Norka oderwała się znad blatu i przeniosła wzrok na drzwi. Już za chwilę powinien się w nich pojawić jej brat. Wierzyła w to, że bardzo dobrze będzie wiedział, gdzie ją znaleźć. To nie było wcale takie trudne, jakby się mogło wydawać.
Oczywiście znalazł się w kuchni chwilę później, tyle, że nie do końca jej wszystko pasowało w jego aparycji. Miała wrażenie, że coś go zmartwiło, tyle, że nie umiała jeszcze odczytać, co właściwie się wydarzyło. - Ja chyba bym nie chciała, jeszcze by mnie zjadł. - Nigdy nie należała do szczególnie odważnych osób, nie powinno więc to w żaden sposób zdziwić Thomasa. Zdecydowanie lepiej czuła się wśród garnków i patelni, taki już to był typ człowieka.
Sięgnęła po gazetę, którą wyciągnął w jej kierunku. Szybko rzuciła wzorkiem na artykuł, który jej pokazał. Wiedziała, że dzieje się źle. Jeśli chciał odczytać coś z jej twarzy, to nie było to wcale takie proste, bo wydawało się, że bardzo spokojnie przyswoiła te informacje. Przeniosła wzrok na brata, wydawał się być zdecydowanie dużo bardziej zaaferowany całą sprawą. Tyle, że Norka wiedziała już co robić, trafiła na odpowiednich ludzi. Nie poddadzą się bez walki - to było pewne. Nie miała zamiaru uciekać, nie chciała opuszczać miejsca swojego życia przez to, że jakiś pajac wymyślił sobie, że przejmie władzę w świecie, w którym żyli. - Wiem Thomas, słyszałam o tym wszystkim. - Odetchnęła głośno. Musiała się chyba podzielić z nim tym, co wiedziała, ufała mu jak nikomu innemu. - Udało mi się nawiązać kontakt z kimś, kto nie zamierza pozwolić na to, żeby oni przejęli władzę. - Wydawało się jej całkiem rozsądnym powiedzenie mu o tym wszystkim. - Może miałbyś ochotę ich wesprzeć? - Na pewno nadawał się do tego dużo bardziej od niej, bo ona przecież nie umiała walczyć, nie była wojownikiem, a marnym rzemieślnikiem, mimo wszystko zamierzała się zaangażować.