Heather Wood pojawiła się w biurze BUM dopiero 01.06. Ostatni miesiąc strasznie jej się dłużył. Została położona w szpitalu, wiedziała, że słusznie, chociaż nie była specjalnie z tego powodu zadowolona. Nie umiała usiedzieć na dupie, także Mungo nie był dla niej atrakcyjnym miejscem. Szczególnie, że zdawała sobie sprawę, że po tym, co wydarzyło się podczas Beltane w miniesterstwie każde ręce gotowe do pracy będą bardzo potrzebne. Musiała jednak wyleczyć swoje wszystkie urazy, a było ich całkiem sporo. Oberwała bardzo dotkliwie podczas wydarzeń, które miały miejsce na polanie. Tak naprawdę niewiele z tego pamiętała. Dużo słyszała od innych, którzy byli obecni na miejscu. Niestety ona nie wytrzymała do końca i straciła przytomność, może nawet i było to dla niej lepsze, bo nie za bardzo pamiętała tego, że została zakopana żywcem w ziemi przez wichurę, która przeszkodziła im w walce z poplecznikami Voldemorta.
Tak naprawdę, to nie była aż tak do końca niezadowolona z tego, co jej się tam przytrafiło. Udało jej się uratować kapłana i innych cywilów, o czym opowiedziała już w przesłuchaniach, które miały miejsce. Dosyć drastyczne okazało się dla niej wyruszenie na pomoc Harper Moody, ale nie mogła jej zostawić, szczególnie, że o pomoc dla niej wołała koleżanka po fachu, która również była w okropnym stanie. Czy zrobiłaby coś inaczej, gdyby mogła cofnąć czas? Zapewne nie, nikt z jej bliskich nie umarł, wszystkim udało się przeżyć, wierzyła, że również dzięki temu, że zaangażowała się w walkę.
Nadal miała w sobie bardzo dużo energii i chęci do pracy. Przez trzy tygodnie rekonwalescencji pracowała bardzo mocno nad sprawnością swojego ciała, nie chciała, aby ją zawidoło, kiedy ponownie zacznie służbę. Musiała być pewna, że będzie w stanie walczyć z wrogiem.
Ten pierwszy czerwca był dla niej prawdziwym dniem dziecka. Pojawiła się u swojego przełożonego z wielkim kartonem pączków, aby osłodzić mu dzień. Miała nadzieję, że nie będzie zadawał jej kolejnych niewygodnych pytań, chociaż sama zaczęła się spowiadać wcześniej częstując Bonesa pączkiem, jeśli odmówił, to nalegała dopóki nie wziął chociaż jednego. Jeśli jednak tak się wydarzyło to opowiedziała mu wszystko, co pamiętała z najdrobniejszymi szczegółami. Zaczęła od tego, że ma się dobrze, że jest gotowa, aby wrócić do pracy. Później przeszła do opowiedzenia jeszcze raz wszystkiego, co przeżyła podczas Beltane. Nie ominęła takich szczegółów, jak to, że jej własna miotła strzeliła jej w czoło, że ci zamaskowani czarnoksiężnicy byli naprawdę potężni, że ogień szalał, później zaczął wiać bardzo silny wiatr, że walczyła ramię w ramię z Erikiem, który współpracował z nią perfekcyjnie. Udało im się przenieść cywili w bezpieczne miejsce, a później jeszcze tego kapłana, co miał podobną przypadłość do niej, tyle, że się palił zamiast zalewać wszystko wodą. Opowiadała całą historię bardzo rozemocjonowana, w końcu żyła tym przez ostatni miesiąc. Później przeszła do tej mniej przyjemniej części. Opowiedziała, że rzuciła zaklęciem w śmierciożercę, że udało jej się nawet trafić w maskę, że ona pękła, tyle, że nie zdążyła dojrzeć jego twarzy, a było ich dwóch, próbowali zabić Harper Moody, a ona nie mogła pozwolić na to, żeby pani Moody zginęła. Jakim byłaby funkcjonariuszem zostawiając swoich na śmierć? Później pojawiło się wsparcie, i ten wiatr, okropnie silny wiatr, który rzucał nią jak szmacianą lalką i tutaj opowieść się skończyła, bo ponoć straciła przytomność. Wspomniała o tym, że Brenna ratowała jej życie, próbując wydostać je z dołu, w którym zostały zakopane żywcem.
percepcja
Sukces!
[a]