Przedstawiając sprawę próby zabójstwa na nieznanej im kobiecie, Laurence także obserwował Chestera, zauważając zmianę w jego mimice twarzy, która świadczyłaby, że czegoś nie zrobili. Zapomnieli? Przypomniał im o tym, w swojej wypowiedzi. Sytuacja była nagła, gdzie zagrażało jej życie. Jednakże Aurora na ulicach w Dolinie Godryka, który mógłby być w pobliżu, nie dostrzegli. Przynajmniej Laurence, nie miał tego szczęścia widzieć, czy ktoś patrolował to miejsce. Czy ze względu na ostatnie wydarzenia, nie mieli bardziej czuwać nad miejscem, w którym w ostatnim czasie doszło do tragedii? Czy może za mało mają aurorów lub BUMowców?
Rodolphus przedstawił od siebie kolejne wersje zdarzenia, co było, czego nie było i w skrócie jak przebiegło całe zdarzenie.
Kiedy padło pytanie o wezwanie kogokolwiek z Departamentu Przestrzegania Prawa, Laurence położył dłonie na swoich biodrach i z westchnięciem spojrzał na kuzyna. Oczywiście, że nie wezwali. A tym samym nie zrobił tego na pewno młodszy Lestrange. Laurence dobrze pamiętał, co widział, gdy zajrzał do środka. Rodolphus pod takim względem okoliczności może być podejrzanym, jako jedyny przebywający w zaułku alei i przyglądający się rannej. Na kuzyna spojrzał jedynie krótko, po czym znów na Rookwooda, aby wyjaśnić brak wezwania jakiegokolwiek Aurora. Warto zaznaczyć, że oba departamenty działały na innych zasadach. O ile Laurence wiedział, że to należy uczynić, tak jednak w sytuacji jakiej się znalazł, nie dopilnował tego. Najważniejsze, że uratował życie kobiety, zebrali z kuzynem jej rzeczy mogące posłużyć za dowody. Przyszli od razu do Departamentu Przestrzegania Prawa zgłosić sprawę. Nie czekali nie wiadomo ile czasu. A miejsce można zdążyć jeszcze zabezpieczyć.
- Sytuacja wymagała pilnego udzielenia pomocy, gdyż kobieta poważnie krwawiła. Do przesłuchania potrzebujemy żywej, nie martwej. Rodolphus na moją prośbę, szukał pomocy, aby ktokolwiek zabrał ją do kliniki i to w trybie pilnym. Druga sprawa. W okolicy nie spotkałem żadnego patrolu aurorskiego czy BUMu. Nie mam pojęcia, czy macie tam wyznaczony grafik patroli. Narzędzia zbrodni na miejscu nie widziałem.Odpowiedział dość poważnie, ale też z zapewnieniem, że nie kłamie. Laurence zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji i nie zamierzał w żaden sposób utrudniać dochodzenia.
Na prośbę o oddanie dowodów Chesterowi, to już należało do Rodophusa, który oczywiście uczynił to. Im dalej od tej sprawy, tym dla nich lepiej. Choć nie do końca. Właśnie Chester nadał im status świadków. Wspaniale.
- Nie mam pojęcia, czy ktokolwiek ją widział przed nami. Skoro nie udzielono jej pomocy. Gapie pojawili się w momencie potrzeby przetransportowania jej do kliniki. Kilkoro mieszkańców znam, bo tam mieszkam. Spiszę nazwiska. Rodolphus pójdzie z Tobą.
Tutaj Laurence spojrzał na kuzyna, czy się na to zgadza. Miał pecha, że akurat tak się zjawił w niewłaściwym miejscu i czasie. Dzień wolny miał widocznie pełen atrakcji. Nieplanowanej. Jeżeli nie mógłby, to wtedy będzie Laurence musiał to zrobić, ale dopiero jak zrealizuje swoje zadanie, które przedstawił w następnym wyjaśnieniu.
- Im szybciej tam zaraz się udacie, to zdążysz zabezpieczyć miejsce zbrodni.
Tutaj zwrócił się już do Chestera, jak i w kolejnych słowach.
- Wyślę uzdrowiciela do kliniki, aby miał oko na ranną. Ze względu na jej stan krytyczny, tak szybko możesz nie mieć możliwości jej przesłuchać. Miej to na uwadze.
Wyjaśnił. Dzisiaj nie uda się z nią porozmawiać. Medycyna mugolska się nieco różniła od czarodziejskiego uzdrowicielstwa.
W razie potrzebnych więcej informacji, Laurence pozwolił sobie za zgodą Chestera, wziąć kartkę z jego biurka i pióro, aby zapisać mu adres miejsca zbrodni, oraz nazwę kliniki w Dolinie Godryka. Jako że to jest małe miasteczko, taka klinika szpitalna mogła być tylko jedna. Rodolphus mógł dodać od siebie coś jeszcze w tej sprawie, jeżeli chciał.
Przy całej rozmownie, Laurence zachowywał cierpliwość, spokój i opanowanie. Nie zdradzał po sobie niczego, co by miało wskazywać w nim podejrzanego.