27.11.2023, 15:32 ✶
Tradycyjnie sabatów oczekiwało się z niecierpliwością lub z zażenowaniem. Z niecierpliwością wyczekiwali ich ci, dla których koło roku było przyjemnym sposobem liczenia upływu czasu i fanatycy ozdobnych świeczek, z zażenowaniem - ci zirytowani wszystkim, co dawało innym szczęście (stanowili więcej niż połowę populacji Anglii). Nie potrzeba było ataku Śmierciożerców, żeby Ollivander wyłapywał w regularności wszelkich obchodów jakąś nutę irytacji w duszy otaczających go czarodziejów - chociażby w zeszłym roku, kiedy kupował na przecenie jabłka na Mabon, jakaś kobieta dostała dosłownego ataku paniki, kiedy zobaczyła, że obok ozdóbek na Samhain w Carkitt Market wystawiano już powoli bombki i składniki na masę piernikową, bo "przecież Yule jest za kilka miesięcy!! co oni wszyscy ochujeli??!!", ale nie, nie ochujeli przecież, po prostu piernik trzeba było przygotować dużo wcześniej i...
Czemu on w ogóle o tym myślał? Chciał najwyraźniej zabić zalążki stresu, kiedy idąc z córką przez wydeptaną ścieżkę, zobaczył rysujące się w oddali kamienie Stonehenge. Wyglądały inaczej niż w czasach jej młodości... wyjazd w te okolice wspólnie z jej matką należał do jednych z wyraźniejszych wspólnych wspomnień wakacyjnych w jego głowie, ale czy Septima to pamiętała? Była taka mała, ta malutka, że musiał ją podsadzić, żeby mogła rozejrzeć się wokół i obejrzeć kamienny krąg w całej jego okazałości.
- To pewnie nierozsądne, że tak myślę, ale trochę cieszy mnie ten tłum - powiedział niespodziewanie, widząc tłoczących się wokół czarodziejów. - Bałem się, że ludzie dadzą się im już kompletnie zastraszyć.
Staruszek nie krył oczywistej niechęci do popleczników Voldemorta. Mógł wyglądać jak z innej epoki i budować wokół siebie wrażenie kogoś, kto zatrzymał się w czasach, kiedy takie postulaty były jeszcze w modzie, ale każdy kto go przynajmniej odrobinę znał wiedział dobrze jak dumny był posiadania matki mugolki i w jak głębokim poważaniu miał takie dokumenty jak Skorowidz.
- Oooh, jest i Larry! - Rzucił, widząc rysującą się w oddali sylwetkę Selwyna. Momentalnie przyspieszył kroku, kierując ich tam, gdzie stał, zupełnie jakby miał zaraz odbiec z umówionego miejsca.
Czemu on w ogóle o tym myślał? Chciał najwyraźniej zabić zalążki stresu, kiedy idąc z córką przez wydeptaną ścieżkę, zobaczył rysujące się w oddali kamienie Stonehenge. Wyglądały inaczej niż w czasach jej młodości... wyjazd w te okolice wspólnie z jej matką należał do jednych z wyraźniejszych wspólnych wspomnień wakacyjnych w jego głowie, ale czy Septima to pamiętała? Była taka mała, ta malutka, że musiał ją podsadzić, żeby mogła rozejrzeć się wokół i obejrzeć kamienny krąg w całej jego okazałości.
- To pewnie nierozsądne, że tak myślę, ale trochę cieszy mnie ten tłum - powiedział niespodziewanie, widząc tłoczących się wokół czarodziejów. - Bałem się, że ludzie dadzą się im już kompletnie zastraszyć.
Staruszek nie krył oczywistej niechęci do popleczników Voldemorta. Mógł wyglądać jak z innej epoki i budować wokół siebie wrażenie kogoś, kto zatrzymał się w czasach, kiedy takie postulaty były jeszcze w modzie, ale każdy kto go przynajmniej odrobinę znał wiedział dobrze jak dumny był posiadania matki mugolki i w jak głębokim poważaniu miał takie dokumenty jak Skorowidz.
- Oooh, jest i Larry! - Rzucił, widząc rysującą się w oddali sylwetkę Selwyna. Momentalnie przyspieszył kroku, kierując ich tam, gdzie stał, zupełnie jakby miał zaraz odbiec z umówionego miejsca.
no rain,
no flowers.
no flowers.