Wszystko byłoby idealne, gdyby nie to, że podczas sprawdzania abraksanów wyjebał się i wpadł dupskiem w jeden placek ich łajna. Wrócił więc do swojego domu, gdzie wziął długi prysznic wyparzając z siebie ich smród. Gdy już stwierdził, że pachnie odpowiednio wypryskał się swoją wodą kolońską i chciał się ubrać, ale wtedy usłyszał łomotanie do drzwi. Wyszedł z łazienki, aby ubrać spodnie, ale do środka wparowała Brenna. Uśmiechnął się na jej widok i oparł dłonie o swoje biodra. Stał przednią dosłownie jak Matka go stworzyła, ale jak to Brenna nie przejęła się tym za bardzo tylko osłoniła go ręcznikiem. Parsknął śmiechem i słuchając jej biadolenia zaczął szukać czystych ubrań. Stare już dawno moczyły się w misce na zewnątrz. Słysząc coś o spacerze ubrał wic ciemne, mugolskie spodnie, które były w niektórych miejscach już poprzecierane.
Zmarszczył brwi, gdy wspomniała o włamywaniu się do lasu, mogła zauważyć, że przez krótką chwilę nawet zastanawiał się, czy ona dobrze się czuje, albo czy nie pomyliły jej się słowa, ale gdy dodała coś o kłusownikach mordka mu się ucieszyła skromnie mówiąc. Jeszcze chwilę paradował bez koszulki, zaklęcie przesuszył sobie włosy i spojrzał w końcu na nią.
– Dobra Paskudo, idziemy na spacer – odpowiedział naciągając na siebie czarną koszulkę, a potem skarpetki. – Gdzie to dokładnie jest? To ma związek z tym, co odkryłaś w Chinatown? – zapytał i podszedł do dużej szafy przy schodach. Salon połączony z korytarzem był graciarnią, wyglądało to tak jakby Vincent się tu dopiero wprowadził. Część rzeczy nadal była w kartonach, sofa stała na środku i raczej rzadko z niej korzystał. W kuchni był nieporządek, ale nie latały w niej muchy, bo na bieżąco pozbywał się brudu z naczyń. Głównie jadał na mieście. Ogólnie chata wyglądała tak jakby osoba mieszkająca w niej nie chciała się zadomowić i było w tym sporo prawdy. Vincent nie szukał miejsca na stałe, nie lubił się przywiązywać do takich rzeczy i nie lubił sterylnego porządku. Gdy już miał wciągnięte też buty odpalił papierosa i zaciągnął się nim porządnie. – Lubisz oglądać mnie nago, co? – wyszczerzył się łobuzersko nie mogąc się powstrzymać.