W odpowiedzi na pytanie Olivii, barman pokręcił głową.
- Ni bardzo... Ale sprowdzę. - dodał, po czym znów wycofał się i zniknął za drzwiami na zaplecze, pozostawiając dwie kobiety same sobie.