Elaine ucieszyła się, że wybiera się na Lithe właśnie z Felixem. Uwielbiała z nim spędzać czas, był to zawsze przyjemny i odpowiedni partner do psocenia oraz nie nudzenia się. Sama Elaine lubiła Lithe, lubiła lato i uwielbiała kwiaty. Sama zawsze miała na tę porę roku w swojej przyczepie ogrom bukietów polnych kwiatów. Lubiła je stawiać na stoliczku w wazonie, czy też zasadzać w dużych donicach stawiając je przed wejściem do swojej przyczepy. Ubrała się dzisiaj na biało, miała odkryte ramiona i długie przewiewne rękawy, sukienka sięgała jej niżej kolan, na stopach miała wygodne pantofle. Nigdy nie krępowała się odkrywaniem swojej skóry, nie czuła wstydu z tego powodu, bo nikt jej tego wstydu nie nauczył. W cyrku występowała w obcisłych strojach, które nie krępowały jej ruchów, więc nie czuła potrzeby w taką pogodę zasłaniać swoje ciało w jakieś czarodziejskie szaty. Lubiła w lato ubierać sukienki różnego rodzaju, kolorowe, białe, kwieciste, zwiewne i odkrywające, aby było jej odpowiednio luźno. Jej rude włosy falowały i opadały luźno na plecy, część z nich spięła niewielką spinką z białym kwiatkiem, a kilka kosmyków niesfornie i tak opadały jej po bokach jej twarzy.
Tłumy ludzi sprawiały, że Elaine oglądała się dookoła nie bardzo uważając na to gdzie stąpa, więc z przyjemnością uchwyciła jego dłoń, gdy odciągnął ją ratując przed niechybnym wpadnięciem na jakiegoś czarodzieja. Przysunęła się do niego uśmiechając się szeroko na jego słowa, ba! Nawet zachichotała.
– Nie pozbędziesz się mnie dzisiaj za szybko – wytknęła do niego język nie przestając się nawet na moment szczerzyć. Elaine pachniała dzisiaj olejkiem ze stokrotek i pomieszanym z jakimś słodkim owocem, który nie był jakoś szczególnie określony. Ostatnio zwinęła flakonik takich perfum jednej kobiecie podczas występów jej rodzeństwa.
Gdy nałożył na głowe wianek pokiwała na jego słowa energicznie i przyjęła dla siebie jeden z wianków.
– A ja?! – zapytała puszczając jego dłoń i okręcając się wokół własnej osi, aby się lepiej zaprezentować.
!wianki