28.11.2023, 00:28 ✶
— Mamo, czy to nie Laurence Selwyn? — zapytała półszeptem stojąca obok niego młódka, jednak nie wystarczająco cicho, by jej nie usłyszał. Odwrócił się w jej stronę - jak mu się wydawało - w miarę dyskretnie i zrozumiał, że zrobiła to celowo. Mogła mieć nie więcej niż dwadzieścia lat; młodzieńcza dociekliwość nadawała ostrości jej rysom, gdy taksowała go chłodnym spojrzeniem. Poruszył się niespokojnie, udając, że sam rozgląda się za postacią tajemniczego Selwyna, a potem, nie wiedząc co począć z dłońmi (zawsze, gdy miał przed występem tremę, musiał zajmować czymś palce, by nie oszaleć), w mało elegancki sposób schował je do kieszeni spodni. Po raz pierwszy od powrotu do Wielkiej Brytanii postanowił wyjść gdzieś publicznie - nie jako Laurence Selwyn, lecz Laurie, przyjaciel różdżkarza, z którym umówił się w cieniu jednego z kamieni Stonehenge.
— Dajże spokój, Selwyn nie wyglądał jak ostatni menel — ucięła towarzysząca jej dama, odciągając córkę w stronę jednego ze stoisk z bursztynową biżuterią — Za moich czasów był jednym z najlepszych brytyjskich aktorów, trzymał klasę, dopóki...
Nie dosłyszał już opowieści o swoim upadku. Przyznać jednak musiał, że nazwanie go ostatnim menelem nieco go ubodło; poprzedniego dnia specjalnie wybrał się do mugolskiego barbera, żeby przyciął jego brodę i zrobił coś z jego niesfornymi włosami, wypastował buty i dokładnie wyprasował lekką szatę, która teraz rozpięta falowała wokół jego sylwetki, kupił nową śnieżnobiałą koszulę i beżowe spodnie, użył ulubionych piżmowych perfum, a do tego poprzedni wieczór spędził z maseczką na twarzy i plasterkami ogórka na oczach.
Ponieważ chciał wyglądać dla niego dobrze.
Nie miał na szczęście dużo czasu, by zastanawiać się nad swoją aparycją i poddawać wątpliwościom to, czy na pewno powinien się pojawić się na sabacie. Oto wypatrzył w tłumie Garricka i Septimę kroczącą obok niego w wianku. Jego twarz pokraśniała, przytyk obcej kobiety przestał mieć znaczenie, zaś sam Laurence ruszył im na spotkanie.
— Cześć! — rzucił dziarsko, zastanawiając się, czy w jego wieku wypada jeszcze witać się w inny sposób niż "dzień dobry" i "witaj", ostatecznie uznając, że wszystko jest dla ludzi. — Huh, wyglądacie... bardzo ładnie — zauważył, choć wypowiadając te słowa patrzył głównie na starszego Ollivandera. — No, a twój wianek, Septimo, jest naprawdę olśniewający. Może też powinniśmy sobie takie sprawić? — mrugnął porozumiewawczo do Garricka.
— Dajże spokój, Selwyn nie wyglądał jak ostatni menel — ucięła towarzysząca jej dama, odciągając córkę w stronę jednego ze stoisk z bursztynową biżuterią — Za moich czasów był jednym z najlepszych brytyjskich aktorów, trzymał klasę, dopóki...
Nie dosłyszał już opowieści o swoim upadku. Przyznać jednak musiał, że nazwanie go ostatnim menelem nieco go ubodło; poprzedniego dnia specjalnie wybrał się do mugolskiego barbera, żeby przyciął jego brodę i zrobił coś z jego niesfornymi włosami, wypastował buty i dokładnie wyprasował lekką szatę, która teraz rozpięta falowała wokół jego sylwetki, kupił nową śnieżnobiałą koszulę i beżowe spodnie, użył ulubionych piżmowych perfum, a do tego poprzedni wieczór spędził z maseczką na twarzy i plasterkami ogórka na oczach.
Ponieważ chciał wyglądać dla niego dobrze.
Nie miał na szczęście dużo czasu, by zastanawiać się nad swoją aparycją i poddawać wątpliwościom to, czy na pewno powinien się pojawić się na sabacie. Oto wypatrzył w tłumie Garricka i Septimę kroczącą obok niego w wianku. Jego twarz pokraśniała, przytyk obcej kobiety przestał mieć znaczenie, zaś sam Laurence ruszył im na spotkanie.
— Cześć! — rzucił dziarsko, zastanawiając się, czy w jego wieku wypada jeszcze witać się w inny sposób niż "dzień dobry" i "witaj", ostatecznie uznając, że wszystko jest dla ludzi. — Huh, wyglądacie... bardzo ładnie — zauważył, choć wypowiadając te słowa patrzył głównie na starszego Ollivandera. — No, a twój wianek, Septimo, jest naprawdę olśniewający. Może też powinniśmy sobie takie sprawić? — mrugnął porozumiewawczo do Garricka.
the others say
that i’m just good enough to cut the cats’ throats
but i never killed a cat
that i’m just good enough to cut the cats’ throats
but i never killed a cat