27.11.2023, 18:15 ✶
W sercu nosiła zadumę, w duszy niepokój, a na wargach niezręczny, nieforemny uśmiech. Wspomnienia podobnych nocy wyprane były w barwach indygo; kojarzyły się z matczyną ciepłotą, skąpaną w klamrach rodzicielskiej bliskości. Wiatr porywał wtedy jej niesforne, potargane kosmyki, gdy na boso próbowała tańczyć wokół ogniska — do pląsów porywała wszystkich, krótkimi rączkami wymachując nieporadnie na wszystkie strony świata. Ale koniec końców zabawę przerywał łobuzerski brat wyrywający ją z melodyjnych swawoli. Ganiał strasząc poznajdowanymi stworzonkami, które same nie wybrały sobie losu upiornych szkaradników; wywracał i oblepiał włosy cukrową watą, której wyczesać nie potrafiły nawet najdroższe szczotki i zaklęcia. Jego śmiech, podobny bardziej do gardłowego rechotu, wciąż tam jeszcze tkwił. Słabł i zamierał, ale te radosne drobinki, którymi mieniło się jej serce, wciąż w niej siedziały.
Tych samych emocji, pod tym samym niebem, ale w innych szerokościach geograficznych, szukała na całym świecie. Pod pustynnym niebem, prześcieradłem gwiazd rozpostartym nad jej lichawym namiotem.
Nie wypędzono jej z domu siłą - nikt nie wypychał przez okno, nie ciągnął za włosy, ani nie dopuszczał się gróźb słownych. Z własnej, dobrowolnej woli chciała wybrać się na Lithę, poświęcając nawet sporo czasu, jak na siebie, na przygotowania. Wygładziła starannie włosy, powpinała w nie kwiatuszki, a na siebie przywdziała białą, letnią sukienką, którą najpewniej niedługo miała ubrudzić.
Z kolorowej, ciasno zwartej, niemalże tanecznej plejady wyłonili się z ojcem, w sercu przyszywając sobie łatę postaci przykrej i smętnej, choć dygające kąciki ust zdawały się wskazywać na coś zupełnie innego. Wstęga silnego ścisku zdawała się oplatać jej trzewia, gdy tylko w polu widzenia wyłoniły się przed nimi gromady szczebioczących ptaszynek, tęczowych, radosnych laleczek rozognionych wizją pogańskiej zabawy wyprawianej corocznie przez zakon Whitecroft. Wśród nich na pewno miała zobaczyć dzisiejszego dnia Sarę, ale o tym jeszcze nie chciała myśleć.
Chwilę potem wręczono jej wianek, któremu przyjrzała się niepewnie przez założeniem.
— Pewnie połowa z nich liczy na to, że coś się znów stanie — nie bała się powiedzieć tych słów na głos, lecz nie ciągnęła tematu. Ojciec zdawał się być już w pełni skupiony na przyjacielu, którego wyłapał wśród tłumu. Nie upodobała sobie jakoś szczególnie przybrania roli cholernego trzeciego koła u wozu, ale póki co nie widziała żadnego sensownego planu ucieczki.
!wianki
Tych samych emocji, pod tym samym niebem, ale w innych szerokościach geograficznych, szukała na całym świecie. Pod pustynnym niebem, prześcieradłem gwiazd rozpostartym nad jej lichawym namiotem.
Nie wypędzono jej z domu siłą - nikt nie wypychał przez okno, nie ciągnął za włosy, ani nie dopuszczał się gróźb słownych. Z własnej, dobrowolnej woli chciała wybrać się na Lithę, poświęcając nawet sporo czasu, jak na siebie, na przygotowania. Wygładziła starannie włosy, powpinała w nie kwiatuszki, a na siebie przywdziała białą, letnią sukienką, którą najpewniej niedługo miała ubrudzić.
Z kolorowej, ciasno zwartej, niemalże tanecznej plejady wyłonili się z ojcem, w sercu przyszywając sobie łatę postaci przykrej i smętnej, choć dygające kąciki ust zdawały się wskazywać na coś zupełnie innego. Wstęga silnego ścisku zdawała się oplatać jej trzewia, gdy tylko w polu widzenia wyłoniły się przed nimi gromady szczebioczących ptaszynek, tęczowych, radosnych laleczek rozognionych wizją pogańskiej zabawy wyprawianej corocznie przez zakon Whitecroft. Wśród nich na pewno miała zobaczyć dzisiejszego dnia Sarę, ale o tym jeszcze nie chciała myśleć.
Chwilę potem wręczono jej wianek, któremu przyjrzała się niepewnie przez założeniem.
— Pewnie połowa z nich liczy na to, że coś się znów stanie — nie bała się powiedzieć tych słów na głos, lecz nie ciągnęła tematu. Ojciec zdawał się być już w pełni skupiony na przyjacielu, którego wyłapał wśród tłumu. Nie upodobała sobie jakoś szczególnie przybrania roli cholernego trzeciego koła u wozu, ale póki co nie widziała żadnego sensownego planu ucieczki.
!wianki