Zdecydowanie lepiej było zachować trzeźwość umysłu, nigdy nie wiadomo, kiedy ich znak zapiecze, kiedy będą potrzebni Lordowi Voldemortowi. Bellatrix nie chciała go zawieść, nigdy. Nie, żeby wcześniej przepadała za używkami, nie ciągnęło jej nigdy jakoś specjalnie do takich rzeczy. Wolała mieć pełną władzę nad swoim ciałem i umysłem, szczególnie, że miała trochę rzeczy na sumieniu i wolała nie kusić losu.
W towarzystwie Rolpha mogła sobie pozwolić na więcej. Wiedziała, że jest przy nim bezpieczna, że nie przydarzy się jej nic złego, dlatego też nie miała oporu przed tym, aby napić się tego wina. Zresztą taka ilość od czasu do czasu była nawet wskazana.
Nie do końca go dzisiaj poznawała. Chyba nie zdarzyło jej się go jeszcze widzieć w takim stanie. To, co zobaczyła musiało naprawdę mu ciążyć, inaczej przecież tak by się tym nie przejął.
Jej reakcją na jego dotyk był uśmiech. Lubiła czuć ciepło dłoni mężczyzny na swoim ciele. Przywykła już do tego, a nawet zaczęła czerpać przyjemność z tej bliskości.
Doceniała jego troskę, miała jednak wrażenie, że trochę za bardzo rozdmuchuje tę sprawę. Kto mogłby próbować wyciągnąć z niej te informacje? Nie sądziła, żeby znalazł się jakiś chętny do konfrontacji właśnie z jej osobą. - Nie martw się na zapas. - Nie wiedziała, w jaki inny sposób może uspokoić jego myśli. Rozumiała, że się lękał, że przez to ktoś mógłby się nią zainteresować, ale było to zupełnie niepotrzebne.
Upiła niewielki łyk wina z kieliszka, który wręczył jej Rolph, tak naprawdę to ledwo zanurzała w nim usta. Miała nadzieję, że wiedział co robił i z kim spiskował, Mulciberowie nie byli bowiem rodziną, której w pełni ufała.
- Czy były to owocne prace? - Właściwie temat wydawał się być dosyć mocno interesujący. Sama nie do końca zajmowała się podobną dziedziną, chętnie więc by posłuchała co nieco o tym, co udało mu się odkryć.
- Nie słyszałam, departament tajemnic nie jest mi specjalnie bliski. - Rzekła zgodnie z prawdą. Nie wychylała nosa spoza swojego departamentu, nie interesowały jej plotki. - Mam nadzieję, że nie jesteś od niego w żaden sposób zależny. - Spoważniała, kiedy wypowiedziała te słowa. Trixie uważała, że błędem było spoufalanie się z kimkolwiek spoza rodziny. Nie ufała praktycznie nikomu, bo wiedziała, że mogą chcieć skorzystać z okazji, aby im zaszkodzić.