Może i było ciemno, warunki nie należały do najłatwiejszych, sokole oko Heather Wood jednak nie zawodziło. Lata gry w quidditcha robiły swoje. Jako szukająca musiała zawsze wypatrywać złotego znicza, tak, aby nikt jej nie uprzedził. Nie miała więc problemu, żeby po ciemku zauważyć przez okno nieproszonych gości.
Wychyliła się przez framugę, dostrzegła czerwony błysk. Ktoś musiał ich tutaj znaleźć. Miała nadzieję, że Cain był cały i że to on powoli pozbywał się przeciwników.
- Mamy towarzystwo. - Powiedziała do reszty, żeby wiedzieli, że nie są bezpieczni. Musieli mu pomóc, w końcu kto wiedział ile osób znajdowało się na zewnątrz? To były tylko domysły.
Jako, że Ruda nie należała do tych osób, które zbyt wiele myślały, tylko stawiały na czyny, to zrobiła to, co umiała najlepiej. Wyskoczyła przez okno, żeby znaleźć się jak najszybciej w ogródku.
Przecież nie będzie atakować tych ludzi przez okno, to nie miałoby sensu. Gdy znalazła się na trawie sięgnęła po różdżkę. Chciała zaatakować mężczyzn, którzy pojawili się w okolicy.
Rozejrzała się uważnie i machnęła różdżką, nie miała zamiaru nikogo zabijać, ważne było, żeby mogli dowiedzieć się, kto to był, złapać ich i dostarczyć do Azkabanu. Szepnęła cicho i mruknęła pod nosem zaklęcie, które miało wyczarować sznury, które spętają mężczyznę, który stał najbliżej.
kształtowanie - sznury
Slaby sukces...
Sukces!