16.11.2022, 22:24 ✶
Daisy przesuwała okiem obiektywu po Faye Longbottom, jednocześnie wsłuchując się w słowa wypowiadane ze sceny przez Brennę Longbottom. Musiała robić zdjęcia osobom, które wygrywały poszczególne licytacje. I pewnie tylko dlatego, zamiast robić piętnaste zdjęcie Faye, zainteresowała się pokazującą środkowy palec Heather Wood.
Zacmokała zadowolona z ujęcia, na którym doskonale udało jej się uwiecznić ten moment. W myślach już zastanawiała się nad odpowiednim tytułem dla tej farsy. A potem zamarła, gdy usłyszała o licytowaniu kolacji z Erikiem Longbottomem i pojęła, że bogaci, czystokrwiści czarodzieje naprawdę gotowi byli wydać jednorazowo równowartość fortuny za tę (najwidoczniej) niekłamaną przyjemność.
- Że też on się w ogóle na to zgodził – wymamrotała pod nosem. Bo tak naprawdę było w tej licytacji coś takiego, co w jakiś sposób ją zmroziło. A Daisy niewiele rzeczy naprawdę mroziło. Wiedziała tylko, że gdyby na licytację wystawiono kolację z Faye, wbiegałaby w tym momencie na scenę by wydrapać Brennie oczy z wściekłości.
Zaraz, musiała dobrze zapamiętać kto licytował Erika Longbottoma. Właścicielka kasyna nawet ją nie zaskoczyła. Elliot Malfoy może trochę bardziej – głównie ze względu na to, że nie spodziewała się go (tak szybko po śmierci żony) zobaczyć na czymś tak wystawnym jak bal. Eunice? I jej mąż? Siostra Malfoya? Właścicielka tej nowej piekarni?
Daisy przeszło przez myśl, że tu rozgrywały się jakieś dziwaczne gry, które jej w jakiś sposób umykały. Albo bogaci czarodzieje byli, po prostu, zdrowo pokurwieni.
Na Atreusa zwróciła uwagę dopiero w chwili, w której ten się do niej odezwał. Podniosła głowę i spojrzała na niego z uwagą a potem kiwnęła głową. O tak, Faye była nawet więcej niż fascynująca. Była doskonała.
- Jestem dziennikarką „Czarownicy” i „Proroka Codziennego” – pokazała mu wiszącą na smyczy akredytację. – Pewnie, że chciałabym z nią porozmawiać. Czytelnicy byliby zachwyceni, gdyby udało mi się przeprowadzić z nią, choćby malutki, wywiad – wyrzuciła z siebie, uśmiechając się szeroko.
Ciągle jednak, bardziej z dziennikarskiego musu niż faktycznego zaaferowania, interesowała się licytacją kolacji z Erikiem Longbottomem.
Zacmokała zadowolona z ujęcia, na którym doskonale udało jej się uwiecznić ten moment. W myślach już zastanawiała się nad odpowiednim tytułem dla tej farsy. A potem zamarła, gdy usłyszała o licytowaniu kolacji z Erikiem Longbottomem i pojęła, że bogaci, czystokrwiści czarodzieje naprawdę gotowi byli wydać jednorazowo równowartość fortuny za tę (najwidoczniej) niekłamaną przyjemność.
- Że też on się w ogóle na to zgodził – wymamrotała pod nosem. Bo tak naprawdę było w tej licytacji coś takiego, co w jakiś sposób ją zmroziło. A Daisy niewiele rzeczy naprawdę mroziło. Wiedziała tylko, że gdyby na licytację wystawiono kolację z Faye, wbiegałaby w tym momencie na scenę by wydrapać Brennie oczy z wściekłości.
Zaraz, musiała dobrze zapamiętać kto licytował Erika Longbottoma. Właścicielka kasyna nawet ją nie zaskoczyła. Elliot Malfoy może trochę bardziej – głównie ze względu na to, że nie spodziewała się go (tak szybko po śmierci żony) zobaczyć na czymś tak wystawnym jak bal. Eunice? I jej mąż? Siostra Malfoya? Właścicielka tej nowej piekarni?
Daisy przeszło przez myśl, że tu rozgrywały się jakieś dziwaczne gry, które jej w jakiś sposób umykały. Albo bogaci czarodzieje byli, po prostu, zdrowo pokurwieni.
Na Atreusa zwróciła uwagę dopiero w chwili, w której ten się do niej odezwał. Podniosła głowę i spojrzała na niego z uwagą a potem kiwnęła głową. O tak, Faye była nawet więcej niż fascynująca. Była doskonała.
- Jestem dziennikarką „Czarownicy” i „Proroka Codziennego” – pokazała mu wiszącą na smyczy akredytację. – Pewnie, że chciałabym z nią porozmawiać. Czytelnicy byliby zachwyceni, gdyby udało mi się przeprowadzić z nią, choćby malutki, wywiad – wyrzuciła z siebie, uśmiechając się szeroko.
Ciągle jednak, bardziej z dziennikarskiego musu niż faktycznego zaaferowania, interesowała się licytacją kolacji z Erikiem Longbottomem.